Antyradar
W miniony wtorek z DGP dowiedzieliście się, jak zapłacić niższy mandat za przekroczenie prędkości uwiecznione na fotoradarze i nie otrzymać za to punktów karnych - wystarczy, że w kwestionariuszu przesłanym przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego wypełnicie oświadczenie nr 3, czyli stwierdzicie, że nie macie pojęcia, kto prowadził wasze auto w momencie popełnienia wykroczenia. Jak to możliwe, że nie wiecie, komu powierzyliście kluczyki do swojego nowiutkiego porsche? GITD nie będzie w to wnikał, bo wie, że lepsze jest 250 zł w garści niż 500 zł, ale tylko na papierze. Niemniej w adnotacji do oświadczenia możecie wyjaśnić, że u cioci na imieninach było tyle nielegalnego alkoholu z Ukrainy, że na koniec balangi wszyscy pozamieniali się kluczykami i każdy wrócił do swojego domu innym wozem, niż z niego wyjechał.
Myślę, że taryfikator i kodeks karny należy zmienić w taki sposób, aby podobną praktykę jak GITD mogli stosować również policjanci drogówki. Kierowca złapany na przekroczeniu prędkości o 150 km/h w terenie zabudowanym miałby do wyboru: 18 tys. zł mandatu, 700 punktów karnych i pół roku więzienia albo tylko 250 zł, pod warunkiem że uiści opłatę na miejscu. Aby mu to umożliwić, każdy radiowóz, oprócz radaru, powinien mieć na wyposażeniu przenośny terminal do płatności kartą, najlepiej zbliżeniowo, aby kierowca nie musiał wysiadać z auta i wklepywać numeru PIN, bo przecież po pijaku często się go zapomina. Co do samej jazdy na podwójnym gazie, zasady powinny być takie same - albo odsiadka i odebranie prawa jazdy razem z samochodem, albo 250 zł tu i teraz. Bo przecież - jak wielokrotnie powtarzał pan Sławomir Nowak - kara musi być nieuchronna. Tak? Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden pomysł. Dzięki temu rozwiązaniu napompuje pan budżet kasą z mandatów tak bardzo, że pana kolega Jan Vincent-Rostowski zostanie ogłoszony nowym Pitagorasem.
Otóż każdemu świeżo upieczonemu kierowcy należy założyć konto pre-paid, na które obowiązkowo wpłacałby określoną sumę, np. 1000 zł. Później policja nie musiałaby nawet zatrzymywać takiego delikwenta na drodze, nie trzeba by było wystawiać mu mandatów, wypełniać segregatorów dokumentów, ponaglać etc. - po prostu po każdym zarejestrowanym przewinieniu z jego konta znikałaby określona suma. Przecież i tak nikogo nie interesuje, kto w danym momencie prowadził auto. A wy w przyszłości będziecie najwyżej lepiej pilnowali kluczyków do swojego porsche. Ewentualnie możecie sprawić sobie nową skodę octavię z silnikiem 1.6 TDI.
Jako właściciele takiego samochodu możecie być pewni dwóch rzeczy - tego, że nigdy nie dostaniecie mandatu za przekroczenie prędkości, oraz tego, że nikt nigdy, nawet po ukraińskim alkoholu, nie zechce zwędzić wam kluczyków, aby się nią przejechać. To auto jest tak nudne, przewidywalne i proste, że nie zauważają go nawet policyjne radary - wycelowane w octavię wyświetlają komunikat "błąd pomiaru" albo "brak obiektu". We wnętrzu nie znajdziecie ani jednego detalu, o którym powiedzielibyście: "O, to mi się naprawdę podoba!". Więcej. Nie znajdziecie ani jednego detalu, który miałby inny kolor niż szary, trochę szary albo bardzo szary. Jeśli zaś chodzi o silnik, to producent twierdzi, że w pojemności 1,6 litra upchnął 105 koni pojonych olejem napędowym. Jednak kiedy będziecie jechali krajówką i nagle przyjdzie wam wyprzedzić TIR-a, dojdziecie do wniosku, że w rzeczywistości auto to napędza chomik umieszczony w kołowrotku i karmiony wyłącznie sałatą. Przy wyższych prędkościach octavia rozpędza się równie żwawo co płyty tektoniczne.
Paradoksalnie wszystko to jednocześnie czyni ją jednym z najlepszych samochodów dostępnych na rynku za 75-80 tys. zł. Dostajecie auto doskonałe w całej swojej nudzie i przewidywalności - bardzo dobrze zmontowane, ciche, ergonomiczne jak kalkulator, praktyczne jak jezioro na środku pustyni i z bagażnikiem tak wielkim (590 litrów), że powinien mieć swój własny kod pocztowy. A to nie koniec zalet, bo nowa Octavia ma jeszcze świetnie zestrojone zawieszenie i gwarantuje naprawdę wysoki komfort podróżowania. Taniego podróżowania, bo w wersji 1.6 TDI przy oszczędnej jeździe spala niecałe 5 litrów oleju, a gdy gnacie autostradą - nie więcej niż 6 litrów. Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, aby przeciętna polska rodzina potrzebowała czegoś więcej.
Tak więc, jeżeli nie interesujecie się samochodami i traktujecie je na równi z AGD, to Octavia 1.6 TDI została stworzona z myślą o was. Ale jeżeli auto jest dla was czymś więcej, to akurat ta skoda będzie najgorszym z możliwych wyborów. Już jazda tramwajem jest bardziej pasjonująca.
@RY1@i02/2013/114/i02.2013.114.00000200a.803.jpg@RY2@
Skodą octavią 1.6 TDI
@RY1@i02/2013/114/i02.2013.114.00000200a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu