Dla żółtodziobów
Nie wierzcie nikomu, kto twierdzi, że kupił sobie ferrari, lamborghini czy lepszą wersję porsche dlatego, że "lubi szybko jeździć" albo "ścigać się po torze". Kłamie. Prawda jest taka, że większość właścicieli sportowych superaut traktuje je wyłącznie jako przedłużenie męskości i wyciągu z konta. Nie wierzycie? Spójrzcie na ogłoszenia sprzedaży takich samochodów - pięcioletnie egzemplarze mają najczęściej 10-30 tys. kilometrów przebiegu. Oznacza to, że przez pół dekady marnowały się, stojąc w garażu. Kompletnie nie jestem w stanie tego pojąć. To tak, jakby minister Nowak kupił sobie drogi zegarek i trzymał go wyłącznie w sejfie, a na co dzień latał ze zwykłym timeksem na nadgarstku. To przecież nie ma najmniejszego sensu.
Szybkie auta są po to, aby nimi jeździć, aby garściami czerpać z emocji, jakie oferują. W dzisiejszych czasach to jedna z niewielu rozrywek, której swobodnie można się oddawać każdego dnia - choćby w drodze do sklepu czy pracy. Z ludźmi, którzy mają taką możliwość, a tego nie robią, po prostu jest coś nie tak. Zapytałem kiedyś posiadacza ferrari F430, dlaczego w ciągu roku przejechał nim tylko tysiąc kilometrów. Odpowiedział, że "nie ma na to czasu". To trochę tak, jakby Claudia Schiffer wlazła mu pod kołdrę, a on odparłby: "Przepraszam, kochana, muszę przejrzeć wczorajszy »Wall Street Journal«". Rzeczywisty powód tego, że bogaci jak ognia unikają przejażdżek swoimi superwozami, jest zupełnie inny - nie potrafią i boją się jeździć.
W tym miejscu mam doskonałą wiadomość dla wszystkich tych, którzy nie potrafią jeździć, a mimo to pragną mieć szybkie auto. Dla tych, którzy chcą poczuć dreszczyk emocji, ale trochę inny niż ten towarzyszący zdarzeniu, gdy przód auta centralnie wbija się w latarnię. I wreszcie dla tych, którzy lubią, gdy się na nich patrzy. Otóż Audi zbudowało pojazd idealny dla Was - model RS5 cabrio. Ma 450 koni mechanicznych i przyspiesza do setki w 4,9 sekundy, ale dzięki napędowi quattro łatwiej go opanować niż dziecięcy wózek. Nie żartuję. Wyłączyłem w tym aucie wszystkie elektroniczne systemy mające kontrolować trakcję, a mimo to nic się nie wydarzyło - ani na prostej, ani na ostrych zakrętach, ani nawet podczas gwałtownych manewrów. RS5 zachowuje stoicki spokój w każdych warunkach i jest jednym z nielicznych pełnokrwistych aut sportowych, którym z powodzeniem da się jeździć również w ulewnym deszczu, po polnych drogach, a nawet po zamarzniętym jeziorze.
W ustawieniu "Comfort" ma dość miękkie zawieszenie i nie produkuje żadnego hałasu. W ustawieniu "Dynamic" silnik zaczyna ryczeć, a amortyzatory twardnieją tak, jakby ktoś zaaplikował im viagrę. O dwóch naturach tego auta niech świadczy fakt, że na siódmym biegu możecie jechać zarówno 70, jak i 270 km/h. Przy tej pierwszej wskazówka obrotomierza opiera się o cyfrę 1, przy drugiej - ociera o 9.
Czy sam kupiłbym sobie RS5? Nie. Bo choć jest bardzo szybkie, to jednocześnie jest zbyt... grzeczne. Nie ma w sobie nawet śladowych ilości pierwiastka nieobliczalności, jakim - według mnie - powinno charakteryzować się każde sportowe superauto. Innymi słowy, wolę, kiedy czynnikiem sprawiającym, że za kierownicą robię się mokry, jest adrenalina, a nie słońce.
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.000001200.803.jpg@RY2@
audi RS5 cabrio
@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.000001200.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu