Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Latający dywan z Wielkiej Brytanii

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Od poniedziałku nie otworzyłem lodówki. Nie dlatego, że się zepsuła. Obawiałem się, że wyskoczy z niej potomek brytyjskiej rodziny królewskiej. Wszędzie go pełno. Jestem w stanie zrozumieć, że sprawa jego narodzin fascynuje Anglików, bo ci są po prostu dziwni: jeżdżą po niewłaściwej stronie drogi, odległości mierzą - niczym ludzie pierwotni - stopami, a na śniadanie jadają fasolkę, popijając ją herbatą z mlekiem. Ale co jest w tym wydarzeniu tak wyjątkowego, że na okrągło bębni o tym TVN 24? Relacja na żywo: "Jesteśmy pod szpitalem, w którym dwie godziny temu księżna Kate urodziła dziecko. Nie możemy się doczekać, aby poznać jego płeć. O! Na parapecie okna sali, w której przebywa Kate, usiadł ptak! To znak z niebios, że to chłopiec!". Aby podać tego typu informacje, Andrzej Morozowski przerywał rozmowy z profesorami i ekonomistami o dziurze budżetowej i stanie polskiej gospodarki. To przecież sprawy nieistotne w porównaniu z tym, co wydarzyło się w Londynie. Myślę, że z tej okazji powinniśmy usunąć kolumnę Zygmunta ze Starego Miasta i postawić w tym miejscu statuę brytyjskiego księcia. w takim rozmiarze, aby Jezus ze Świebodzina mógł się schować w jej cieniu.

W tym miejscu chcę zaznaczyć, że bardzo lubię Brytyjczyków. Bo oprócz mgły, mżawki i pracy przy zlewozmywaku dali nam Astona Martina, Jaguara, Land Rovera i Bentleya. A także Rolls-Roycea, którego pierwsze oficjalne przedstawicielstwo zostało właśnie otwarte w Warszawie. Z tej okazji usiadłem na parę godzin za kierownicą lazurowego phantoma coupe. I w zasadzie na samym siedzeniu mógłbym poprzestać - takie wrażenie zrobiło na mnie jego wnętrze. Aby obszyć skórą ten jeden egzemplarz, wyrżnięto wszystkie krowy w promieniu 100 mil od Manchesteru. I nie były to pierwsze lepsze bydlęta, lecz takie hodowane specjalnie na potrzeby Rollsa - podobno codziennie masują je wykwalifikowani fizjoterapeuci, dwa razy w tygodniu mają robione maseczki błotne i manicure, a jadają wyłącznie kawior. Efekt: takiej skóry nie znajdziecie w żadnym innym aucie. W żadnym też nie ma tyle chromu co tu. I dywaników tak gęstych, że możecie zgubić w nich buty. Czy to wszystko ładne? Raczej - imponujące. I wielkie. Tak wielkie, że do prowadzenia tego auta nie wystarczy prawo jazdy kat B. Aby poruszać się nim po ulicach Warszawy, trzeba mieć patent sternika. Łatwiej zaparkować kontenerowiec w porcie w Giżycku niż ten samochód na Marszałkowskiej. Zresztą jeżeli po wielu próbach wam się to uda, i tak nie wysiądziecie, bo w dwie sekundy tłum gapiów uniemożliwi wam otwarcie drzwi. Większe wrażenie na ulicy niż phantom zrobiłby już tylko przechadzający się swobodnie po chodniku słoń. Albo Brad Pitt, pod warunkiem że byłby zupełnie nagi. Koniecznie zatem powinniście zamówić do phantoma czarne jak smoła szyby. Jazda ze zwykłymi, całkowicie przezroczystymi jest ekshibicjonizmem w czystej postaci. Policzyłem dokładnie - na każde 10 osób za tym samochodem ogląda się 11. A także psy. Serio.

Co do samej jazdy, to ruszając z miejsca, nie powinniście się niczego spodziewać. Dosłownie. Dwunastocylindrowy silnik pracuje jeszcze ciszej niż auta elektryczne, w związku z czym rozpędzacie się, kompletnie nic przy tym nie słysząc. I nie czując, bo amortyzatory wykonane z Bóg-jeden-wie-czego odizolowują 2,5-tonowego mastodonta od wszelkich niespodzianek w drodze tak dobrze, że w zasadzie do głowy przychodzi mi tylko jeden bardziej komfortowy środek transportu - latający dywan. Po prostu nic się nie dzieje, a się poruszacie. Niebywałe.

Jeżeli chodzi o precyzję prowadzenia, znam sto aut, które prowadzą się lepiej niż Phantom. W zasadzie wszystkie prowadzą się lepiej niż on. Ale szczerze mówiąc, w tym przypadku nie ma to żadnego, nawet najmniejszego znaczenia. Wersja coupe ma 460 koni, ale w zupełności wystarczyłoby jej 60 - bo najprzyjemniej tym autem jest po prostu dostojnie się toczyć. Przy prędkości 90 km/h wykorzystuje zaledwie 4 proc. swojej mocy - wiem to, bo zamiast obrotomierza ma potencjometr wyskalowany do 100 proc. Jego wskazówka nigdy nie dobiła do 50 proc., choć zdarzyło mi się przegonić rollsa po autostradzie.

Cóż. W świecie samochodów phantom coupe jest tym, czym Tadż Mahal wśród grobowców. Jest dziełem sztuki, które chętnie obejrzycie, ale niekoniecznie zechcecie powiesić w domu nad kominkiem. Jest równie wyjątkowy i zjawiskowy, co nienormalny, abstrakcyjny i niedorzeczny. Można go pokochać albo go znienawidzić. `I jest tylko jedna niezmienna - nie można przejść obok niego obojętnie.

@RY1@i02/2013/144/i02.2013.144.00000080c.803.jpg@RY2@

rolls-royce phantom coupe

@RY1@i02/2013/144/i02.2013.144.00000080c.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.