Bentley się chowa
Kiedy miałem naście lat, nie było internetu, a jedynym wyznacznikiem tego, czy samochód jest dobry, było to, "ile ma na liczniku". Wiedzę na temat aut czerpałem głównie z motoryzacyjnych folderów - oficjalnych prospektów, które mój ojciec wykradał z salonów nad Odrą. Rzecz jasna, nie miały one polskojęzycznych wersji, w związku z czym musiałem się nauczyć, co oznaczają słowa "Kraftstoffverbrauch", "Schaltgetriebe" oraz "Beschleunigung". I zapewniam was, że nie są to nazwy akcesoriów erotycznych używanych powszechnie w niemieckiej kinematografii.
Szczerze mówiąc, bardziej zrozumiałe były dla mnie ówczesne katalogi niemieckie niż dzisiejsze polskie. Ostatnio w moje ręce wpadł prospekt Mercedesa CLA. Dowiedziałem się z niego, że reflektory tego auta "płoną głodem asfaltu" i "emanują pragnieniem ruchu", a "diamentowa osłona chłodnicy wysyła wyraźne sygnały w przód". Z kolei jego zaciski hamulcowe "mają atletyczny wizerunek", podczas gdy felgi "kolor szarości Himalajów". Pozwólcie zatem, że zapytam was, jak określilibyście kolor swojego samochodu, gdybyście mieli przygotować taki katalog? Byłaby to kokainowa biel, zieleń Puszczy Białowieskiej czy może brąz odchodów flaminga? No i co z reflektorami? Płoną głodem asfaltu czy pragnieniem nieba? Rozcinają ciemność niczym samurajski miecz? A może są odbiciem światła waszej duszy?
Mercedes od lat chwali się swoją "odpowiedzialnością społeczną", czyli zaangażowaniem w różne pożyteczne projekty, i mam podejrzenie graniczące z pewnością, że prospekt CLA powstał właśnie w ramach jednego z takich projektów. Możliwe, że napisali go pensjonariusze zakładu psychiatrycznego, którym specjalnie na tę okazję podarowano słowniki wyrazów bliskoznacznych. Albo jacyś pustelnicy, którzy nigdy nie widzieli żadnego auta.
Nie jestem ekspertem w tym temacie, ale wydaje mi się, że przygotowując materiały reklamowe i promocyjne na temat jakiegoś produktu, firma stara się dotrzeć do konkretnej grupy klientów, potencjalnie zainteresowanych jego zakupem: ładnych lub brzydkich, wysokich bądź niskich, śmiesznych, poważnych, łysych, długowłosych, biednych, bogatych etc. Jeśli tak jest w istocie, to na podstawie prospektu CLA mogę stwierdzić, że Mercedes kieruje go do ludzi głupich. Zupełnie inaczej niż mercedes S350 bluetec, którym jeździłem jeszcze przed świętami.
S350 jest dla ludzi mądrych, myślących, rozgarniętych i inteligentnych. Z kilku powodów. Po pierwsze, żeby go kupić trzeba dysponować - realnie - 500 tys. zł, a takich pieniędzy byle idiota nie zdobędzie (no chyba że wygra w totka albo ukradnie, ale wówczas prędzej wybierze BMW). Drugi powód kryje się pod maską - wersja 350 oznacza diesla, więc pewnie w tym momencie twarz większości z was przybierze grymas jak po wdepnięciu gołą stopą w krowi placek. Wiem, że są jeszcze oszałamiające "pięćsetki", coś ze stajni AMG, a także hybryda. Ale uwierzcie mi - 260 koni pojonych ropą i 620 Nm całkowicie wystarczą, a jeżeli chodzi o dźwięki wydobywające się spod maski, to... nie ma ich wcale. I to nawet gdy wskazówka obrotomierza ociera się o cyfrę 5. No i to spalanie - bardzo szybka jazda kończy się na dziesięciu litrach, a spokojna - na ledwie ośmiu. W "pięćsetce" musielibyście te wyniki podwoić, przy czym sprint do setki byłby w niej ledwie o 2 sekundy lepszy. Co gorsza, wydalibyście na nią o 108 tys. zł więcej. Reasumując - S500 kosztowałby was nieporównywalnie więcej, ale niewiele więcej byście za to otrzymali. Tak więc mądrzej postąpicie, kupując diesla, a resztę przeznaczając na wyposażenie dodatkowe, jak choćby: podgrzewane podłokietniki, wielki ekran z nawigacją i fantastycznym nagłośnieniem Burmester, dwa tylne fotele (zamiast kanapy) regulowane elektrycznie w każdej pozycji, ekrany DVD, kamerę wykrywającą pieszych i ułatwiającą jazdę w nocy i tyle innych dodatków, że Ikea ze swoim asortymentem zaczyna wyglądać na tle mercedesa niczym marne stoisko targowe z kaloszami.
Gdybym miał porównać nową klasę S z jakimś innym autem tej klasy, to... nie zrobiłbym tego. Bo nowa "eska" jest nieporównywalna. Nawet Bentley i Rolls-Royce nie dorastają jej do pięt. Owszem, są bardziej okazałe, egzaltowane, imponujące, ale jeżdżenie nimi na co dzień można porównać do biegania na golasa po centrum miasta, podczas gdy klasa S pozostaje jednocześnie zauważalna i akceptowalna. To kolejny powód, dla którego ten samochód skierowany jest do ludzi mądrych, ale jednocześnie kochających luksus. "Eska" jest nieprawdopodobnie komfortowa i wykonana z pieczołowitością godną ludzi zajmujących się na co dzień rozszczepianiem atomu. Żeby właściwie umiejscowić ją w hierarchii motoryzacyjnej, należałoby stworzyć dla niej odrębną kategorię. Chętnie też przygotowałbym jej prospekt, w którym mógłbym znaleźć jakieś błyskotliwe określenie dla koloru jej felg.
@RY1@i02/2013/249/i02.2013.249.00000170b.803.jpg@RY2@
Mercedes S350 bluetec
@RY1@i02/2013/249/i02.2013.249.00000170b.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu