Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Ziemkiewicz, usiądź na kaktusie...

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Świętym oburzeniem zapałały internety po tym, jak znany i wytrawny publicysta Rafał Ziemkiewicz ujawnił swój stosunek (w przenośni i dosłownie) do nietrzeźwych kobiet. Ów biskup słowa pisanego stwierdził publicznie: "Kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej, niech pierwszy rzuci kamień". A już wieczorem tego samego dnia dysponował taką ilością kamieni, że podobno zdecydował się odbudować zamek w Chęcinach. "Prostak, cham i zboczeniec" to tylko najgrzeczniejsze z epitetów, jakimi go określono. Ale ja nie podpisuję się pod żadnym z nich. Ja uważam, że Ziemkiewicz jest po prostu biedny.

Gdy za studenckich czasów wychodził z kumplami na imprezę, wszyscy wracali do domu z koleżankami. Ale, jako że na Ziemkiewicza żadna na trzeźwo nie chciała nawet spojrzeć, to w udziale zawsze przypadała mu najbardziej pijana. Musiał wnosić ją na plecach na drugie piętro akademika tylko po to, aby po minucie znosić ją z powrotem na dół, sadzać na przystanku i odwozić nocnym do domu. Sami więc widzicie, że nie miał chłopina łatwego życia. Seks z nietrzeźwą jest jak gra w tenisa z kimś, kto zapadł w śpiączkę. Jak partia szachów rozegrana z pięciomiesięcznym niemowlakiem. Jak dyskusja o filozofii transcendentalnej Kanta z kimś, kto ukończył dwie klasy podstawówki. To po prostu żadna sztuka. Zatem Ziemkiewicz nie jest prostakiem czy zboczeńcem. Jest po prostu negacją prawdziwego faceta. I jestem pewien, że któregoś razu zdarzy mu się schlać na parafialnej balandze tak bardzo, że wracając do domu, niczego nieświadomy przytnie komara w okolicy jakiegoś gejowskiego klubu. Po tej nocy przez pół roku nie napisze absolutnie niczego. Bo siedzenie przed komputerem będzie sprawiało mu fizyczny ból. Porównywalny wyłącznie do siedzenia gołym tyłkiem na kaktusie.

A skoro przy kaktusach jesteśmy, to chciałem zaprezentować wam całkowicie nowego citroena C4 cactusa. Nie mam pojęcia, skąd ta nazwa, wziąwszy pod uwagę fakt, że ani nie kłuje, ani nie ma fallicznego kształtu. Ale w słowniku języka francuskiego wyczytałem, że Cactus to również cierniec. A czym do cholery jest "cierniec"? Wikipedia sugeruje, że chodzi o Heosemys depressa, czyli Cierniec płaski - gada z rodziny batagurowatych. Mówiąc wprost - chodzi o żółwia. Czyli Cactus to żółw. I jak tak się dobrze zastanowić, to coś w tym musi być.

Powiedzieć, że ten citroen wyróżnia się na ulicy, to zdecydowanie za mało. Kiedy pojawiłem się za jego kierownicą w centrum Warszawy, czułem się jakbym był Angeliną Jolie. Żadne auto, którym jeździłem do tej pory (no, może poza wściekle niebieskim rollsem phantomem), nie wzbudzało takiego zainteresowania jak cactus. Pytano mnie o niego na każdym skrzyżowaniu, zagadywano na stacjach benzynowych, a raz nawet policja zatrzymała mnie wyłącznie po to, by dowiedzieć się, jak jeździ. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą - jak żółw.

Miałem okazję poznać 82-konną wersję benzynową, która jest wystarczająca do jazdy po mieście, ale poza nim sprawdza się równie dobrze co psia buda. W dodatku nie pali tak mało, jak można by oczekiwać - na autostradzie około 7 litrów. Specyficzny kształt nadwozia, w dodatku umieszczonego nieco wyżej nad ziemią niż w klasycznych autach kompaktowych, źle wpływa na prowadzenie - gdy podczas jazdy drogą szybkiego ruchu trochę mocniej zawieje, możecie poczuć się jak Ziemkiewicz, który tacha pijaną dziewczynę na plecach do swojego pokoju. Autem po prostu buja. Do tego nie należy do cichych. Być może wersje z dieslami (92 i 100 KM) oraz najmocniejsza benzynowa (110 KM) pozbawione są przynajmniej części tych wad.

Za to bez względu na wersję silnikową cactus uwiedzie was oryginalnością nadwozia, możliwością zdejmowania i wymieniania kolorowych paneli na poszczególnych częściach karoserii, a także wygodą wnętrza. Fantastyczne fotele przednie, przyzwoite (choć w dość surowym stylu) wykonanie, minimalistyczna, ale ciekawie zaprojektowana deska rozdzielcza, prawie 360-litrowy bagażnik - wszystko to sprawia, że cactus jest trochę jak żółwi pancerz. Będziecie czuli się w nim jak w domu.

Znam przynajmniej dziesięć aut z tej kategorii cenowej, które jeżdżą znacznie lepiej niż citroen. Ale żadne z nich nie wywołuje uśmiechu na twarzy, gdy siada się za jego kierownicą. A prowadząc cactusa, cały czas byłem dziwnie wesoły. I to jest największa jego zaleta. Jest jak lekko podchmielona dziewczyna: troszkę w tańcu plączą jej się nogi, a w rozmowie język, ale wdzięk, z jakim to robi, sprawia, że człowiek ma do niej ogromną sympatię. Innymi słowy, citroen C4 cactus nie jest do wykorzystywania. To samochód do oglądania i dawania radości.

@RY1@i02/2014/187/i02.2014.187.00000090a.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2014/187/i02.2014.187.00000090a.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.