Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Starość idealistów

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 20 minut

W młodości ryzykowali życie, pragnąc dać Polakom wolność. A gdy ich marzenia się ziściły, Piłsudski drugi raz stanął na czele legionistów, aby dać im władzę

Przez cały czas od 6 sierpnia 1914 r. nas, legionistów, ścigała jedna idea, idea pracy dla Polski, niepodległej, demokratycznej" - mówił Andrzej Strug do osób zebranych 11 sierpnia 1930 r. w warszawskim teatrze Ateneum. "Zebranie nasze wyrosło z tęsknoty do urzeczywistnienia celów młodości" - dodawał sławny pisarz.

Strug nadal dobrze pamiętał, jak w sierpniu 1912 r. brał udział w zjeździe irredentystów w Zakopanem. Tam na wezwanie Józefa Piłsudskiego osoby z różnych organizacji politycznych powołały do życia Polski Skarb Wojskowy, a potem stworzyły Tymczasową Komisję Skonfederowanych Środowisk Niepodległościowych. Chciano jak najlepiej przygotować się do walki o niepodległość, kiedy wybuchnie wielka wojna w Europie. Tworzono organizacje strzeleckie, działał tajny Związek Walki Czynnej. Gdy wreszcie wojna się zaczęła, Komisja ogłosiła powstanie polskich oddziałów wojskowych, a komendę nad nimi powierzono Józefowi Piłsudskiemu. To on ogłosił mobilizację. Do Krakowa oraz Lwowa pośpiesznie ściągali członkowie Polskich Drużyn Strzeleckich, Związku Strzeleckiego i Strzelca. Ci ochotnicy 3 sierpnia 1914 r. utworzyli Pierwszą Kompanię Kadrową. Trzy dni później Kadrówka wymaszerowała z Krakowa i przekroczyła granice zaboru rosyjskiego, aby - jak to ujął Piłsudski w rozkazie wymarszu - być "czołową kolumną wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie ojczyzny". Komendant liczył, że już ten gest wywołał w Królestwie powstanie przeciwko Rosjanom. Ale Polacy żyjący pod rządami cara wcale nie okazali przyszłym legionistom entuzjazmu. W Kielcach jedynie zatrzaskiwano okiennice na widok polskiego wojska. Rozczarowanie wśród ochotników było ogromne. Najdosadniej oddawała je nieoficjalna czwarta zwrotka "Pierwszej Brygady" o treści: "Nie chcemy już od Was uznania/ Ni Waszych mów, ni waszych łez!/ Skończyły się dni kołatania /Do waszych serc, jebał was pies!".

Do tego jeszcze władze austriackie uznały, że Piłsudski akcję podjął na własną rękę. Gdyby nie zręczność polityczna Komendanta, polskie wojsko zostałoby zlikwidowane zaraz po narodzinach. Jednak przetrwało i rozrosło się do legionów, których obecność na froncie wymuszała coraz dalej idące deklaracje rządów państw zaborczych w kwestii odbudowy niepodległej Rzeczpospolitej. Szaleńcza epopeja ludzi gotowych rzucić swoje życie dla Polski "na stos" nie poszła na marne. Ci, którzy wzięli w niej udział, słusznie zdobyli sobie miano bohaterskich romantyków. Od tamtych heroicznych chwil upłynęło zaledwie kilkanaście lat i nowe realia zupełnie już nie pasowały do dawnych, idealistycznych teorii. "Wiele złudzeń padło. Dni pomajowe były dla nas wielkim zawodem" - podsumowywał z goryczą Strug, zaś obecni na sali kombatanci nie protestowali, choć przecież to oni od czterech lat niepodzielnie współrządzili wymarzonym krajem.

Z tęsknoty za Komendantem

Rozczarowanie było uczuciem, które najczęściej towarzyszyło Polakom w pierwszych latach niepodległości II RP. Podczas zaborów marzyło im się bogate mocarstwo, zdolne zapewnić wolność i bezpieczeństwo obywatelom. Ale na zniszczonych podczas I wojny światowej ziemiach polskich zbudowanie zasobnego państwa okazywało się bardzo trudną sprawą. Co gorsza, próbowano to robić w ramach fatalnie skrojonego ustroju politycznego. Konstytucja marcowa na tyle osłabiała władzę wykonawczą, że w ciągu siedmiu lat, do maja 1926 r., upadło 14 rządów. Z kolei w Sejmie trwały niekończące się kłótnie i gry polityczne, budzące coraz większe obrzydzenie wśród wyborców. Zwykli obywatele tęsknili za kimś, kto wprowadziłby w kraju porządek.

Jedynym politykiem zachowującym na tyle duży autorytet, aby nadawać się do roli zbawcy ojczyzny, był Józef Piłsudski. Marszałek od 1923 r. zaszył się w Sulejówku i nie sprawował już żadnych funkcji publicznych, pozostając osobą prywatną. Jego dawni podkomendni z Legionów oraz Organizacji Bojowej PPS tracili etaty w armii i administracji państwowej. Wolą wyborców w parlamencie dominowały partie prawicowe, a te nie zamierzały się dzielić władzą z wrogami ideowymi. Nawet jeśli ci wcześniej z takim poświęceniem walczyli o polską niepodległość.

To oznaczało nie tylko wzrost frustracji wśród byłych legionistów. Często bywało tak, że musieli się oni borykać z trudną sytuacją materialną, czego doświadczył nawet najbardziej zaufany człowiek Komendanta Walery Sławek. "Studiując dostępne źródła, trudno się zorientować, z czego Sławek się utrzymywał, zwłaszcza w latach 1923-1926" - zapisał Ludwik Malinowski w książce "Druga Rzeczpospolita - ludzie władzy i polityki". Dodając, że "można nawet przypuszczać, że utrzymywały go kobiety". Co akurat wydaje się całkiem realne, bo wśród pań cieszył się niezwykłym powodzeniem. Pomimo że potwornie oszpecił go wybuch bomby, którą w 1906 r. usiłował wrzucić do wagonu pociągu pocztowego pod Milanówkiem. Wówczas eksplozja zmasakrowała mu dłonie, urwała ucho i wybiła jedno oko. Ale gdy tylko Sławek odzyskał sprawność, wrócił do Organizacji Bojowej PPS i wziął udział w skoku na pociąg w Bezdanach. Potem na polecenie Piłsudskiego tworzył konspiracyjną Polską Organizację Wojskową na ziemiach zaboru rosyjskiego. Równie przydatny okazał się podczas wojny z sowiecką Rosją. Dzięki jego dyskretnym misjom Polsce udało się zawrzeć sojusz z Ukraińską Republiką Ludową, kierowaną przez atamana Semena Petlurę. Tak zasłużony dla ojczyzny człowiek w kraju rządzonym przez endeków mógł być co najwyżej osobą prywatną.

Zirytowani sytuacją i nieustannie trwającym kryzysem politycznym legioniści w listopadzie 1925 r. pofatygowali się do Sulejówka. Pod wodzą gen. Gustawa Orlicz-Dreszera kilkuset oficerów zaoferowało Marszałkowi swoje "w zwycięstwach zaprawione szable". Ale Piłsudski odrzucił sugestie przeprowadzenia zamachu stanu. Pół roku później chaos w parlamencie się potęgował i do powrotu na scenę polityczną namawiali byłego Naczelnika Państwa już nie tylko dawni podkomendni, ale też związki zawodowe, działacze PPS oraz partie centrowe. Gdy więc narodowcy utworzyli rząd w koalicji z PSL "Piast" i premier Wincenty Witos otwarcie rzucił wyzwanie Marszałkowi, ten je podjął.

Państwo do uzdrowienia

Po zdobyciu władzy Piłsudski wcale nie zamierzał likwidować w Polsce demokracji. Co więcej, nawet nie rozwiązał urzędującego parlamentu. Partie mogły działać swobodnie i otwarcie krytykować rząd. Naprawa kraju miała polegać nie tyle na radykalnych zamianach ustrojowych, ile przede wszystkim na poprawie jakości elity politycznej.

Pod koniec maja 1926 r. w piśmie "Droga" ukazał się tekst Adama Skwarczyńskiego zapowiadający, jakie w Polsce zajdą zmiany. Były dowódca służby wywiadowczej I Brygady Legionów pisał, że "burza nie obaliła porządku publicznego ani społecznego, pozornie wszystko i niemal wszyscy zostali na swoich miejscach, a jednak czuje ogół cały, że dokonał się przełom zasadniczy, głębszy od niejednej rewolucji politycznej czy społecznej". Zdaniem Skwarczyńskiego cała przemiana miała opierać się na kwestiach moralnych - wręcz "rewolucji moralnej". Wprowadzić ją powinny nowe kadry. Sam Skwarczyński się do nich zaliczał, otrzymawszy niedługo potem posadę szefa referatu społecznego w Kancelarii Cywilnej nowego prezydenta II RP.

Wbrew powszechnemu przekonaniu wakującego po dymisji Stanisława Wojciechowskiego urzędu głowy państwa Piłsudski nie zagarnął dla siebie. Wprawdzie na jego życzenie Zgromadzenie Narodowe przeprowadziło nowe wybory, w których kandydował i zdecydowanie pokonał przedstawiciela prawicy hr. Adolfa Bnińskiego stosunkiem głosów 292 do 149. Jednak ofiarowanego przez parlament urzędu nie przyjął, tylko wytypował nań swojego faworyta - Ignacego Mościckiego, światowej sławy chemika, jednocześnie długoletniego działacza PPS, a w młodości całkiem odważnego wywrotowca. Trzydzieści lat wcześniej, jeszcze zanim się z Piłsudskim poznali, Mościcki przygotowywał wraz z kolegami zamach na rosyjskiego gubernatora Warszawy gen. Josifa Hurkę. Zamierzał wysadzić go w powietrze zrobioną przez siebie bombą. Przygotowania odkryła ochrana, ale chemik zdążył uciec do Londynu, gdzie zaczął karierę naukową. Po latach chwalebna przeszłość zaprocentowała z nawiązką. Profesora Politechniki Lwowskiej, wezwanego do stolicy, odbierał z peronu osobiście premier Kazimierz Bartel.

"Wyjechałem dziś po niego wcześnie rano na pociąg i mówię mu, jaka jest wola Komendanta: ma zostać prezydentem Rzeczpospolitej. Był zupełnie zaskoczony i słyszeć nie chciał o czymś podobnym" - opowiadał Bartel gen. Sławojowi Składkowskiemu. Dopiero interwencja premiera u żony profesora uratowała sytuację. Przed Piłsudskim przyszły prezydent stanął na baczność i oświadczył, iż wykona wszystkie rozkazy, włącznie z tym dotyczącym objęcia posady prezydenta. Co nastąpiło 4 czerwca 1926 r.

Przez następne dwa miesiące Sejm głosował dokładnie tak, jak chciał Marszałek. Znowelizowano konstytucję, dając prezydentowi prawo wydawania dekretów z mocą ustaw, a także - w razie potrzebny - rozwiązania parlamentu. Tak kształtowała się niesformalizowana dyktatura. Piłsudski sprawował funkcję ministra spraw wojskowych, lecz jednocześnie skutecznie rządził za pośrednictwem ślepo oddanych mu ludzi. Na początku większości obywateli nowy stan rzeczy bardzo odpowiadał. Zwłaszcza że państwo odzyskało stabilność, a nowe władze zapowiadały jego szybką sanację, czyli uzdrowienie.

My, czwarta brygada

Opozycja dostrzegła, że proces uzdrawiania państwa może odbywać się jej kosztem, gdy dawny legionista, minister spraw wewnętrznych Kazimierz Młodzianowski zwolnił ponad setkę z 277 starostów. Wymienił też jedenastu spośród szesnastu wojewodów. Na miejsce wyrzuconych urzędników obejmowały posady osoby związane niegdyś z PPS lub legionami. Zirytowany tym klub Chrześcijańskiej Demokracji zgłosił w Sejmie wniosek o wotum nieufności dla Młodzianowskiego, który niespodziewanie przyjęto 2 października 1926 r. Wówczas cały rząd, na czele z premierem Bartlem, solidarnie podał się do dymisji. Piłsudski jednak nie opuścił podkomendnych. Przejął tekę premiera, zaś jednym z wicepremierów mianował Kazimierza Bartla. Pod osłoną osoby Marszałka kontynuował on czystki kadrowe. Jednym z nowych wojewodów został nawet były szef MSW Kazimierz Młodzianowski.

Koniec 1926 r. przyniósł wymianę szefostwa policji państwowej. Natomiast nowy rok rozpoczęto od porządków w armii. Stopniowo usunięto z niej 6 tys. oficerów oraz prawie 120 generałów. Ich miejsce zajmowali wojskowi, którzy karierę zaczynali w Legionach. "Pozbyto się niejednej dobrej siły, a zastąpiono je częściowo miernotami" - narzekał w swym dzienniku gen. Jan Romer. I miał ku temu powody, bo karierę wojskową zaczynał w armii austriackiej.

Sanację kadr przeprowadzano z takim rozmachem, iż wkrótce wśród legionistów zaczęło brakować ludzi do obsadzania stanowisk. Dlatego obóz rządzący musiał otworzyć się na wspierające go partie polityczne, m.in. Narodową Partię Robotniczą, Partię Pracy oraz konserwatystów wileńskich. Piłsudski osobiście nienawidził partyjniactwa, jednak bez takich organizacji nie dawało się sprawować ani nawet utrzymać władzy. Dlatego musiał się pogodzić z tym, iż wkrótce powstał, jednoczący wszystkie sanacyjne grupy, Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem (BBWR). Partyjni aktywiści zyskiwali możliwość łatwego awansu w strukturach państwa, co sprawiało, iż do sanacji zaczęli lgnąć wszelkiej maści karierowicze. Opinia publiczna ochrzciła ich mianem czwartej brygady, stanowiącej uzupełnienie kadrowe dla trzech istniejących podczas I wojny światowej brygad legionowych.

Taki rozwój sytuacji poważnie zaniepokoił Piłsudskiego. Chcąc zablokować partyjniakom łatwy dostęp do ważnych funkcji państwowych, a jednocześnie mieć tam zaufane osoby, wydał w 1928 r. zarządzenie pozwalające oddelegować oficerów ze służby czynnej na stanowiska cywilne. Wkrótce kolejni generałowie zostawali wojewodami. Co ciekawe, niektórzy sprawdzali się też w roli bankowców. Roman Górecki, zanim objął posadę dyrektora Banku Gospodarstwa Krajowego, przez lata uczciwie zapracował na opinię wiernego piłsudczyka. Legionistą został już w sierpniu 1914 r., gdy sformował własny pluton strzelecki i wstąpił z nim do Pierwszej Brygady. Przez następne lata był wiernym podwładnym Komendanta. Gdy ten w maju 1926 r. został przez Zgromadzenie Narodowe wybrany na prezydenta, gen. Górecki zebrał grupę oficerów i pomaszerował z nimi na plac Saski. Tam stanął na baczność przed pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego, by złożyć meldunek, że Rzeczpospolita jest ocalona. "Poniatowski, wysłuchawszy, ani drgnął, natomiast koń Marka Aureliusza z rzymskiego Kapitolu, pomny dawnych dziejów, rżał radośnie, patrząc Góreckiemu w oczy" - twierdził świadek zdarzenia, kapitan lotnictwa Marian Romeyko.

Najważniejszy jest nasz człowiek

Generał Górecki zarządzał BGK aż do wybuchu II wojny światowej, przy okazji prezesując też klubowi Legia Warszawa. Z kolei jego kolegę z Legionów kpt. Henryka Grubera w 1928 r. oddelegowano na prezesa Pocztowej Kasy Oszczędnościowej. To on ukuł slogan "Pewność i zaufanie", jednak poza zdolnościami do promocji miał też doświadczenie zdobyte dzięki temu, że wcześniej kierował Państwowym Urzędem Kontroli Ubezpieczeń. Gdy zaczynał rządy, Polacy lokowali w PKO 12 proc. trzymanych w bankach oszczędności. Sześć lat później było to już 29 proc.

Innym przykładem właściwej osoby awansowanej na odpowiedzialne stanowisko był naczelnik Wydziału Wschodniego w MSZ Tadeusz Hołówko. Za jego sprawą Polska próbowała zmienić politykę wobec mniejszości ukraińskiej, szukając z nią dróg porozumienia. Zresztą Hołówko z dużym dystansem podchodził do nagłego najazdu oficerów na MSZ, nasilającego się po tym, jak na wiceministra oddelegowano płk. Józefa Becka. Ten dobiegający zaledwie czterdziestki oficer oprócz inteligencji i fenomenalnej pamięci odznaczał się jeszcze jedną, niezwykle istotną zaletą. "Był Marszałek dla Becka wszystkim - źródłem wszelkich praw, światopoglądem, nawet religią" - charakteryzował ją znający pułkownika osobiście historyk Władysław Pobóg-Malinowski. Długoletni pracownik MSZ Stanisław Schimitzek zapamiętał, że po objęciu przez pułkownika posady wiceministra wśród urzędników resortu nagle zmieniły się codzienne zwyczaje. "Do dobrego tonu należało trzaskanie obcasami, meldowanie się i odmeldowywanie, odpowiadanie na ustne polecenia służbowym okrzykiem »Rozkaz!«". Zdegustowany tym szef Wydziału Wschodniego wszelkie wewnętrzne rozmowy telefoniczne w MSZ zaczynał od słów: »Tu mówi kapral Hołówko«".

Danie przez Piłsudskiego oficerom możliwości łączenia funkcji wojskowych z karierą cywilną zaowocowało tym, że generałowie i pułkownicy zaczęli okupować rady nadzorcze firm zbrojeniowych. Potem zdobyli dla siebie rady całkowicie cywilnych przedsiębiorstw państwowych. Z czasem także władze wielu miast zaczęły oferować im etaty w spółkach komunalnych, kupując sobie przychylność sanacyjnych elit. W efekcie korpus oficerski, zamiast naprawiać państwo, ulegał dość szybkiej demoralizacji.

Ten problem nie wzbudzał obaw rządzących, mających dużo większy kłopot na głowie. Po zakończeniu kadencji Sejmu w marcu 1928 r. przeprowadzono nowe wybory. Reprezentujący siły sanacyjne BBWR wygrał je, choć otrzymał jedynie 21 proc. głosów, zdobywając 122 mandaty na 444 miejsc w parlamencie. Z jednej strony był największym ugrupowaniem, lecz wskaźnik poparcia ukazywał, jak społeczeństwo traciło zaufanie do sanacyjnych elit. Co w sumie nie dziwiło, bo z jednej strony cały czas głosiły one konieczność przestrzegania wysokich standardów moralnych, same niekoniecznie się do tego stosując. Najlepszym przykładem podwójnej moralności stała się afera, która wybuchła zaraz po wyborach. Wyszło wtedy na jaw, że minister skarbu Gabriel Czechowicz wyciągnął 8 mln zł z budżetu państwa, by sfinansować kampanię wyborczą BBWR. Opozycja domagała się postawienia ministra przed Trybunałem Stanu. Co w końcu doszło do skutku, ale wszyscy wiedzieli, że Czechowicz jedynie wykonywał zadanie zlecone mu przez Piłsudskiego. Ten zaś zadbał, żeby jego podwładny nie poniósł żadnej kary.

Gdy afera Czechowicza jeszcze trwała, czarę goryczy przelały poczynania ministra pracy i opieki społecznej płk. Aleksandra Prystora. Współautor planu sławnego napadu na pociąg w Bezdanach od kwietnia 1929 r. realizował plan przejęcia kas chorych. W całym kraju funkcjonowały aż 234 takie, nominalnie niezależne instytucje, zbierające składki od członków, zapewniając w zamian prawo do bezpłatnych świadczeń służby zdrowia. Pułkownik Prystor najpierw szukał pretekstu do zawieszenia zarządu kolejnej kasy chorych za jakieś uchybienia prawne, a następnie wprowadzał nad nią nadzór komisarza rządowego. Ten zaś przeprowadzał wymianę kadr, zdobywając stanowiska dla swoich. W dalszym etapie reformy przeprowadzono komasację wszystkich kas chorych, tworząc z nich 61 kas okręgowych, zawiadujących ubezpieczeniami zdrowotnymi w całym kraju. Opanowanie przez sanatorów służby zdrowia nie znaczyło, iż ją uzdrowiono. W styczniu 1935 r. wiceminister opieki społecznej Wincenty Jastrzębski tłumaczył na antenie Polskiego Radia, że ma pełną świadomość tego, jak wygląda codzienność osób korzystających z usług medycznych. "Chory klnie na lekarzy za numerki, ogonki, badania »na odległość« i trudności w uzyskiwaniu pomocy lekarskiej i leków" - mówił, obiecując rychłą poprawę.

Nie o taką Polskę

Już w czwartą rocznicę przejęcia władzy przez obóz sanacyjny stawało się boleśnie widoczne to, że dawne ideały nijak się mają do codzienności. Prorządowa "Gazeta Polska" w maju 1930 r. tłumaczyła czytelnikom, że "nie można było zezwolić, aby państwo powstałe jako rezultat ideologii Legionów i twórczego wysiłku narodu stało się żerowiskiem małych, niecnych ludzi". Dawne zasługi owocowały więc prawem do rządzenia i rozgrzeszały z wszelkich nadużyć. Jak podkreślało czasopismo: "Logika rozwoju nakazywała, aby do sfery władzy przyszli ci, którzy wzbudzili w narodzie pragnienie wolności i uczyli go wolnym być".

Tymczasem zawłaszczenie państwa przez sanację sprawiło, że sześć największych partii opozycyjnych, oprócz endecji, zawarło przymierze pod nazwą "Centrolew". Sojusz ten w marcu 1930 r. przeforsował w Sejmie wotum nieufności wobec Prystora i doprowadził do dymisji rządu.

Również najbardziej idealistycznie nastawieni do życia piłsudczycy czuli się rozczarowani. W sierpniu znany pisarz, a zarazem były legionista Andrzej Strug wraz z Tomaszem Arciszewskim i Kazimierzem Bagińskim zorganizowali konferencję dla weteranów w sali teatru Ateneum. Po jej zakończeniu uczestnicy chcieli powołać Związek Legionistów Demokratów. "Rozpoczął się odwrót nasz od tych, co się sprzęgli z dzisiejszą rzeczywistością" - ogłosił wówczas Strug. Szybko jednak zareagował premier Walery Sławek, który nie pozwolił byłym kolegom zalegalizować nowej organizacji, mogącej rozbić jedność obozu rządowego.

Natomiast rozprawę z Centrolewem na polecenie Piłsudskiego rozpoczął prezydent Mościcki, ogłaszając rozwiązanie parlamentu i nowe wybory. Jeszcze przed nimi, gdy poselskie immunitety wygasły, przywódców opozycji aresztowano i osadzono w twierdzy brzeskiej. W trudnym dla aparatu państwa momencie Piłsudski osobiście stanął na czele rządu i dopilnował wyborów parlamentarnych. Dzięki licznym fałszerstwom oraz rozbiciu opozycji BBWR zdobył 249 mandatów poselskich, uzyskując większość w parlamencie. Tak zalegalizowano kolejny przewrót. Ci, którzy niegdyś walczyli o wolność i niepodległość, dostali pełnię władzy. W większości całkowicie przekonani, że im się ona słusznie należała.

Partyjni aktywiści zyskiwali możliwość łatwego awansu w strukturach państwa, co sprawiało, iż do sanacji zaczęli lgnąć wszelkiej maści karierowicze. Opinia publiczna ochrzciła ich mianem czwartej brygady, stanowiącej uzupełnienie kadrowe dla trzech istniejących podczas I wojny światowej brygad legionowych

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.050001400.806.jpg@RY2@

FOKA/FORUM

3 sierpnia 1914 r. ochotnicy z organizacji strzeleckich utworzyli Pierwszą Kompanię Kadrową

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.050001400.807.jpg@RY2@

CAF/PAP

Marszałek Józef Piłsudski w towarzystiwe Ignacego Mościckiego (P) i Kazimierza Bartla (L)

Andrzej Krajewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.