Szybko, na porodówkę!
Po raz drugi zostałem ojcem. We wtorek, dokładnie o 3.49 nad ranem, otrzymałem krótką wiadomość: "Zaczęło się, przyjeżdżaj". A o 7.30 byłem już tatą Miłosza. Co prawda stało się to o 1,5 miesiąca wcześniej, niż zakłada "ustawa Arłukowicza o czasie trwania ciąży" czy coś takiego, ale to tylko dowód na to, że syn odziedziczył po mnie "gen pośpiechu" . Tego pięknego dnia pędziłem do szpitala chevroletem camaro - pierwszym tzw. muscle carem dostępnym oficjalnie na europejskim rynku. Jego tylne nadkola są tak szerokie, że mogą pełnić funkcję ławek, pokrywa silnika ma powierzchnię boiska do siatkówki, felgi średnicę młyńskiego koła, a reflektory złowrogo wyglądają spod metalowych powiek - wszystko to sprawiło, że na widok tego chevroleta dostałem ślinotoku. Ale gdy tylko otworzyłem wielkie i ciężkie wrota prowadzące do jego wnętrza, momentalnie wyschło mi w gardle. Tyle kiczu, tandety i plastików co w camaro nie ma nawet na odpuście w Licheniu. Szczytem szczytów są cztery zegary informujące o napięciu akumulatora, temperaturze płynu chłodniczego, oleju i czegoś jeszcze (możliwe, że mózgu, który od samego patrzenia na to wszystko staje w płomieniach) - jakiś amerykański członek Mensy schował je za skrzynią biegów i aby cokolwiek z nich odczytać, musicie oprzeć głowę na podłokietniku. Co może być nieco kłopotliwe i odrobinę niebezpieczne, gdy akurat pędzicie autostradą. A - wierzcie mi - będziecie pędzili. I to często.
Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że camaro będzie szybki tylko na prostych. Byłem przygotowany na to, że jego zawieszenie okaże się wykonane z ligniny, a kierownica połączona z kołami za pomocą nici dentystycznych. Bo takie dawniej były amerykańskie auta sportowe. Tymczasem chevy okazał się zaskakująco precyzyjny, sztywny i przewidywalny w prowadzeniu. Ale jednocześnie nie pozbawi was zębów na pierwszej lepszej dziurze w asfalcie, jest komfortowy i zaskakująco dobrze wyciszony. Co nie oznacza wcale, że jest cichy. Jego osiem cylindrów produkuje takie dźwięki, że ciarki biegają nie tylko po plecach, lecz także po rzęsach, zębach i paznokciach. To nie jest hałas. To rodzaj muzyki wygrywanej przez ponad 400 koni, której tempo regulujecie lewą stopą. Te tabuny ogierów rozpędzają camaro do setki w nieco ponad 5 sekund. Owszem, są znacznie lepsi zawodnicy w tej konkurencji, ale żaden nie robi tego w takim stylu co chevy.
Dobra informacja jest też taka, że camaro pali mniej, niż twierdzi producent, a to prawdziwy ewenement w motoryzacyjnym świecie. Otóż zdaniem Chevroleta trzeba być przygotowanym na 20,9 litra w mieście, podczas gdy ja bez trudu mieściłem się w 19 litrach. Wiem, to równie optymistyczna informacja, jak "spokojnie, nie ma pan raka trzustki, tylko raka jelita", ale spróbujcie spojrzeć na to w ten sposób: camaro ma silnik o pojemności 6,2 litra, podczas gdy najtańszy ford fiesta - 1,0 litra. Rozumując logicznie, fiesta powinna spalać 6,2 razy mniej paliwa niż chevrolet, czyli około 3 litrów, podczas gdy w rzeczywistości z trudem mieści się w 6. Tak więc sami widzicie, że camaro jest bardzo ekonomicznym wozem. Także w zakupie. Wersja z manualną skrzynią biegów kosztuje niecałe 220 tys. zł. Dla porównania za ośmiocylindrowego, 435-konnego mercedesa SL 500 musicie zapłacić 565,5 tys. zł. Za te absurdalne pieniądze nabywacie niemiecki wóz, za którego kierownicą wyglądacie, jakbyście mieli 90 lat, nawet gdy macie ich dopiero 15. SL 500 to samochód dla człowieka, któremu pieniądze wychodzą wszystkimi otworami w ciele i chwali on się tym przed całym światem. W związku z tym nie ma żadnych przyjaciół - stracił nawet psa, który pewnego dnia sam dobrowolnie oddał się do schroniska.
Camaro to samochód z zupełnie innej bajki - pokazuje, że macie kasę, ale nie sugeruje innym uczestnikom drogi, że powinni wysiąść ze swoich aut, złożyć wam hołd lenny i ucałować stopy. Wyglądacie w nim na równych, towarzyskich, pewnych siebie, silnych facetów. Nawet wtedy, gdy w prawdziwym życiu jesteście ostatnimi fajtłapami o IQ świnki morskiej. Za kierownicą tego chevy’ego prezentujecie się trochę jak ten słynny kowboj z reklamy Marlboro - facet sprawia wrażenie wyluzowanego i takiego, któremu nigdzie się nie spieszy. Ale tylko dlatego, że już od dawna tam jest. Właśnie tak szybkie jest camaro - wczoraj dowiezie was tam, gdzie zechcecie być jutro. Dlatego wydaje się idealnym prezentem na 18. urodziny mojego syna. Szczególnie że w 2031 r. warte będzie promil tego, ile dziś, ale zachowa cały swój urok, męskość i styl. A jak dopisze mi szczęście, to może na którymś ze szrotów trafię na egzemplarz, którym we wtorek pędziłem na porodówkę.
@RY1@i02/2013/119/i02.2013.119.00000150b.805.jpg@RY2@
chevrolet camaro
@RY1@i02/2013/119/i02.2013.119.00000150b.806.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu