Dziennik Gazeta Prawana logo

Dobrego taniego wina nigdy nie było tak wiele

2 lipca 2018

To mit, że porządny trunek musi kosztować majątek. Sam kupuję wino nawet za mniej niż 10 funtów - mówi Hugh Johnson, uhonorowany tytułem Człowieka Roku 2013 magazynu "Czas Wina"

Z Hugh Johnsonem rozmawia Jakub Kapiszewski

Zajmuje się pan winem od 50 lat, widział pan w tej branży wszystko i wiele doświadczył. Jak przez te pół wieku zmienił się rynek?

Przede wszystkim jest 10 razy większy pod względem konsumpcji i produkcji. Jest znacznie więcej dobrego wina, konsumenci są bardziej wyedukowani, więcej wiemy o każdym aspekcie produkcji trunku.

Czy dzięki tym zmianom wina stały się lepsze?

Poza bardzo nielicznymi wyjątkami - tak. Proszę pamiętać, że dla dzisiejszego pokolenia smakoszy wina nie ma aż takiego znaczenia, czy leżakowało ono przez wiele lat w piwnicy. Ten chwyt już nie działa.

Wino nie musi już spędzić kilku lat w piwnicy na dojrzewaniu?

99 proc. producentów chce, by ich wino było jak najlepsze od razu po zamknięciu butelki. By uzyskać taki efekt, trzeba zrywać winogrona później, kiedy są bardziej dojrzałe i zawierają więcej alkoholi wyższych, co swoją drogą nie zawsze jest dobre. Nie chcę jednak krytykować tego trendu, generalnie uważam go za dobry.

Jaki jest pana ulubiony gatunek?

Jest cała masa win, które lubię, ponieważ przywykłem do tego, aby próbować tylu gatunków, ile to możliwe. Ale jeśli miałbym wymienić, to: szampan, czerwone bordo, niemiecki riesling, wina włoskie - ta lista ciągnie się w nieskończoność. Poza tym do moich obowiązków służbowych nie należy posiadanie ulubionych win (śmiech).

Ile najwięcej zdarzyło się panu wydać na butelkę wina z własnej kieszeni?

To na pewno nie było nic bardzo drogiego. Prawdopodobnie najwięcej zapłaciłem za butelkę ok. 200 funtów.

A ile zazwyczaj płaci pan za dobre wino do kolacji lub obiadu?

Od 15 do 20 funtów, nawet mniej. Jednym z win, które ostatnio chętnie kupuję jest Montepulciano dAbruzzo, za które płacę mniej niż 10 funtów.

Czyli mitem jest to, że dobre wino musi być drogie?

Z pewnością! Ale proszę pamiętać, że niektórzy ludzie są szczęśliwi dopiero wtedy, kiedy wydadzą na coś mnóstwo pieniędzy.

Czy udało się panu odkryć gatunek wina, który pana zaskoczył?

Nieustannie jestem zaskakiwany. Niedawno byłem w Nowym Jorku, gdzie piłem mieszankę cabernet i merlot z Wirginii, która była absolutnie wspaniała. Zdarzało mi się kosztować trunków z Wirginii, ale nigdy takiej jakości. Wiele osób mówi o winie z Chin, ale to bardziej ciekawostka. Greckie wina przez ostatnich kilka lat bardzo się polepszyły i niezwykle mi smakują. Zresztą proces poprawy jakości zachodzi równocześnie w wielu miejscach na świecie - i to jest wspaniałe.

Czy pojawienie się nowych potęg w branży nie oznacza zmierzchu starych?

Nie zawsze jest tak, że coś się musi skończyć, żeby coś się zaczęło. Francja nie przestanie produkować win, i dobrze, bo Francuzi nie tylko produkują kilka najlepszych win świata, lecz robią także jedne z najlepszych win za sensowną cenę. Nie sądzę, żeby ktoś zajął ich miejsce za mojego życia lub za życia moich dzieci.

Czasem mówi się, że nowi producenci są skazani na produkcję tanich win.

To nieprawda. Australijczycy już wytwarzają bardzo drogie i bardzo dobre wina. I nie tylko oni. Hiszpanie produkują jedne z najdroższych win na świecie, podobnie Włosi. Nie wydaje mi się, żeby jedno świetne wino blokowało możliwość powstania innego świetnego wina. Warto przypomnieć, że niektóre francuskie regiony nie wykorzystywały w pełni swoich możliwości. Burgundia przez długie dekady nie wytwarzała tak dobrego wina, jak powinna, ale ostatnio jest coraz lepiej. Podobnie Langwedocja, która pod względem win była dość nudna. Teraz nastąpił tam kompletny zwrot.

Czy nie mówimy przypadkiem o regionie, w którym producenci lubią strajkować i wylewać wino na ulice?

To ten sam region, tylko że teraz są znacznie lepsi. Produkują wina, które sprawiają ludziom radość. Mają niezłe ceny, eksperymentują. W tej chwili to jedno z najbardziej ekscytujących miejsc na świecie na poszukiwania dobrego wina w przystępnej cenie.

Winom z nowego świata zarzuca się, że są nie tyle tłoczone, ile produkowane, chodzi np. o dodawanie substancji smakowych.

Nie powinniśmy uogólniać, bo w tych krajach działa wielu świadomych producentów. Jasne, można dodawać substancji wzmacniających kolor i smak. Był nawet taki czas, kiedy wszystkim wydawało się, że ludzie chcą w winie czuć smak dębu. Wydaje mi się, że producenci stosujący te domieszki po prostu nie wiedzieli, co robią, bo byli nowi w branży.

Ale skoro zmienia się świat i zmienia się przemysł, to może takie praktyki są nieodłącznym elementem tej zmiany?

Jest bardzo dobra nowa książka, która ma tytuł "Postmodern wine making" kalifornijskiego autora Clarka Smitha. Tłumaczy w niej, co robi, kiedy robi to, co pan nazywa "produkcją", i przedstawia dobre uzasadnienia dla tych czynności. W tej branży nie powinno być tajemnic, a ludzie powinni mieć możliwość wybrania, czego szukają w winie. Mam wrażenie, że pod tym względem jest lepiej.

Więc nie potępia pan tej praktyki samej w sobie.

Dodawanie substancji barwiących jest złą praktyką, bo jest nie tylko mylące, lecz także nieuczciwe. Dodawanie dębowego posmaku to też oszustwo, bo celem jest wywołanie w konsumencie wrażenia, że leżakowało w dębowych beczkach, choć producenta nie było na to stać. Niektóre z tych producenckich trików nasuwają wątpliwości.

Czy na przestrzeni 50 lat zmieniło się coś w piciu wina?

Niektóre typy wina mocno straciły na popularności. Uwielbiam cherry, uważam, że niektóre jego gatunki doskonale pasują do jedzenia, ale może to dlatego, że jestem odrobinę niemodny. Ale zawsze jestem gotów na eksperymenty i zawsze jestem gotów spróbować wina z miejsc, których nie znam. I nie uważam, żeby było coś takiego jak wino idealnie pasujące do tego lub tamtego dania. Jest tylko wino, którego chcę spróbować.

A co ze wschodzącymi rynkami dalekowschodnimi z punktu widzenia winiarza? Czy będą masowo wykupywać wino, windując ceny do niebotycznych poziomów?

Wszyscy wiemy, co się stało z Chateau Lafite (w 2010 r. w Chinach pękła winna spekulacyjna bańka - red.), wielu konsumentów nabyło pokaźne zapasy, bo mieli nadzieję, że na tym zarobią, doszło nawet do fałszerstw. Zawsze byłem sceptyczny, jeśli chodzi o Chiny, z pewnością jest tam wielu zamożnych konsumentów, ale czy im naprawdę zależy na winie? Wiele najdroższych trunków traktowano tam jako podarek, ale od kiedy prezydent zabrał się do korupcji, nie wolno już dawać takich prezentów - więc po co kupować drogie wina? Chińskie jedzenie nie za bardzo pasuje do europejskiego wina i wątpię, żeby kiedykolwiek zaczęły do siebie pasować.

Skąd właściwie pomysł na pisanie o winach?

Pracowałem w różnych magazynach i zauważyłem, że ten temat ma potencjał. Zajmowałem się tematyką podróżniczą, a przy okazji uwielbiałem wino. Dodatkowo zawsze chciałem pisać książki, więc wszystko razem dobrze się złożyło. Postrzegam pisanie o winie jako gatunek pisarstwa podróżniczego.

Co to właściwie znaczy: pisać o winach?

To jest dość trudne, ale uwielbiam to robić. Język to cudowne narzędzie. Trzeba znaleźć w nim sposoby na wyrażanie myśli. Sposoby, dzięki którym czytelnik poczuje entuzjazm w stosunku do rzeczy, o których się pisze. Piszący o winach nie są pisarzami. Są po prostu smakoszami wyrażającymi swoją opinię.

Czy z ludźmi piszącymi o winie jest podobnie jak z winem - im starsi, tym lepsi, czy też nowi pisarze są równie dobrzy?

Niekoniecznie. Niektórzy członkowie nowego pokolenia popularyzatorów wina są doskonali, jak na przykład Jancis Robinson. Uważam, że jest największym talentem swojego pokolenia.

@RY1@i02/2013/221/i02.2013.221.000002400.802.jpg@RY2@

East News

Hugh Johnson (ur. 1939 r.) brytyjski pisarz i ekspert w dziedzinie wina. Największy rozgłos przyniósł mu "Atlas win świata", którego pierwsza edycja ukazała się w 1971 r. Wielokrotnie wznawiana publikacja zapewniła mu status najbardziej poczytnego autora w dziedzinie win oraz została uznana przez francuski Narodowy Instytut Pochodzenia i Jakości za ważne wydarzenie w dziedzinie literatury o winie. W tym roku ukazało się najnowsze, siódme wydanie "Atlasu"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.