Piszcie jego nazwę wielkimi literami
Nasza korekta uparcie zmienia pierwszą literę we wszystkich nazwach samochodów z wielkiej na małą. Kiedyś, w jednym z felietonów napisałem, że lubię Golfa, ale jak już gazeta została wydrukowana i trafiła do kiosków, okazało się, że lubię golfa. I tak połowa Polaków wyobraziła mnie sobie jako bufona ubranego w spodnie w kratkę, ganiającego z metalowym kijkiem po równiutko wystrzyżonym trawniku. Innym raz zachwycałem się w tym miejscu Imprezą (Subaru), ale wyszło na to, że byłem na imprezie, którą później opisałem słowami "czadowa" i "szalona". Ale to i tak nic w porównaniu z moim oświadczeniem, że chciałbym mieć Veyrona. Rzecz jasna chodziło mi o Bugatti, ale wyszedł z tego veyron, co zasugerowało wszystkim, że marzę o złapaniu jakiejś egzotycznej choroby wenerycznej.
Nasza korekta nie zna pojęcia motoryzacyjnej świętości. Dla niej Ferrari to ferrari, a Lamborghini to lamborghini. Są też aston martiny, mercedesy, jest bentley oraz rolls-royce. Ale najlepsza ze wszystkich jest alfa romeo giulietta. Piękną nazwę, pięknego samochodu uczyniliście tak beznadziejną, że po jej odczytaniu nie chce się nawet oglądać tego auta. Nie wątpię, że macie powody ku temu, by wyrządzać te krzywdy i - jeżeli trzeba - zacytujcie opinię prof. Miodka. Ale błagam: zlitujcie się! Zostawcie Giulietta - po pierwsze dlatego, że to jedyna Alfa jaka zasługuje na szacunek, po drugie - jej nazwa pochodzi od włoskiego imienia.
Równocześnie jednak mam dla was doskonałą wiadomość - jest samochód, którego nazwę możecie pisać z małej litery dowoli, w każdej konfiguracji, odmianie etc. Nikomu nie będzie przeszkadzało nawet to, że rozpoczniecie nią zdanie, także z małej litery. Chodzi o cee’da. A dokładniej - o Kię cee’d. Sam producent przekonuje do takiej pisowni, twierdząc, że jest bardziej oryginalna. Nie wierzę mu jednak ani trochę, bo gdyby tak było, stosowałby taką taktykę w przypadku wszystkich swoich modeli, tymczasem mamy cee’da, ale dalej - Vengę, Sportage czy Optimę. Prędzej zatem doszło do pomyłki - producent przekazał materiały reklamowe i prasowe do zredagowania naszej korekcie, która pozmniejszała wszystkie litery. A szefostwo koncernu zauważyło to dopiero wtedy, gdy 10 mln ulotek, folderów i billboardów wyjechało już z drukarni. Tak zostaliśmy z cee’dem - ulubionym autem polonistów.
Pokochają go zresztą nie tylko za nazwę, lecz również za to, jak wygląda, jak jeździ, jak jest wykończony, ile ma miejsca w środku. Szczerze mówiąc, jestem pod wielkim wrażeniem pracy, jaką w ostatnich latach wykonali Koreańczycy. Pamiętam ich wyroby z początku XXI wieku, np. model Cerato. Jego nazwa była niespotykanie adekwatna do materiałów, z których go wykonano - w przeważającej mierze była to kuchenna cerata, jaką można kupić na każdym osiedlowym bazarze. Tymczasem w nowym cee’dzie mamy miękkie w dotyku, porządnie poskręcane, solidne plastiki, wstawki z aluminium, a w wyższych wersjach - skórzaną tapicerkę na fotelach. Wszystkie pokładowe urządzenia obsługuje się równie intuicyjnie jak słownik języka polskiego, a czytelność zegarów może zawstydzić niejednego kaligrafa.
Oczywiście malkontenci zaczną marudzić, że jako całość cee’d nie prezentuje jeszcze poziomu europejskich aut kompaktowych, w szczególności Golfa. Rzeczywiście, Volkswagen siódmej generacji to majstersztyk, ale jego podstawowa 85-konna wersja kosztuje prawie 60 tys. zł. Tymczasem najtańszy cee’d to wydatek niecałych 50 tys. zł, przy czym za te pieniądze dostajecie o 15 koni mocniejszy silnik, nieco lepsze wyposażenie i aż siedmioletnią gwarancję. Niestety nie mam pojęcia, jak ten najtańszy model jeździ w praktyce, bo Kia podstawiła mi do krótkiego testu 128-konnego diesla CRDi z automatyczną skrzynią biegów i najbogatszą wersją wyposażenia XL. Czyli takiego, jakiego kupi najwyżej pięć osób w skali całego kraju. Taki wybajerzony od wentyli w felgach po czubek anteny na dachu cee’d kosztuje prawie 110 tys. zł. Jeździ świetnie, ma ciche sprężyste zawieszenie, a jego silnik wykazuje dobrą dynamikę, przy czym spala tyle oleju napędowego, co nic - średnio wystarcza mu 6 litrów. Ale równie dobrze będziecie się czuli w 110-konnej wersji z wyposażeniem L. Kosztuje ona ok. 70 tys. zł i pozwala na komfortowe i dynamiczne przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Trudno o drugie kompaktowe auto, które miałoby tak dobrą relację ceny do tego, co sobą prezentuje. To nie jest cee’d. To jest CEE’D.
@RY1@i02/2013/038/i02.2013.038.00000110a.803.jpg@RY2@
materiały prasowe
@RY1@i02/2013/038/i02.2013.038.00000110a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu