Chuligan po resocjalizacji
Kto czytuje tę kolumnę regularnie, wie, że w ubiegłym tygodniu jeździłem fiestą ST, która okazała się wręcz fenomenalna. Trudno mi wyobrazić sobie lepszy samochód do codziennych dojazdów do pracy i wypadów po zakupy. Zachwycałem się fiestą tak bardzo, że wielu z was mogło pomyśleć, że tuż pod poświęconym jej tekstem powinien pojawić się dopisek: "Materiał zawierał lokowanie produktu". Zapewniam was jednak, że ani ja, ani redakcja nie przyjęliśmy od Forda żadnej korzyści majątkowej za to, że przyłożyliśmy rękę do zwiększenia sprzedaży wersji ST z jednego do półtora egzemplarza rocznie. Tak, tak, właśnie w takich ilościach sprzedają się na naszym rynku sportowe miejskie auta. 80 tys. zł na malucha z mocnym silnikiem może wydać tylko wariat. Uszami wyobraźni już słyszę krytykę tłumów: "Na miłość boską, przecież za te pieniądze można kupić dwie i pół dacii logan! Albo kawalerkę w Szydłowcu!".
Dzisiaj zamierzam więc poddać druzgocącej krytyce wszystkich tych, którzy absolutnie każdy samochód starają się zamknąć w schemacie: "Musi być przestronny, ekonomiczny i bezpieczny". To bowiem oznacza tylko jedno - że kupują możliwie największe auto z możliwie najmniejszym silnikiem. Gdyby mogli, to nabyliby jakiegoś vana z motorem od sokowirówki. Wiem to, bo parę lat temu mój ówczesny kolega redakcyjny Tomasz Terlikowski kupował nowy samochód i poprosił mnie o radę. Spodobał mu się Peugeot 307 SW. Ale to akurat mnie nie zdziwiło, bo prawie wszyscy zakonnicy jeżdżą peugeotami (a to prawdopodobnie ze względu na ich fotele - po nocy spędzonej na pryczy przyjemnie usiąść na czymś miękkim). Bardziej zasmuciła mnie reakcja Tomka na sugestię, że powinien kupić wersję z mocniejszym silnikiem. Stwierdził, że jest mu niepotrzebny. - A jak 80 koni ma uciągnąć twoją osiemnastkę dzieci i ich bagaże na wakacje? - zapytałem. - Dadzą radę. Ja jeżdżę ostrożnie i nie potrzebuję mocnego silnika - skwitował. Nie wiem, co było dalej, bo tygodnik "Ozon" był równie udanym dziełem Janusza Palikota jak jego dzisiejsza partia, z tą różnicą, że nie miał zapewnionej czteroletniej kadencji za publiczne pieniądze, więc zwinął się szybciej. Ale wiem, że takich "drogowych Terlikowskich" jeżdżą po Polsce tysiące. Codziennie poruszam się po 20-kilometrowym fragmencie autostrady A2 i z irytacją obserwuję wszelkiej maści duże auta toczące się prawym pasem 90 km/h pomiędzy TIR-ami. Mają zbyt mało mocy, aby wyprzedzać, co nie oznacza, że nie próbują tego robić. Najczęściej podejmują wyzwanie akurat w momencie, gdy ja mam na liczniku 140 km/h i jestem jakieś 10 cm od nich. Wtedy wjeżdżają na lewy pas. Bez kierunkowskazu. I pędzą na złamanie karku 92 km/h.
Wiem, że to, co teraz napiszę, wywoła oburzenie, ale jestem zdania, że ludzi, którzy tak jeżdżą, w pierwszej kolejności powinno się pozbawiać prawa jazdy, a w drugiej - praw obywatelskich. Skoro bowiem wolno prowadzą samochód, wolno robią również wszystkie inne rzeczy, w tym pracują. A więc spowalniają nie tylko ruch na drodze, lecz także gospodarkę. Nie dość, że przez swoją jazdę spóźniają się do pracy, to jeszcze przez nich spóźniają się inni, w tym ja.
Z kolei miejsce zawalidróg od razu powinny zająć volkswageny golfy GTI. Dzięki nim cała nasza gospodarka od razu by przyspieszyła, bo bylibyśmy w pracy kwadrans przed czasem, kończylibyśmy ją kwadrans po czasie, a i tak dojeżdżalibyśmy do domu kwadrans przed kolacją. Jednocześnie szybciej docieralibyśmy na wakacje, a więc dłużej byśmy wypoczywali. A Terlikowscy szybciej dojeżdżaliby na Jasną Górę i mieliby więcej czasu na modlitwę w intencji Ojczyzny. Po prostu wszyscy bylibyśmy szczęśliwsi.
Golf GTI jest naprawdę bardzo szybki - ma 220 koni i dzięki superprecyzyjnej automatycznej skrzyni DSG przyspiesza do setki w zaledwie 6,5 s. To wystarczy, abyście poczuli tu i ówdzie przyjemne mrowienie. Mylicie się jednak, jeżeli sądzicie, że jednocześnie topowy Golf jest głośny, twardy, agresywny i paliwożerny. Nic z tych rzeczy. Jedni będą nad tym ubolewali, innym się to spodoba, ale GTI nie jest już hot hatchem z prawdziwego zdarzenia, jak jego poprzednicy. To po prostu zwyczajny, bardzo dobrze wykonany, komfortowy, świetnie wyciszony Golf, tyle że z ekstrasilnikiem, ulepszonym zawieszeniem i paroma akcentami sportowymi. Jeżeli macie do wydania ok. 100 tys. zł i potrzebujecie jakiegoś uniwersalnego środka transportu, to ten wydaje mi się naprawdę idealny. Frajdy z jazdy na miarę Fiesty jednak nie oczekujcie. Prawdziwy chuligan jest tylko jeden.
@RY1@i02/2013/212/i02.2013.212.000001500.803.jpg@RY2@
Volkswagen golf GTI
@RY1@i02/2013/212/i02.2013.212.000001500.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu