Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

BMW? Z pasztetem poproszę

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

jazda pod prąd bmw X4

Wszyscy w redakcji uważają mnie za wielkiego fana samochodów BMW. Nie wiem dlaczego, bo wielokrotnie zdarzało mi się pisać o tych autach źle. Model 428i uznałem za rozczarowujący jak głosowanie w wyborach miss na kobietę, która następnego dnia okazała się transwestytą. X6 to najgorszy z możliwych sposobów na powiedzenie: "Mam tak wielkiego, że nie mieści mi się w portkach". A dwulitrowy bawarski diesel ma zaawansowanego parkinsona - trzęsie się tak, jakby zaraz miał wyskoczyć spod maski prosto na wasze kolana. I brzmi atrakcyjnie jak pocierane o siebie kawałki styropianu. W każdym modelu, bez wyjątku.

Ale oczywiście BMW ma w swojej ofercie także samochody, które szczególnie przypadły mi do gustu. Z4 w wersji 35 iS kocham za to, że jest ostatnim bmw pozbawionym elektronicznych wodotrysków i gadżetów, przez co daje niczym niezmąconą frajdę z jazdy. Ogromnym zaskoczeniem okazało się elektryczne i3, a nade wszystko cenię sobie model 530d GT - za jego komfort, uniwersalność i za to, że nie jest SUV-em.

Prawda jednak jest taka, że testuję dużo aut bawarskiej marki głównie z tego względu, że jej oferta jest niezwykle bogata i w dodatku często ulega odświeżeniu. Niemcy zadbali o to, abyście wchodząc do ich salonu, czuli się jak w Subwayu. Tu nie wystarczy powiedzieć: "Poproszę kanapkę". Tu trzeba sprecyzować oczekiwania. Pozwólcie, że wytłumaczę wam to na przykładzie serii 3 i 4. No więc w zamierzchłych czasach "trójka" była po prostu sedanem, czyli zwykłą bagietką posmarowaną masłem. Teraz macie do wyboru także wersję kombi (z żółtym serem), coupe (z szynką), cabrio (z szynką i szczypiorkiem), gran turismo (z żółtym serem i sosem czosnkowym), gran coupe (z żółtym serem i szynką), a do tego M3 i M4 w odmianach cabrio i coupe (czyli z dodatkiem papryczki jalapeno) oraz ActiveHybrid, czyli samą bułką, w dodatku czerstwą. Myślicie pewnie, że to już koniec. Otóż nie. Bo na tej samej płycie bmw zbudowało także model X3 (podwójny ser + pomidor + sos czosnkowy) i zupełną nowość - X4, którym jeździłem w ubiegły weekend. Trzymając się kanapkowych zasad, X4 jest z żółtym serem (trochę kombi) z szynką (trochę coupe), z pomidorem (SUV) i z sosem czosnkowym. A do tego ma posypkę z sezamu. Czyli jest dla wszystkich, którzy nie wiedzą, na co się zdecydować, więc mówią: "Pani da wszystkiego po trochu".

Główną zaletą X4 jest to, że jest praktyczne i uniwersalne jak X3, przy czym pozbawione jest jego wielkiego, rozpasionego tyłka. Dzięki temu wygląda na zgrabniejsze, lżejsze i ładniejsze. Jeżeli nie wiecie, o czym mówię, to wpiszcie w wyszukiwarkę "Kim Kardashian" i to, co wam wyskoczy, porównajcie z Jennifer Lopez. Już jasne? Właśnie dzięki temu X4 nie kojarzy się tak definitywnie z SUV-em. Ale jednocześnie, w przeciwieństwie do X6, nie jest pretensjonalne, w związku z czym ludzie nie będą patrzyli na was jak na palanta ze spodniami wypchanymi watą. Spotkałem się z opinią, że X4 to samochód dla tych, których nie stać na X6. Ale to tak, jakby powiedzieć, że kogoś nie stać na garnitur od Ermenegildo Zegny, więc kupuje sobie u nich tylko marynarkę i koszulę. Innymi słowy, to teoria ludzi, których nie stać na bmw. Jakiekolwiek.

Inną przewagą X4 nad X6 jest to, że jest od niego lżejsze, w związku z czym znacznie lepiej jeździ - jest sprężyste, błyskawicznie reaguje na polecenia wydawane kierownicą, stabilnie i bezpiecznie prowadzi się nawet przy wysokich prędkościach. Lekkość, zwinność i mniejsze gabaryty zewnętrze nie oznaczają przy tym ciasnoty we wnętrzu. Cztery osoby i 500 litrów bagaży mogą tu podróżować w królewskich warunkach. Potrzeba wam więcej? Kupcie sobie jakąś scanię albo solarisa.

W zasadzie trudno mi wyobrazić sobie lepsze bmw do jazdy na co dzień. Szczególnie w wersji z trzylitrowym 258-konnym dieslem. Przy zupełnie normalnej jeździe udało mi się zejść ze średnim spalaniem do poziomu 7,5 litra, co - wziąwszy pod uwagę miejskie korki i autostradowe prędkości rzędu 140-150 km/h - jest wynikiem rewelacyjnym. To mniej więcej tak, jakby do przejechania 100 km na rowerze wystarczyła wam energia z jednej marchewki.

Sami więc widzicie, że X4 to nie wybryk natury, lecz najbardziej uniwersalne i najrozsądniejsze produkowane obecnie bmw. Chociaż... zaraz, zaraz. Właśnie zerknąłem do cennika i wynika z niego, że za wersję z trzylitrowym dieslem zapłacić trzeba irracjonalne 254 tys. zł, a kilka niezbędnych dodatków wywinduje ją w okolice 300 tys. zł. No więc bardzo mi przykro, ale za te pieniądze wolę klasyczną "piątkę" z tym samym silnikiem i również z napędem na cztery koła. To, że nie stoi na szczudłach, zupełnie mi nie przeszkadza. Bo ma dużo więcej prestiżu i jeszcze lepiej jeździ. Innymi słowy, jest jak kanapka z pasztetem z zająca. Nie potrzebuje żadnych dodatków i udziwnień, żeby świetnie smakować.

@RY1@i02/2014/177/i02.2014.177.00000130a.803.jpg@RY2@

materiały prasowe

BMW X4

@RY1@i02/2014/177/i02.2014.177.00000130a.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.