Warto go mieć. Albo chociaż móc na niego popatrzeć
W redakcji pojawiają się naciski, abym częściej prezentował w tym miejscu tańsze modele, dostępne dla przeciętnego Polaka. Nie ma sprawy. W salonach Dacii pojawił się właśnie nowy Logan. W standardowym wyposażeniu ma szyby, koła, wycieraczki, a nawet klakson, a jego ceny zaczynają się od 29 tys. zł. Naprawdę chcecie wiedzieć więcej? Nie sądzę. W rzeczywistości bowiem wygląda to tak: Dacia ma około 3 proc. udziałów w rynku i maksymalnie taki odsetek osób chciałby przeczytać więcej na jej temat. Tymczasem udziały Bentleya w rynku wynoszą jakieś 0,00000000001 proc., a mimo to - i jestem tego pewien - przynajmniej 90 proc. wszystkich z was z chęcią przeczytałoby o tym, jak się prowadzi i czy rze czywiście jest wart milion złotych. Nie dlatego, że poważnie rozważacie jego zakup. Po prostu, tak jak ja, chcecie wiedzieć, czy w ogóle warto o nim marzyć i się nim fascynować. Rozumiecie, co mam na myśli? Jeżeli nie, to spróbuję wam to zobrazować w jeszcze inny sposób. Jeśli fascynuje was świat zwierząt, to zapewne oglądacie programy przyrodnicze. Ale nie o psach, tylko np. o rekinach. Bo psa możecie mieć w każdej chwili, a rekina raczej nigdy nie wpuścicie do swojego basenu. Pragniecie zaś wiedzieć, jak szybko jest w stanie odgryźć wam nogę.
Tak więc uważam, że nie ma sensu pisanie o tanich samochodach. Szczególnie że zazwyczaj są one dość kiepskie, więc - będąc z wami całkowicie szczery - musiałbym odradzać wam ich zakup. Tym samym nie kupowalibyście ich, co doprowadziłoby do upadku wielu dilerów i importerów. A gdyby upadli, ja straciłbym możliwość pisania w tym miejscu, co szczerze lubię. Muszę zatem dbać o własny los, więc pozwólcie, że od razu przejdę do Mercedesa CLS Shooting Brake 350 CDI Blue Efficiency 4matic za ponad 300 tys. zł.
Jestem niemal pewien, że gdzieś w tej nazwie popełniłem błąd i ludzie z Mercedesa zadzwonią do mnie z pretensjami i żądaniem sprostowania. Przykro mi, panowie, ale to wasza wina. Jak można doprowadzić do tego, by nazwa auta była tak długa, że normalny człowiek nie jest w stanie wypowiedzieć jej na jednym wdechu? Na szczęście nie umieściliście jej w pełnym brzmieniu na klapie bagażnika. W takim wypadku musiałaby przebiegać również przez lampy, szybę, błotniki oraz zderzak.
Tak naprawdę to się czepiam. Na siłę próbuję znaleźć wady w samochodzie, który szalenie mi się spodobał. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale ani bmw, ani audi, ani lexus i infiniti nie zaoferują wam tego, co shooting brake. Owszem, porównywalne bmw będzie szybsze, audi będzie miało więcej miejsca na bagaże, a lexus ciut przyjemniej będzie się prowadził. Ale dopiero w mercedesie odniesiecie wrażenie, że macie wszystko, czego wam potrzeba, i to w idealnych proporcjach.
Zacznijmy od tego, że mamy do czynienia z wozem kombi, który wykonano z takim smakiem, stylem i finezją, że aż trudno uwierzyć, że ten projekt zrodził się w głowach Niemców. Jeżeli całe dotychczasowe życie czekaliście na auto, które będzie praktyczne, ale jednocześnie będzie wyglądało i sportowo, i elegancko, to właśnie nadszedł moment, kiedy powinniście rozbić skarbonki. CLS ma nawet idealną ilość miejsca we wnętrzu. Jest go dużo zarówno w bagażniku, jak i na tylnej kanapie, ale nie na tyle dużo, abyście odnieśli wrażenie, że transportujecie głównie powietrze. Wykończenie? Wybacz mi Audi, ale twoje A7 w porównaniu z Shooting Brake jest równie przytulne jak wnętrze wieloryba.
Przykład Mercedesa pokazuje również, że można wyposażyć samochód w imponujące 19-calowe felgi, na które naciągnięto paski z gumy (bo opony to już raczej nie są), i nie wybić przy tym zębów pasażerom. BMW, słyszysz, co mówię? Ja rozumiem, że twoi inżynierowie stawiają głównie na sportowe wrażenia z jazdy, ale najwyraźniej zapomnieli o tym, że czasami chcemy zjechać z toru i wybrać się z rodziną np. na Mazury. Mając bmw, docieramy tam z wybitymi kręgami szyjnymi, w związku z czym zamiast białych żagli na Śniardwach podziwiamy białe kitle pracowników szpitala w Piszu. W przypadku CLS takie niebezpieczeństwo nie istnieje - stuttgartczykom udało się połączyć oczekiwaną miękkość i sprężystość zawieszenia z równie ważną w tej klasie przyczepnością. W efekcie jedziecie tym samochodem po autostradzie i macie wrażenie, że trzyma się drogi równie skutecznie jak guma do żucia włosów. Zjeżdżacie na boczną drogę usianą dziurami i koleinami i zaczynacie podejrzewać, że samochód się nad nimi unosi. Ceną za to jest co prawda mniej komunikatywny układ kierowniczy, ale umówmy się - w tego typu samochodzie obchodzi was to tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Przejdźmy zatem do 265-konnego trzylitrowego diesla. Ostatnio w jednym z motoryzacyjnych pism przeczytałem, że jest to "optymalny napęd do tego samochodu". Ja ujmę to nieco inaczej. Wyobraźcie sobie dwa psy: wściekłego, groźnego dobermana oraz spokojnego, potulnego, cichego labradora. No więc CLS 350 CDI jest doberdorem albo - jeżeli wolicie - labramanem. Nie odgryzie wam ręki, ale też nie będzie całymi dniami leżał na kanapie, uznając, że najciekawszym zajęciem jest gubienie sierści i pokrywanie śliną pilota od telewizora. Po prostu będzie idealnym kompanem w codziennym życiu - żwawo wyhasa się na spacerze, a po powrocie do domu przyniesie wam kapcie. W dodatku jego utrzymanie nie będzie was wiele kosztowało. Dość dynamiczna jazda CLS-em po mieście oznacza zużycie paliwa na poziomie 9 litrów oleju napędowego. W samochodzie ważącym prawie dwie tony, z napędem na cztery koła, zdolnym jechać 250 km/h i rozpędzającym się do setki w niecałe 7 sekund to naprawdę świetny wynik.
Najlepsze jednak w tym mercedesie jest to, że przez niego zupełnie inaczej zacząłem postrzegać badeńską markę. Nie mam wąsów, sztucznej szczęki, nie łykam viagry, nie popijam jej trzystuletnim koniakiem i nie chodzę o lasce, a mimo to czuję się nim zauroczony. Szczerze mówiąc, jest to pierwsze od wielu lat auto z gwiazdą na masce, które zapragnąłem mieć. W tym miejscu chciałem serdecznie przeprosić BMW 550d. Już nie jesteś moim ulubionym wozem.
@RY1@i02/2013/082/i02.2013.082.000005500.804.jpg@RY2@
materiały prasowe
@RY1@i02/2013/082/i02.2013.082.000005500.805.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu