Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Francuska miłość: im mniej, tym lepiej

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Mówiąc, że lubimy robić dobrze naszym braciom zza oceanu, minister spraw zagranicznych ani trochę się nie pomylił. Jesteśmy amerykanofilami i mam na to milion dowodów. Jednym z nich jest McDonalds w miejscowości, w której mieszkam. Bez względu na porę dnia, tygodnia czy miesiąca pęka w szwach, podobnie zresztą jak spora część stołujących się w nim osób. Niektórzy z nich przy zamawianiu posiłków nabierają nawet amerykańskich manier. Zaczyna się od "haj" na powitanie, potem proszą o "kołk", na pożegnanie jest przyjacielskie "fenks" i "baj".

Po wyjściu z McDonalda udajemy się prosto na obchody Halloween. Podobno w zeszłym roku na przełomie października i listopada sprzedało się u nas więcej dyń niż zniczy. A dzieci z okazji "święta" od września uczą się w przedszkolach słów utworu "Long Hard Road Out Of Hell" Marilyna Mansona. Natomiast do Bożego Narodzenia koniecznie trzeba opanować "Krismes tajm". Choinkę ubiera się - po amerykańsku - pod koniec listopada i jestem więcej niż pewien, że już niebawem w każdy czwarty czwartek listopada będziemy hucznie obchodzili także Święto Dziękczynienia. Nie dalej niż we wczorajszym numerze moja redakcyjna koleżanka napisała, że w ostatnich miesiącach rewelacyjnie sprzedaje się AGD, głównie zamrażarki i piekarniki. I wiem, jaki jest tego powód - na gwałt zaopatrujemy się w modele, w których zmieści się cały indyk.

Szczytem szczytów jest amerykanizacja imion i nazwisk. U mojej córki w przedszkolu są Max, Victoria i Olivia, a słyszałem już także o Łiliamach. Tę modę kreują gwiazdy. Piosenkarz Dawid Podsiadło poinformował kilka dni temu, że na potrzeby zagranicznej kariery nazywał się będzie David Ross. David jeszcze rozumiem, ale czemu Ross? Powinno być przecież Underseat! To samo tyczy się tego diabelskiego kucharzyny Wojciecha Basiury, który przemianował się na Amaro. A przecież Basiura po angielsku to Badick. Niemniej myślę, że po gwiazdach zaraz przyjdzie kolej na polityków: Jaroslav Ducker (Kaczyński), John Burncat (Palikot), Rad Titer (Sikorski) i Roberto Ladybird (Biedroń) .

Zostało mi bardzo mało miejsca, więc szybko przejdę do dwóch najbardziej antyamerykańskich samochodów, jakimi ostatnio jeździłem - peugeota 308 SW oraz renault clio grandtour. Antyamerykańskich, bo wyposażonych w silniki, jakie ze względu na swoją wielkość w Ameryce budziłyby uśmiechy politowania. Oba miały pod maską zaledwie 1,2-litrowe jednostki. Dla porównania, za oceanem coś takiego montuje się w blenderach i depilatorach. Ale Francuzi udowodnili, że tak małe motory to przyszłość. Naprawdę, niewiele rzeczy w motoryzacyjnym świecie jest w stanie mnie zaskoczyć, ale kiedy jeździłem peugeotem 308, byłem pewien, że pod maską ma przynajmniej doładowane 1,6. Dopiero po pięciu dniach spojrzałem na plakietkę przypiętą do kluczyka i okazało się, że mam do czynienia z zaledwie trzema cylindrami i 1199 cm sześc. Nie było tego ani czuć, ani słychać. 130 koni nadawało autu zaskakującą lekkość w prowadzeniu, a spalanie wręcz onieśmielało - średnio tylko 6,5 litra. W clio jest co prawda jeden cylinder więcej, ale za to dziesięć koni mniej i automatyczna skrzynia, która zdaje się nieco ograniczać możliwości motoru, niemniej czas do setki poniżej 10 sekund uznać należy za doskonały. Szczególnie że ze spalaniem w mieście można zeskoczyć do 7 litrów. Do tego clio ma zawieszenie i układ kierowniczy, które zachęcają do szybkiej, wręcz agresywnej jazdy. Ale nie przeszkadza mu to wszystko mieścić prawie 450 litrów bagaży. W peugeocie macie do dyspozycji ponad 100 litrów więcej, a także fantastyczne jak na tę klasę auta wykonanie i rewelacyjne wyciszenie wnętrza.

W życiu nie spodziewałem się, że samochody z przedziału cenowego 60-80 tys. zł zrobią na mnie tak dobre wrażenie.

@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.000001200.804.jpg@RY2@

Peugeot 308 SW 1.2 PureTech

@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.000001200.805.jpg@RY2@

Renault Clio Grandtour 1.2 TCE

@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.000001200.806.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.