Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Smerf na dopingu

28 czerwca 2018

Dawno temu każdą markę samochodów scharakteryzować można było jednym przymiotnikiem. Mercedes był luksusowy, Toyota niezawodna, Volkswagen solidny, Fiat tani, Subaru sportowe, a Ford tandetny. Dziś sprawy nie są tak proste - każde auto musi być bezpieczne, niezawodne, szybkie, ekonomiczne itp. Tym samym żadna marka nie ma monopolu na którąkolwiek z tych cech. Nawet Volvo, dawniej uznawane za najbezpieczniejszy samochód świata, dziś musi dzielić ten tytuł z przynajmniej tuzinem innych marek. Najwyraźniej jednak Szwedom się to nie podoba, bo od jakiegoś czasu starają się udowodnić, że ciągle są pionierem bezpieczeństwa i ich auta chronią pasażerów lepiej niż puchowa kołdra.

Jako że poduszki powietrzne, pasy bezpieczeństwa i wzmocnienia karoserii udoskonalono do tego stopnia, że nic już nie da się w tym zakresie zrobić, Volvo postanowiło zafundować nam rewolucję radarowo-kamerową. Jeździłem modelem V40 T5, który miał system City Safety, umożliwiający pisanie SMS-ów podczas jazdy. Serio. Możecie stukać w klawiaturę telefonu bez obaw o to, że wjedziecie komuś w zderzak - City Safety wykryje niebezpieczeństwo i sam zahamuje auto. Inną ciekawostką okazał się system rozpoznający znaki drogowe - głównie te dotyczące ograniczeń prędkości i zakazu wyprzedzania. Specjalna kamera "czyta" znaki ustawione przy drodze, a następnie wyświetla je na prędkościomierzu. Niestety, nie zawsze działa jak należy, więc parę razy zdarzyło mi się przejechać przez czyjeś podwórko z prędkością 120 km/h, innym - wlec z prędkością traktora po autostradzie. Nie jestem zatem pewien, czy to takie bezpieczne rozwiązanie. Podobnie jak Lane Keeping Aid - to urządzenie również ma kamerę, tyle że śledzącą linie na jezdni i potrafi utrzymać auto między nimi. Możecie więc włączyć LKA oraz tempomat i uciąć sobie drzemkę przy prędkości 160 km/h. Jeżeli dopisze wam szczęście, obudzicie się we własnym łóżku.

W nowych modelach Volvo będzie jeszcze więcej "bezpiecznych cudów". Człowiek z PR-u Volvo opowiedział mi, że lada chwila pojawi się system "utrudniający potrącenie rowerzysty". Innymi słowy, aby wjechać w gościa na dwóch kółkach, będziecie musieli bardziej się postarać. Wyobrażam sobie sytuację, kiedy volvo napotyka na wiejskiej drodze rolnika rowerzystę, który chwilę wcześniej świętował wypłatę środków z funduszy unijnych. Jako że volvo bardziej ceni jego życie niż wasze, to jego kamery, czujniki i komputery zdecydują, że uderzycie nie w rower, tylko w przydrożną topolę.

Volvo tłumaczy, że wszystkie te rozwiązania mają za zadanie "wspierać" kierowcę, a nie go "wyręczać". Obawiam się jednak, iż doprowadzą one do tego, że właściciele volvo, włączając silnik auta, jednocześnie wyłączali będą mózgi. Po co patrzeć w lusterka, skoro robią to za nas kamery? Po co hamować, skoro City Safety robi to lepiej? Albo po co kręcić kierownicą, skoro LKA doskonale sobie z tym radzi? W efekcie żadne volvo nigdy w nikogo nie wjedzie, za to wszyscy w innych samochodach będą wjeżdżali w volvo. I zabijali się na miejscu. Wniosek - szwedzka mania bezpieczeństwa w końcu uśmierci świat. Przeżyją tylko ludzie mający volvo, czyli nudziarze i lenie. Nawet rozmnażać im się nie będzie chciało, bo wyjdą z założenia, że lepiej zrobią to za nich inżynierowie Volvo. Koniec końców, w ten sposób wyginiemy wszyscy.

Najwyraźniej sami Szwedzi zrozumieli problem, bo doszli do wniosku, że wszystkie te systemy bezpieczeństwa muszą pożenić w jakiś sposób z emocjami. Że muszą robić takie auta, aby kierowcy nie traktowali ich jako idealne miejsce na ucięcie sobie drzemki. W ten sposób powstał model V40 T5 - kompakt, który ma 254 konie, rozpędza się do 250 km/h, przyspiesza do setki w 6,5 sekundy. Wszystko to sprawiło, że prowadząc to auto, uśmiechałem się tak szeroko i głupio jednocześnie, że każdy napotkany patrol policji robił mi narkotesty.

Co więcej, V40 T5 w wersji R-design i w kolorze Blue Rebel wygląda fantastycznie - jak Smerf Osiłek, który przesadził ze sterydami. W mieście i na krętych drogach zaskoczy was swoją zwinnością, a na autostradzie - ciszą i komfortem. Nie jest oczywiście pozbawione wad, ale - szczerze mówiąc - żadnej z nich już nie pamiętam. Wiem tylko, że nie warto wyposażać go w żadne dodatkowe "ubezpieczacze", bo i tak się nie przydadzą. To pierwsze Volvo, w którym nie chce się spać.

@RY1@i02/2013/100/i02.2013.100.00000210a.803.jpg@RY2@

Volvo V40 T5

@RY1@i02/2013/100/i02.2013.100.00000210a.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.