Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Cyfrowe samo okaleczenie

28 czerwca 2018

Bracia Mark i Ilia Terebins jeszcze niedawno byli na Łotwie bohaterami, którzy odnieśli światowy sukces. Dziś są antybohaterami brytyjskiej prasy, która oskarża ich o to, że dopuścili do samobójstw nastolatków

Historie o start-upach i młodych biznesmenach ze świata 2.0 są dosyć przewidywalne. Superpomysł, garaż albo pokój u rodziców, może być też akademik, młody chłopak (czasem dziewczyna) i kilkoro przyjaciół, którzy pomogli, bo przecież na rozwój rewolucyjnego serwisu/aplikacji nikt nie miał pieniędzy. Potem szybkie podbój internetu, pierwsi inwestorzy i fenomen na miarę milionów użytkowników i milionów dolarów zysku.

Do niedawna podobnie wyglądała historia łotewskiego serwisu Ask.fm. Sieć społecznościowa założona w 2010 r. przez braci z Rygi szybko stała się powodem do chwały dla całego łotewskiego środowiska internetowego. W ciągu trzech lat zabawa w zadawanie pytań i odpowiadanie na nie wciągnęła 65 mln osób ze 150 krajów, głównie ze Stanów Zjednoczonych, z Wielkiej Brytanii, Brazylii, Rosji, Niemiec, Francji, Turcji i Polski. A jeszcze w czerwcu ubiegłego roku użytkowników było zaledwie 8 mln. Według ostatnich statystyk publikowanych przez serwis codziennie dochodzi 300 tys. nowych użytkowników, a średnie zaangażowanie przekłada się na 100 minut miesięcznie.

Statystyka serwisu robi wrażenie, ale jeszcze większe znaczenie ma to, że Ask.fm już przynosi zyski. Dla porównania Facebook w dwa lata po starcie miał 3,6 mln dol. straty. Nic dziwnego, że już w styczniu 2012 roku Ask.fm zdobył pierwszego inwestora - pieniądze wyłożył fundusz inwestycyjny Rubylight.

Tę wzorcową opowieść o sukcesie e-biznesu popsuła jednak fala samobójstw, jakie zaczęli popełniać młodzi użytkownicy Aks.fm, a łotewski serwis zamiast wśród fenomenów internetu opisywanych przez branżowe serwisy wylądował na czołówkach brytyjskich tabloidów.

Odpowiedzi za 5 mln

Trudno wytłumaczyć, na czym polega fenomen Ask.fm. Bo na pierwszy rzut oka to coś między Facebookiem (też są profile ze zdjęciem i z opisem osoby, liczbą udzielonych odpowiedzi i prezentów, czyli wirtualnych obrazków, jakie użytkownik dostał od innych internautów - im więcej tych wskaźników, tym większa popularność) a Twitterem, bo pytania i odpowiedzi muszą być dosyć krótkie - góra 300 znaków.

Nie da się w żaden sposób udowodnić przełomowości portalu, bo podobnych serwisów - przypominających dawne zeszyty ze "złotymi myślami", w których dzieciaki wpisywały odpowiedzi na pytania, rysowały obrazki, wklejały kolorowe zdjęcia - działa już w internecie sporo. Narzędzie łączące łatwość komunikacji z anonimowością prowokuje do zadawania nie tylko niewinnych pytań w stylu: "Jaki jest twój ulubiony kolor?" czy "Kto jest twoim ulubionym aktorem?". Oczywiście nie na wszystkie trzeba odpowiadać, ale im więcej odpowiedzi, tym więcej "lajków". I to właśnie wytłumaczenie sukcesu Ask.fm - portal jest odpowiedzią na niezwykle silną wśród nastolatków potrzebę popularności. Dlatego twórcy portalu jasno określili, do kogo ich produkt jest kierowany: do nastolatków w wieku 13-18 lat. I rzeczywiście dziś stanowią oni ponad połowę wszystkich użytkowników portalu. Kolejne 30 proc. do osoby do 25. roku życia.

Ask.fm nie był pierwszym projektem skierowany przede wszystkim do młodych. Jeden z założycieli Ilia Terebin mówił kilka miesięcy temu serwisowi ArcticStartup, że wzorowali się na amerykańskim portalu Formspring.me (zachęca do stania się jego użytkownikiem sloganem: "Podziel się z innymi czymkolwiek chcesz"). Łotysze postanowili jednak ulepszyć model działania. Jednym z pierwszych kroków Ask.fm było przetłumaczenie serwisu na tak wiele języków, jak tylko się dało, by z miejsca zglobalizować produkt. Wykorzystali znajomości wśród blogerów, Facebook, Twitter oraz bardzo popularny w regionach rosyjskojęzycznych serwis vKontakte do wirusowego (szeptanego) rozprzestrzenienia informacji o nowej platformie. Sukcesem okazał się także model biznesowy: połączenie wpływów od reklamodawców, których zwabiły miliony chętnie wydających pieniądze młodych osób z mikropłatności za wirtualne prezenty.

Ask.fm wyników finansowych nie publikuje, ale według brytyjskiej prasy zyski serwisu sięgnęły w ostatnim roku 5 mln funtów. Nic dziwnego, że bracia Ilia i Mark Terebin szybko zaczęli wyrastać na nowych bohaterów biznesu internetowego. Kilka miesięcy temu napisał o nich nawet niezwykle prestiżowy w tym środowisku serwis TechCrunch.

Playboye z Rygi

To, co miało być zabawą, niespodziewanie przybrało całkiem inny obrót. 14-letnia Hannah Smith z brytyjskiego Lutterworth 2 sierpnia powiesiła się we własnym pokoju. Wcześniej od anonimowych użytkowników Ask.fm usłyszała, że jest "głupią dziwką", "krową" oraz "zdzirą". "Zrób nam wszystkim przysługę i zabij się" - napisał do niej jeden z internautów. "Gdybyś się zabiła, nikogo by to nie obchodziło" - dodał inny.

Jej śmierć wywołała na Wyspach Brytyjskich ogromny szok, zwłaszcza że to nie pierwszy taki przypadek. We wrześniu i listopadzie zeszłego roku na podobny krok zdecydowały się dwie nastolatki z Irlandii. Rząd w Dublinie zaapelował wówczas do łotewskich władz, by przyjrzały się portalowi. W kwietniu nękany na Ask.fm 15-latek z Lancashire powiesił się w ogrodzie. Oliwy do ognia krytyki dolał apel ojca Hannah, który stwierdził, że serwis powinien zostać zamknięty. Nawet premier David Cameron zapytany o Ask.fm, zaapelował: - Zbojkotujcie portal, nie wchodźcie tam, nie przyłączajcie się. To coś, co może zrobić każdy użytkownik internetu. Administratorzy tych stron powinni zaś wprowadzić zmiany i wykazać się odpowiedzialnością - grzmiał.

Brytyjskie media od kilkunastu dni nie pozostawiają na łotweskim serwisie suchej nitki. W emocjonalnym tonie piszą o braciach Terebin "playboys", opisują, że 35-letni Ilia i 29-letni Mark nie doszli sami do sukcesu, tylko będąc synami wysokiego rangą byłego oficera Armii Czerwonej skorzystali z rodzinnych pieniądze, że dzięki Ask.fm prowadzą hulaszcze życie. Serwis kilka miesięcy temu przeniósł się do nowej siedziby w samym sercu Rygi, a przystojni i czarujący bracia kupili sobie nieruchomości: Ilia dom w modnym nadmorskim miasteczku Jarmala, a Mark apartament w centrum łotewskiej stolicy. Wniosek z tego media wyciągają jeden: Ask.fm to nie jest to prawdziwy start-up, a maszynka do robienia pieniędzy i to kosztem ludzkiego nieszczęścia.

Brytyjczycy zaczęli naciskać na dostawców internetu, by całkiem odcięli dostęp do łotewskiej witryny na terenie Wysp. Jednak dla Łotyszy najgroźniejszy okazał się bojkot ze strony reklamodawców. Nie chcąc podpaść opinii publicznej, przed kilkoma dniami swoje reklamy wycofały już m.in. EDF Energy, British Telecom, Vodafone, McDonald''s, TUI Travel, Phones4U, eBay czy British Airways.

W tym momencie założyciele Ask.fm, którzy odmawiali komentarzy, zaczęli się bronić. Napisali list otwarty, w którym tłumaczą, że traktują nękanie w internecie bardzo poważnie, zapowiedzieli zatrudnienie większej liczby moderatorów, by lepiej reagować na zgłaszane nadużycia, obiecali nawet pomoc przy dotarciu do konkretnych prześladowców nastolatki. Ale też tłumaczą, że każdy użytkownik serwisu może wyłączyć opcje anonimowych komentarzy, ale jak się okazuje sporo nastolatków nawet po otrzymaniu nieprzychylnych czy nawet obscenicznych odpowiedzi wciąż zgadza się na ich przesyłanie. - Nawet najbardziej obraźliwe, anonimowe komentarze nie są upubliczniane do czasu, kiedy ich adresat nie zdecyduje się na nie odpowiedzieć. Nie podoba ci się ton czy temat pytania, nie odpowiadaj - tłumaczą Łotysze i na koniec odcinają się od odpowiedzialności za tragiczne wydarzenia. - Większość z naszych użytkowników to szczęśliwe nastolatki, które używają Ask.fm do kontaktów ze znajomymi z całego świata i dyskusji o tym, co ich interesuje. Przemoc to odwieczny problem, którego w żadnym przypadku nie bagatelizujemy - szczególnie, że jego ewolucja w internecie jest bardzo niepokojąca, ale nie jest to wcale zjawisko występujące tylko w Ask.fm ani charakterystyczne dla naszego serwisu - piszą bracia Terebin. - Ask.fm jest tylko narzędziem, które pozwala ludziom na komunikację. Takim samym jak inne serwisy społecznościowe, telefon, kartka papieru i długopis. Nie wińcie narzędzia - młodszy z braci napisał na własnym profilu.

Może winni ludzie?

Daj spokój. Dzieciak czyta nieprzychylne komentarze, obcy ludzie się z niego podśmiewają w internecie i decyduje się zabić? - jeden z redaktorów w naszej redakcji nie może uwierzyć, że nastolatki, rzeczywiście pod wpływem anonimowych hejterów odbierają sobie życie.

- Zresztą nie on jeden nie może w to uwierzyć. Dorosłym, którzy nie mają problemów z emocjami, jest trudno zrozumieć nastolatki, dla których takie odrzucenie przez społeczność, choćby tylko wirtualną może być prawdziwym dramatem - tłumaczy dr Halina Flisiak-Antonijczuk, konsultant ds. psychiatrii dziecięcej. - Dla dzieci, które przeżywają burze hormonów i emocji, a dodatkowo często nie mają wsparcia w rodzinie, problemy w internecie są równie rzeczywiste, jak te w realu. Choć oczywiście sam internet za te dramaty nie jest odpowiedzialny, jednak może być czynnikiem zapalnym. I ewidentnie trzeba zacząć dbać o to, z jakimi treściami te dzieci mają do czynienia - mówi psychiatra i tłumaczy, że jednak nie ma co liczyć na ocenzurowanie sieci. - To zrzucanie odpowiedzialności na innych, a przecież bez lepszej opieki, wsparcia ze strony rodziny nawet zablokowania pojedynczych serwisów nie rozwiąże problemu, bo zawsze na miejsce jednego może pojawić się kolejny.

Dziś chłopcem do bicia jest Ask.fm, ale tak naprawdę wcale to nie on przyciąga najwięcej hejterów. Równie pełne przemocy są Facebook i Twitter. To te dwa portale przyciągają i nakręcają najwięcej internetowych e-sadystów. Blisko 87 proc. nastolatków, którzy zgłosili cyberprzemoc, doświadczyło jej w portalu Marka Zuckerberga, a co piątego dotknęło to na Twitterze - wynika z raportu opracowanego na początku roku przez Knowthenet.org.uk, brytyjski serwis pomagający w zwalczaniu cyberprzemocy. Na jego potrzeby przepytano ponad 2 tys. nastolatków w wieku 13-20 lat i okazało się, że najczęściej ofiarami padają 19-letni chłopcy, a nieprzyjemności mogą się przytrafić w każdym serwisie społecznościowym.

Już zapomniano, że jeszcze rok temu to YouTube był pod pręgieżem opinii publicznej po tym, jak na serwisie pojawiła się ogromna liczba filmików nagranych przez dziewczęta z nimi samymi w rolach głównych z pytaniem do widzów, czy im się podobają. Dla dorosłego oczywiste jest, że musiało to generować choćby tylko przewrotną ochotę do ich wyśmiania, często w wulgarny sposób. Jeszcze więcej kontrowersji wzbudziła mało popularna w Polsce wspomniana społecznościówka FormSpring.me (serwis będący inspiracja Ask.fm), przez który także przetoczyła się fala wyzwisk i niewybrednych komentarzy w stosunku do młodych użytkowników. Po tym, jak dotarło to do mediów, które z oburzeniem pochyliły się nad skalą tej psychicznej przemocy, administratorzy serwisu obiecali, że podejmą specjalne środki włącznie z wysyłaniem listów do rodziców i szkół tych dzieci, które stały się ofiarami e-przemocy. Ostatecznie jednak serwis poddał się i nie wprowadził aż tak restrykcyjnych działań. Powód okazał się zaskakujący: administratorzy odkryli, że całkiem spora część z wyśmiewanych nastolatków sama sobie wypisywała te nieprzychylne posty.

Socjolog Danah Boyd nazwał to zjawisko "cyfrowym samookaleczaniem się". Wymienia trzy jego główne powody: dzieci chcą na siebie zwrócić uwagę - czyli jest to wołanie o pomoc; chęć wyróżnienia się, pokazania w tłumie i bycia bardziej popularnym - a do tego przecież prowadzi nie tylko bycie lubianym, ale także nienawidzonym, oraz próba wzbudzenia współczucia i pozytywnych komentarzy, bo przecież gdy jest się atakowanym, to przyjaciele ruszają na pomoc. - Oczywiście nie można sugerować, że samobójstwo Hannah Smith było w jakikolwiek sposób związane z cyfrowym samookaleczaniem się. Ale historia FormSpring.me powinna być ostrzeżeniem przed łatwym zwalaniem całej winy na witryny internetowe - tłumaczy Boyd. I rzeczywiście ostatnio pojawiły się przecieki ze śledztwa, mówiące o tym, że część z obraźliwych pytań nastolatka wysłała sama do siebie. Policja nie potwierdziła tych rewelacji, ale powoli oburzenie na samobójstwa pod wpływem sieci zaczyna zmieniać się w dyskusję o nastolatkach zostawianych samym sobie ze swoimi problemami. A cała awantura, choć narobiła łotewskiemu serwisowi sporych kłopotów, jak się można było spodziewać zwiększyła też zainteresowanie nim. Oficjalny profil serwisu na Twitterze właśnie zawiadomił, że Ask.fm przebił granicę 70 mln zarejestrowanych użytkowników.

Okazuje się, że spora część nastolatków padających ofiarą e-przemocy sama wypisuje o sobie nieprzychylne posty

@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.00000110a.803.jpg@RY2@

alamy/bew

Sylwia Czubkowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.