Ciasteczkowe pragnienia
kac moralny
Ze wszystkich mapetów z Ulicy Sezamkowej nie ma wcale najgorzej czerwony Elmo, uwięziony w umysłowości trzylatka, od lat uczący się dodawania do dziesięciu, bez żadnych realnych perspektyw na przejście na wyższy poziom świadomości. Nie ma też tak źle Wielki Ptak, mimo że, powiedzmy sobie szczerze, jest naprawdę kuriozalnie wielki i gdyby chciał (jak to mają w zwyczaju ptaki) usiąść sobie na gałęzi, to chroń Boże i to drzewo, i zaparkowane pod nim auto. Najgorzej, przynajmniej w oczach profesora Davida DeSteno z Northeastern University, ma Ciasteczkowy Potwór, bo od momentu narodzin (początek lat 70.) jest niczym więcej niż kukiełką w rękach psychologów badających ludzką wolę.
Sezamkowym ignorantom (są tacy?) trzeba wyjaśnić, kim jest Ciasteczkowy Potwór, ikona popkultury. Otóż jest to potwór, który je ciastka. Jego pociąg do ciastek jest popędem nieubłaganym, niekontrolowanym i wewnętrznie wyniszczającym. Potwór ten jest intelektualnie niewyrafinowany, choć może grzeczniej powiedzieć, że ma wąskie zainteresowania - podczas gdy inne mapety opiewają wielorakie zastosowania różnych liter, Ciasteczkowy Potwór śpiewa o literze C: "Zaczyna się na nią »ciastko« i to mi wystarczy". Jego najsłynniejsze powiedzenia to "Ja chcieć ciastko" i "Om nom nom".
Ewolucja Ciasteczkowego Potwora, twierdzi DeSteno, odzwierciedla rozwój naszego rozumienia tego, czym jest wola (czyli zdolność do osiągania celów poprzez kontrolę impulsów i dystrakcji) i jakie ma znaczenie. Początkowo potwór był przetrząsającym cudze piekarniki czystym prociasteczkowym popędem. W raporcie dla Białego Domu nazwano go "prototypem konsumenta", bo taką wizję bycia-w-świecie zakładał kapitalizm: wedle tej wizji człowiek i inne potwory zdolne są do generowania nieskończonej ilości nowych "chceń". Akumulacja ciastkowych dóbr nie służy satysfakcji - potworny konsument zawsze startuje z poziomu zero i zawsze ma miejsce na więcej. Człowiek kapitalizmu jest więc uosobionym chceniem, pokrytym cienką warstewką instrumentalnej racjonalności, który pomyśli o tym, jak się włamać do słoja z ciastkami, ale nie o tym, czy w ogóle teraz warto takie ciastko jeść.
A co by się stało, gdyby potwór potrafił na moment wyzwolić się z uścisku szalonego pragnienia? Czy wówczas przytłoczy nas nadprodukcja ciastek? Czy padnie system ekonomiczny? W latach 70. Walter Mischel (który został potem konsultantem Ulicy Sezamkowej) przeprowadził słynny eksperyment z pianką cukrową (marshmallow test). Poddane testowi dzieci zostawały same w pokoju z pyszną pianką; te, którym udało się jej nie zjeść przez kilka minut, miały potem dostać do zjedzenia dwie. Niektórym dzieciom udawało się powstrzymać - te radziły sobie lepiej w szkole i w życiu. Dzieci ciasteczkowopotworne uczyły się gorzej (a w przyszłości pewnie mniej zarabiały). W związku z tymi wynikami Ciasteczkowy Potwór z parodii konsumpcji stał się zagrożeniem dla ładu społecznego - i musiał się nauczyć podstaw samokontroli. W sezonie 44. "Ulicy Sezamkowej" sam poddał się testowi pianki: został zawodnikiem w teleturnieju czekania, gdzie powstrzymanie się od zjedzenia ciastka nagradzane było dwoma ciastkami. Zmagał się ze sobą jak św. Jerzy ze smokiem, wił się w mękach, ale w końcu udało mu się - i otrzymał w nagrodę ciastko numer dwa.
Dziś Ciasteczkowy Potwór ma więc już, dzięki swoim morderczym wysiłkom, trochę siły woli. Ale jaka jest przyszłość potwora? DeSteno, wbrew Mischelowi, twierdzi, że prawdziwa zdolność osiągania dalekosiężnych celów nie wynika bynajmniej z trzymania się w mocnych ryzach przy słojach z ciastkami. Im więcej wysiłku kosztuje nas bowiem powstrzymanie się od schrupania ciastka numer 1, tym większe prawdopodobieństwo, że rzucimy się na ciastko 2 lub 3 - po prostu samokontrola to zasób ograniczony, tak u człowieka, jak u potwora. Zamiast walczyć z samym sobą (wola przeciw chceniu), nowy potwór powinien kultywować inne wzorce pragnień. Uczyć się lubić bezciastkowe chwile, zapragnąć rzeczy innych niż ciastka (Michelle Obama w ramach akcji antyotyłościowej już mu podrzuca gruszki i banany). Nie jest bowiem tak, że w środku potwora siedzi mniej lub bardziej skuteczny szef (wola), który batem ustawia po kątach niesubordynowane pragnienia. Tak naprawdę wnętrze potwora to raczej republika chceń, które trzeba tak zorganizować, żeby się nawzajem sensownie temperowały.
Ktokolwiek więc wychowuje jakiegoś potwora, niech pamięta: to, że potwór nie zje ciastka, to tylko połowa sukcesu. Pełny sukces jest wtedy, gdy nauczymy go mniej to ciastko chcieć. Ale czy będzie to nadal Ciasteczkowy Potwór? Zobaczymy w kolejnych sezonach "Ulicy Sezamkowej".
@RY1@i02/2014/182/i02.2014.182.00000130a.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu