Życie nie na stos
Walcząc o niepodległość Polski, Józef Piłsudski bywał terrorystą, rabusiem, a nawet japońskim agentem. Zawsze wierny przekonaniu, że do przebicia muru należy użyć każdego możliwego narzędzia, nawet własnej głowy
Nie chciałem dopuścić, by na szalach losów, ważących się nad naszymi głowami, na szalach, na które miecze rzucono, zabrakło szabli polskiej" - notował Komendant, wspominając poranek 6 sierpnia 1914 r. Po ogłoszeniu jeszcze przed czwartą rano zbiórki Józef Piłsudski na czele niewielkiej, liczącej zaledwie 144 żołnierzy Kompani Kadrowej, opuszczał Kraków. Tak zaczynał się jego udział w wojnie, która dała Polsce szansę na odzyskanie niepodległości.
Kochliwy rewolucjonista
Winnym tego, że student medycyny na Uniwersytecie Charkowskim Józef Piłsudski stał się śmiertelnym wrogiem Rosji, był jego starszy brat Bronisław. Wiosną 1887 r. pod wodzą Aleksandra Uljanowa (notabene brata Lenina) przygotowywał zamach na cara Aleksandra III. Spiskowców wytropiła tajna policja i wyłapała. W aferę Ziuk został zamieszany przypadkiem, pomagając w Wilnie jednemu z kolegów Bronisława kupić truciznę. I choć nie wiedział, do czego miała posłużyć, sąd skazał go na 5 lat zesłania. Na samym początku więźniowie wędrowali pod strażą przez pustkowia z Tomska do Irkucka 1,5 tys. km. Najsłabsi umierali już wtedy. Tych trochę silniejszych zabijały potem niedożywienie i zimno. Piłsudski przetrwał, by o mały włos nie zginąć u celu "marszu śmierci".
Zesłańcy w Irkucku nie chcieli iść dalej. Wówczas żołnierze postanowili rozprawić się z najbardziej hardym Polakiem. Pierwsze uderzenie kolbą karabinu wybiło Ziukowi dwa przednie zęby. A gdy upadł, katowano go dopóty, dopóki nie stracił przytomności. Dopiero wówczas jeden z podoficerów kazał żołnierzom przestać. Zmasakrowanego Piłsudskiego oskarżono o bunt, po czym zamknięto w więzieniu w Kireńsku. Gdy z niego wyszedł, przeżył jedynie dzięki pomocy Stanisława Landego, i jego rodziny, zesłanych na Syberię za działalność w ruchu socjalistycznym. Choć Ziuk pochodził ze starego szlacheckiego rodu, lewicowe ideały wydały mu się całkiem pociągające. Bywając u Landego, poznał też siostrę żony pana Stanisława, Leonardę Lewandowską. Młodszy o kilka lat student medycyny wpadł jej w oko. Tak zaczął się trwający 11 miesięcy romans, nim Lewandowska wraz z Landymi wyjechała do Irkucka, gdzie mieli oczekiwać na pozwolenie na powrót do Polski. Przez cały 1890 r. Piłsudski słał jej czułe listy. Obiecywał, że kiedy skończy się jego wyrok, odnajdzie ukochaną i poślubi. Ale wiosną następnego roku przestał odpisywać. Wreszcie w czerwcu zdobył się na odwagę. "Leosiu! Zapomnij o mnie, jam Ciebie niegodzien" - napisał. W jego życiu była już inna kobieta. Choć nie na długo, bo jesienią w kolejnym liście kajał się, że tamta to przeszłość. "Skończyło się na tym, żeśmy się rozeszli, ona z goryczą na mnie, ja z jedną jeszcze plamą na mym życiu" - dramatyzował. Jednak do Lewandowskiej nigdy nie wrócił. Kłopoty z kobietami odtąd prześladowały Ziuka do końca życia. Potrafił je w sobie rozkochiwać, lecz nie umiał się z nimi rozstawać, co prowadziło do komplikacji, wobec których działalność wywrotowa wydawała się miłą odmianą. Piłsudski podjął ją zaraz po powrocie z Syberii do Wilna w lipcu 1892 r. Do domu wrócił jako zupełnie inny człowiek, imponujący innym odwagą i silną wolą. Wkrótce to on zarządzał wileńską komórką Polskiej Partii Socjalistycznej oraz redagował podziemne pismo "Robotnik". Przy tym ostatnim pomagała mu Maria Juszkiewicz, nazywana przez przyjaciół "piękną panią". Doświadczona rewolucjonistka niewiele wcześniej rozwiodła się z mieszkającym w Petersburgu inżynierem Juszkiewiczem, samotnie wychowywała córkę, a o jej rękę starał się... Roman Dmowski. Tak zakochany, że nawet ideowe sprzeczności go nie zniechęcały. Ale ona szybko uległa urokowi Piłsudskiego, a i Ziuk zadurzył się w niej po same uszy. Dmowski dostał kosza, czego konkurentowi nigdy nie wybaczył.
Przez następne lata Piłsudski robił błyskotliwą karierę. Już w 1894 r. wybrano go do Centralnego Komitetu Robotniczego PPS. Bardzo znaczący okazywał się też fakt, że objął funkcję redaktora naczelnego "Robotnika". Jego duży talent literacki pozwalał mu porywać czytelników artykułami. Podobnie zresztą czynił Dmowski, wyrastając na głównego ideologa ruchu narodowego. Wkrótce też nastąpiło kolejne zderzenie dwóch koncepcji odzyskania niepodległości oraz dwóch wybitnych, wrogich sobie osobowości. Co na trwałe podzieliło polskie społeczeństwo. Ale nim się to wydarzyło, Ziuk zalegalizował związek z "piękną panią". Maria Juszkiewicz wzięła ślub w Kościele katolickim i nie mogła uzyskać jego unieważnienia. Aby temu zaradzić, przeszła do Kościoła ewangelicko-reformowanego, gdzie dostała rozwód. W tym czasie Piłsudski w Łomży, jak zapisano w miejscowej księdze parafialnej, "po dostatecznym przygotowaniu i pełnym wewnętrznym przekonaniu przeszedł z wyznania rzymskokatolickiego na wyznanie ewangelicko-augsburskie". 15 lipca 1899 r. we wsi Paproć Duża wzięli ślub w świątyni Kościoła ewangelicko-augsburskiego. Po nim, jako państwo Dąbrowscy, zamieszkali w Łodzi.
Idylla szczęśliwych małżonków nie trwała długo. Pół roku po ślubie Ziuka namierzyli agenci ochrany. Aresztowano go i umieszczono w Pawilonie X warszawskiej Cytadeli. Tam kończyli kariery najwięksi wrogowie cara. Piłsudskiego oskarżono o współudział w zamordowaniu dwóch konfidentów policji, za co groziła szubienica. Jego sprawy przedstawiały się więc beznadziejnie, dopóki nie wpadł na pomysł fortelu. Ilekroć widział strażników, zaczynał zachowywać się jak obłąkany. Władze więzienia sprowadziły naczelnego lekarza warszawskiego szpitala św. Jana Bożego Iwana Sabasznikowa. Psychiatra urządził sobie z więźniem miłą pogawędkę, z zachwytem słuchając, jak Piłsudski opowiadał o pięknie Syberii. Pochodzący z Buriacji Sabasznikow postawił diagnozę - paranoia hallucinatoria, a następnie zalecił przewiezienie pacjenta do petersburskiego szpitala psychiatrycznego Mikołaja Cudotwórcy. Tam współpracujący z PPS lekarz Władysław Mazurkiewicz, podczas pełnienia dyżuru, pomógł Ziukowi opuścić szpital.
Japoński agent
"Głową muru nie przebijesz, ale jeśli zawiodły inne metody, należy spróbować i tej" - lubił powtarzać Piłsudski, gdy już znalazł się za murem. Po jego brawurowej ucieczce nie tylko wśród socjalistów zaczynał być rozpoznawalną postacią. Ochrana zaś robiła wszystko, by go pojmać. Dlatego ukrył się w Londynie, ale to w kraju był coraz bardziej potrzebny. Jego partii brakowało charyzmatycznego przywódcy. Zwłaszcza od momentu, gdy w lutym 1904 r. na Dalekim Wschodzie wybuchła wojna między Rosją a Japonią.
Wówczas Ziuk, już w ojczyźnie, bardzo energicznie zabrał się do działania, uważając, iż PPS powinna podjąć otwartą walkę z okupantem. Pod jego wpływem wyposażeni w kije członkowie partii zainicjowali w marcu 1904 r. rozprawę z konfidentami ochrany. Wedle czasopisma "Przedświt" ofiary wybierano trafnie, gdyż "bici, pomimo okropnych uderzeń - nie krzyczeli, tylko jęczeli z cicha", uznając swoje winy. Spośród najbardziej zaangażowanych robotników rekrutowano członków grup bojowych. Ludzi tych wyposażono w kije, laski oraz tabakę. Ta, sypnięta z bliskiej odległości, oślepiała policjantów i płoszyła kozackie konie. Jednak z takim uzbrojeniem nie wygrywało się prawdziwych wojen. Bojowcy potrzebowali broni palnej, na którą brakowało funduszy.
Piłsudski jako pierwszy dostrzegł, gdzie można je znaleźć, uznając, że wróg naszego wroga może się okazać hojnym przyjacielem. Nawet jeśli Warszawę od Tokio dzieliła ogromna odległość. Najpierw z misją nawiązania kontaktu wysłał do poselstwa japońskiego w Londynie zaufanego człowieka - doktora Witolda Jodko-Narkiewicza. W połowie marca 1904 r. cesarski poseł hrabia Hayashi Tadasu depeszował do Tokio, iż spotkał się z emisariuszem, od którego dowiedział się, że "ilość Polaków w armii rosyjskiej wzrosła ostatnio z 15 do 30 proc. Są oni jedynymi inteligentnymi żołnierzami tej armii na Dalekim Wschodzie i ich dezercja osłabi znacznie siły Rosji". Narkiewicz proponował nie tylko nakłanianie poborowych do dezercji, lecz też akcje dywersyjne na tyłach frontu.
Zainteresowany tym minister spraw zagranicznych Japonii Komura Jutaro zdecydował się nawiązać współpracę z rewolucjonistami. Stały kontakt z Piłsudskim utrzymywano za pośrednictwem poselstwa w Wiedniu. Ale negocjacje nie przynosiły konkretnych efektów, bo Polak stawiał twarde warunki. W zamian za informacje wywiadowcze i akcje dywersyjne żądał: pieniędzy, dostaw broni oraz sformowania w Japonii polskich oddziałów wojskowych. W końcu szef Sztabu Generalnego armii Japonii gen. Kodama Gentaro zaprosił Piłsudskiego do Tokio na osobiste spotkanie. Ziuk wyprawił się do Kraju Kwitnącej Wiśni razem z partyjnym kolegą Tytusem Filipowiczem. Tam czekał już na nich współpracujący z PPS korespondent gazety "Słowo Polskie" James Douglas. To on w depeszy przesłanej do Warszawy ostrzegał, że w Japonii niespodziewanie zjawił się Roman Dmowski. Największy z konkurentów Ziuka również wpadł na pomysł, że z wojny rosyjsko-japońskiej można wyciągnąć korzyści polityczne.
Ale wiadomość nie dogoniła podróżników. Dzień po przybyciu do Tokio, 11 lipca 1904 r., Piłsudski razem z Filipowiczem wybrał się rikszą na przejażdżkę. Nagle przed wystawą jednego ze sklepów ujrzał Dmowskiego. Natychmiast kazał się zatrzymać. Wówczas, wedle opisu Douglasa, przywódca endeków, "chwilę intensywnie patrzył na Ziuka, potem zdecydowanie podszedł do niego i wyciągnął rękę". Dał się też zaprosić do hotelu Seiyoken na obiad. Potem spotkali się jeszcze raz, ale nigdy nie ujawnili, o czym rozmawiali. "Usiłowałem ich przekonać, że to, co chcą zrobić, jest nonsensem i zbrodnią wobec Polski. Ani jedno, ani drugie mi się nie udało" - tylko tyle zapisał po latach Dmowski. Obaj przywódcy mieli sprzeczne cele. Piłsudski namawiał Japończyków, żeby mocniej uderzyć w Rosję i rozbić imperium będące zlepkiem zniewolonych narodów. Dmowski przekonywał rząd w Tokio, iż rewolucjoniści poniosą klęskę, a Japonia narazi się na międzynarodowy skandal. Tą drogą szukał sposobów zablokowania wzrostu znaczenia PPS i ugody z rosyjskimi elitami politycznymi. Tak, by Królestwo Polskie odzyskało jak najwięcej autonomii. Ostatecznie to przywódca narodowców odniósł sukces, zaś Piłsudski otrzymał z japońskiego Sztabu Generalnego list o treści: "Nie możemy wejść z Wami w układ z obawy, że doprowadzi on do bardzo poważnych i skomplikowanych problemów międzynarodowych". Porażka nie była jednak całkowita. Współpracę z polskimi socjalistami podtrzymały japońskie służby wywiadowcze. Na polecenie Ziuka koordynowali ją Jodko-Narkiewicz i przyszły prezydent RP Stanisław Wojciechowski. W zamian za informacje o rosyjskiej armii i sytuacji w imperium Romanowów Japończycy wypłacili w sumie PPS ponad 20 tys. funtów szterlingów.
"Ja odbierałem pieniądze i kupowałem broń w Londynie, głównie mauzery ze składaną kolbą i rewolwery savage. Odbiorem ich w Hamburgu i przemycaniem przez granicę austriacką zajmował się Jodko" - zapisał we wspomnieniach Wojciechowski.
Niebezpieczny terrorysta
Kupione za japońskie pieniądze rewolwery bardzo się przydały bojowcom PPS. Choć Piłsudski, gdy wrócił z Japonii, zastał partię sparaliżowaną wewnętrznymi awanturami, bo socjaliści podzielili się na frakcję umiarkowanych, zwaną "młodymi", oraz "starych", marzących o zbrojnym powstaniu.
"Na nas spada odpowiedzialność za to, że kwestia polska jest umarłą, nie tylko w Europie, ale i w Rosji, i w samej Polsce. Zmartwychwstać może ona tylko ofiarami, krwią, a nie wymigiwaniem się" - oświadczył Piłsudski w październiku 1904 r. podczas zebrania CKR PPS. Rosja ogłosiła wówczas na terenie dawnego Królestwa Polskiego przymusowy pobór do wojska. Mieszkańcy odpowiedzieli pokojowymi protestami. Tłumiono je brutalnie. Tylko w Warszawie zastrzelono ponad 100 ludzi. Pod wpływem Piłsudskiego w PPS powstał Wydział Spiskowo-Bojowy, przygotowujący akcje zbrojne przeciw okupantowi. Jednak skuteczniej działała ochrana, szybko namierzając i likwidując grupy spiskowców.
Pierwsze porażki nie załamały Piłsudskiego. Uznał, że PPS potrzebuje lepiej zorganizowanego, zbrojnego ramienia, co wymuszało zdobycie większej gotówki. "Można też i trzeba, choć może to łączyć się z uczuciem »niesmaku«, napadać na urzędy skarbowe, monopole, poczty, koleje, na więzienia i składy środków technicznych; tą drogą wydzierać towarzyszy, aresztowanych lub skazanych na śmierć, zdobywać pieniądze do celów rewolucyjnych, opanowywać magazyny broni" - ogłosił Ziuk w czerwcu 1905 r. na zebraniu CKR. Ale wkrótce bojowcy PPS przekonali się, że rabowanie pieniędzy wcale nie jest takie proste.
W Węgrowie bojowcy zdobyli budynek kasy powiatowej, lecz okazało się, że w zamieszaniu zgubili lont do dynamitu i nie mieli czym rozpruć sejfu. Kiedy deliberowali, co robić, w okolicznych kościołach zaczęto bić w dzwony - tak wypłaszając rabusiów. Podobnych wpadek zdarzyło się całkiem sporo. W końcu dowodzenie nowo utworzoną Organizacją Bojową wziął na siebie Piłsudski ukrywający się pod pseudonimem "Wiktor". Aby poprawić jakość kadr, w Krakowie zaczęła działać szkoła kształcąca przyszłych bojowców. "Wiktor" prowadził tam wykłady na temat taktyki walki partyzanckiej. Tak dokształceni wywrotowcy w drugiej połowie 1906 r. przeprowadzili ok. 600 zamachów na rosyjskich urzędników, policjantów i szpicli. Przy okazji obrabowali ok. 500 urzędów, banków i furgonów pocztowych. Ale kradzież gotówki wzbudzała opór ideowych socjalistów, zawłaszcza że endecka propaganda zaczęła głosić, iż członkowie PPS są zwyczajnymi bandytami.
W międzyczasie na stacji kolejowej w Rogowie pod Łodzią w połowie października 1906 r. oddział dowodzony przez Józefa "Montwiłł" Mireckiego obrabował pociąg. Obsługę obezwładniono ładunkami dynamitu, a z sejfu zabrano ponad 30 tys. rubli. Napad przeprowadzono bez porozumienia z CKR, tuż przed IX Zjazdem PPS zbierającym się w Wiedniu. Tam po burzliwej dyskusji przegłosowano decyzję o zawieszeniu Wydziału Bojowego i wykluczeniu z partii osób odpowiedzialnych za obrabowanie pociągu. Piłsudski nie podporządkował się woli towarzyszy i utworzył własną PPS o nazwie "Frakcja Rewolucyjna".
Urodzony bandyta
Założenie własnej partii nie było jedynym przełomowym wydarzeniem w życiu Ziuka. Kilka miesięcy wcześniej poznał intrygującą Aleksandrę Szczerbińską. "W tym czasie powierzono mi organizację centralnych składów broni w Warszawie, dokąd przewożono z zagranicy karabiny (...), noże, rewolwery i amunicję" - zapisała we wspomnieniach Szczerbińska. "Przy tym pierwszym spotkaniu nasza godzinna rozmowa polegała na liczeniu mauzerów i browningów" - dodawała. "Wiktor" nieco ją rozczarował swym wyglądem. "Nie wiem dlaczego zdawało mi się, że zobaczę człowieka wysokiego i mocno zbudowanego, gdy tymczasem stał przede mną mężczyzna średniego wzrostu, o szerokich barach, cienki w pasie" - notowała. Mimo to Piłsudski szybko ją oczarował. Kiedy wspólnie przewozili broń pociągiem z Krakowa do Zakopanego, uwiódł ją wierszami Słowackiego oraz opowieściami o syberyjskiej przyrodzie.
Nowy romans nie odwiódł Ziuka od codziennej pracy wywrotowca. Na początku 1907 r. Organizacja Bojowa przeprowadzała kolejne zamachy. Ale ochrana działała skuteczniej. Ujęto ponad stu bojowców, powieszonych potem w Warszawie na stokach Cytadeli. Brak perspektyw na zwycięstwo skłonił Piłsudskiego do zmiany taktyki. W zaborze austriackim polskie organizacje cieszyły się niemal pełną swobodą. Rząd w Wiedniu z radością przyjmował wszystko, co antyrosyjskie. Nigdzie indziej nie istniały lepsze warunki do budowania własnych sił zbrojnych. Co znów wymagało dużej gotówki.
"Moneta! Niech ją diabli wezmą, jak nią gardzę, ale wolę ją brać tak jak zdobycz w walce, niż żebrać o nią u zdziecinniałego z tchórzostwa społeczeństwa polskiego, bo przecież jej nie mam, a mieć muszę dla celów nakreślonych" - powiedział współpracownikom na początku 1908 r. Piłsudski. W jego głowie narodził się plan skoku stulecia - na pociąg pocztowy kursujący z Wilna do Petersburga. Wspólnie z Aleksandrem Prystorem przez wiele miesięcy dopracowywali szczegóły akcji. Wreszcie 27 września 1908 r. dziewiętnastu bojowców pod osobistą komendą "Wiktora" opanował dworzec w Bezdanach. Siedmiu zaś jechało w pociągu. To oni zerwali hamulce bezpieczeństwa. Potem wrzucono dwie bomby do wagonu pocztowego, które ogłuszyły strażników. Wagonem wiozącym żołnierzy z ochrony zajął się osobiście Piłsudski wraz z kilkoma bojowcami. "Podeszliśmy do drzwiczek. Powiedziałem, żeby wagon otworzyli, w przeciwnym wypadku rzucimy bombę. Głos wystraszony: »my sdajomsia, my strielat nie budiem!«. Oświadczyłem, że będę liczył do dziesięciu, o ile nie otworzą - rzucę bombę" - wspominał Piłsudski. Ziuk wówczas bezczelnie blefował, bo żadnej bomby ze sobą nie zabrał. "Nie doliczyłem - drzwi otworzyli" - wspominał z ulgą. Jeńców uwięziono na dworcu, a bojowcy w kilku grupach rozpoczęli odwrót. Pieniądze i papiery wartościowe Piłsudski wraz z Włodzimierzem Momentowiczem zawieźli bryczką do chaty we wsi Jedlinka, gdzie czekała Aleksandra Szczerbińska. Tam przeliczyli łup. Wynosił on 200 tys. rubli w banknotach oraz papiery wartościowe na ok. 177 tys. rubli, taki roczny przychód dawały wszystkie warszawskie fabryki Ludwika Norblina.
Obiecujący polityk
Zdobyte w Bezdanach fundusze dotarły do Krakowa, gdzie bardzo się przydały. Mimo to Piłsudski miał się wyjątkowo źle, nie potrafiąc zerwać ani z żoną, ani z kochanką. Mieszkająca w Krakowie Maria Juszkiewicz demonstracyjnie odmówiła zgody na rozwód. Szczerbińska zamieszkała we Lwowie i jedynie warunkowo godziła się, by ukochany na przemian przebywał w jednym lub drugim mieście. Ziuk podupadł na zdrowiu, mając regularne nawroty gorączki. "Toteż wszystkie świadectwa z tego okresu mówią, że wyglądał wyjątkowo źle, a zdarzały się nawet opinie, iż jego życie wisiało po prostu na włosku" - opisuje Włodzimierz Suleja w książce pt. "Józef Piłsudski". W końcu współpracownicy zmusili go, żeby w lutym 1909 r. wyjechał na dłużej nad Adriatyk. Tam zdrowie odzyskiwał bardzo powoli. Dokuczały mu bóle serca, wyrostka, podejrzewano u niego gruźlicę. "Poza niezliczonymi pasjansami nic nie robiłem, żadnych zobowiązań nie dotrzymałem - ot, tak wegetowało się" - pisał w liście do Szczerbińskiej.
Tymczasem w Europie sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. Jedna iskra mogła podpalić Stary Kontynent, co dawało szansę na "powszechną wojnę narodów" - o którą modlił się Mickiewicz. To wreszcie zmotywowało Piłsudskiego do przełamania słabości. Na scenę polityczną wrócił w połowie 1909 r. i podczas XI Zjazdu PPS w Wiedniu był jednym z autorów zjednoczenia partii. Został też członkiem nowego CKR. Wkrótce z inicjatywy "Wiktora" powstał Związek Strzelecki we Lwowie i Towarzystwo "Strzelec" w Krakowie. Dzięki temu młodzi Polacy mogli zupełnie legalnie uczyć się posługiwania bronią. Kolejnym krokiem budowania własnych sił zbrojnych stało się utworzenie w 1912 r. konspiracyjnego Związku Walki Czynnej, którego Piłsudski został komendantem, szefem sztabu zaś uczynił Kazimierza Sosnkowskiego. ZWC organizował kursy przeszkolenia wojskowego, ćwiczenia, nocne manewry. Organizacje strzeleckie i ZWC przenikały się, mając zbliżony skład kierownictwa i tych samych członków. Rok później otworzono szkołę oficerską niedaleko Limanowej w Stróży. Sam Piłsudski intensywnie się dokształcał, studiując historię kolejnych wojen.
Działania te nie spotkały się z żadnym sprzeciwem monarchii Habsburgów. O wszystkim dobrze bowiem wiedział Sztab Generalny w Wiedniu i jego II Oddział. Piłsudski razem z Jodko-Narkiewiczem oraz Walerym Sławkiem utrzymywali kontakt z wywiadem austriackim. Dzięki temu w Wiedniu uznano, że wobec zbliżającej się wojny z Rosją ktoś taki jak Piłsudski może okazać się bardzo pożytecznym dywersantem.
Ale Ziuk miał dużo ambitniejsze plany. Kiedy 21 lutego 1914 r. wygłaszał wykład w Towarzystwie Geograficznym w Paryżu, obecny na nim rosyjski emigrant Wiktor Czernow słuchał go z rosnącą fascynacją. Zapytany o przebieg przyszłej wojny, Piłsudski odpowiedział: "Rosja będzie pobita przez Austrię i Niemcy, a te z kolei będą pobite przez siły anglo-francuskie (lub anglo-amerykańsko-francuskie). Wschodnia Europa będzie pobita przez środkową Europę, a środkowa z kolei przez zachodnią. To wskazuje Polakom kierunek ich działań" - zanotował Czernow. Pół roku później prognoza Piłsudskiego zaczęła się spełniać. Idea, której podporządkował całe swoje życie, po raz pierwszy przestawała być fantasmagorią.
Moneta! Niech ją diabli wezmą, jak nią gardzę, ale wolę ją brać tak jak zdobycz w walce, niż żebrać o nią u zdziecinniałego z tchórzostwa społeczeństwa polskiego, bo przecież jej nie mam, a mieć muszę dla celów nakreślonych - powiedział współpracownikom na początku 1908 r. Piłsudski. W jego głowie narodził się plan skoku stulecia - na pociąg pocztowy kursujący z Wilna do Petersburga
@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.050001200.803.jpg@RY2@
ARCHIWUM FOTONOVA/EAST NEWS
Andrzej Krajewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu