Równi i równiejsi
Nie jestem zwolennikiem porównań aut. Wbrew temu, co twierdzą przygotowujący je redaktorzy, takie testy wcale nie są obiektywne. Model A wygrywa z modelem B tylko dlatego, że przyspiesza do setki o 0,1 s szybciej, a do tego ma o 10 l większy bagażnik. Innymi słowy, zwycięzcą testu zostaje pojazd, do którego możecie zapakować dwie pary majtek więcej. I nie ma przy tym żadnego znaczenia, że jest brzydszy, a do tego jest dacią, a nie oplem. Wygrywa i basta.
Przykro mi, ale każdy z was, kto choć raz w życiu kupił samochód tylko dlatego, że wygrał on jakieś porównanie, po prostu dał się zrobić w balona. Zaufaliście ludziom, którzy w co drugim zdaniu używają słowa "zapłon samoczynny", do swojej żony wołają "moja przepustnico", a gdy wyjeżdżają w delegację sypiają z wałem korbowym. Po prostu nie ma czegoś takiego jak najlepsze auto - ani w danym segmencie, ani w konkretnej grupie cenowej. Weźmy klasę premium: możecie mieć audi, mercedesa albo bmw za podobne pieniądze i każde z nich jest równie dobre. Tyle że skierowane do zupełnie innej grupy ludzi: bmw do bogatych, audi do bogatych i wykształconych, a mercedes do bogatych, wykształconych i starych. Bezpośrednie porównywanie z sobą tych modeli jest jak porównywanie Carli Bruni do Moniki Bellucci. To po prostu nie ma sensu. Najfajniej byłoby znaleźć się na bezludnej wyspie z jedną i drugą jednocześnie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.