Ka-rpe diem
jazda pod prąd fordem ka
Jeżeli czytacie te słowa, to znaczy, że - wbrew temu, co wielu "życzliwych" mi wróżyło - nie ścięto mi głowy za zeszłotygodniowy tekst. Za to usłyszałem po nim wiele cennych rad. Na przykład żebym - dla własnego bezpieczeństwa - przesiadł się do komunikacji publicznej. Problem w tym, że jej nie znoszę. Z kilku powodów. Pierwszy z nich to babcie - pod klatką mogą stać pół dnia, pełniąc funkcję monitoringu osiedlowego, ale w autobusie nie utrzymają się na własnych nogach nawet 10 sekund. Ja dodatkowo mam to szczęście, że nawet kiedy autobus jest pusty, tuż nade mną zawsze zawiśnie jakaś pani i będzie obijała mi twarz reklamówką z włoszczyzną dopóty, dopóki nie wstanę. Bo w całym stuosobowym tramwaju zająłem akurat jej miejsce. To przy oknie, najbliżej drzwi, przodem do kierunku jazdy, po nienasłonecznionej stronie i z dala od wylotu klimatyzacji, przez którą łzawią jej oczy i bolą korzonki.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.