Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Diabeł poszedł spać

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Rocznie przejeżdżam samochodami 40-50 tys. km, w związku z czym słowo "urlop" w moim przypadku oznacza także wolne od siedzenia za kierownicą. Ale nie w tym roku. Rodzina już w kwietniu zdecydowała, że zawiozę ją do Toskanii. 1,5 tys. km w jedną stronę. Uradowany niczym pacjent, który zorientował się, że amputowano mu nie tę nogę co trzeba, zacząłem poszukiwania właściwego samochodu na wyprawę. Jako pierwsze do głowy przyszło mi szybkie bmw, ale w jego przypadku byłbym spłukany, jeszcze zanim dojechałbym do Słowacji. No i Włosi wołaliby na mnie: "dupek z Polski". Audi? Obawiam się, że w jego przypadku wszystkie systemy bezpieczeństwa przejęłyby kontrolę nad autem już na wysokości Rawy Mazowieckiej, w związku z czym dojechałbym do San Godenzo w dniu, w którym powinienem je opuszczać. Odpadały też wszystkie SUV-y (bo za nimi nie przepadam), a także auta japońskie (bo czułbym się w nich jak 80-latek) i - paradoksalnie - włoskie (bo nimi dojechałbym do celu tydzień później na lawecie). Po długich rozważaniach na placu boju pozostały volvo oraz jakiś francuski van. Francuski, bo to oni go wymyślili i nie wyobrażam sobie, bym mógł sięgnąć np. po niemiecki. To tak, jakby mając do wyboru makaron włoski i norweski, wybrać ten drugi. To po prostu bez sensu.

Zadzwoniłem zatem najpierw do Staszka z Volvo, a później do Marty z Citroena i w ten oto sposób ruszyłem do Włoch dwoma samochodami - S80 i C4 Grand Picasso*. Nie pytajcie, jak to zrobiłem. Grunt, że mogę wam opowiedzieć, jak spisały się oba auta na trasie. Zacznę od volvo.

Wybrałem je na tę okazję z kilku powodów. Po pierwsze budzi dobre skojarzenia. Gdziekolwiek się pojawicie w S80, wszyscy myślą, że jesteście chirurgami. Druga sprawa to fotele - w drogich samochodach można nimi sterować na miliony sposobów, a mimo to nikomu nie udało się stworzyć egzemplarza, w którym nie odczuwałbym bólu w dolnej części kręgosłupa już po przejechaniu 200 km. Volvo jest wyjątkiem - jego fotele projektował ortopeda, bo nawet po pokonaniu za jednym zamachem 1000 km mogłem normalnie wysiąść i nie wyglądałem przy tym jak prof. Stephen Hawking. I wreszcie trzeci powód - w porównaniu z konkurencyjnymi sedanami oferuje mnóstwo miejsca we wnętrzu. Jest ostatnim volvo zaprojektowanym w myśl filozofii "kwadrat to najdoskonalsza figura geometryczna", w związku z czym w jego bagażniku bez trudu zmieściłem dwie duże walizki, dziecięcy wózek, pokaźnych rozmiarów lodówkę i mnóstwo mniejszych gratów luzem: dmuchany basen, materac do pływania, dwie paczki pieluch, akcesoria do piaskownicy etc.

Jeżeli chodzi o samą jazdę, to jestem zaskoczony szalenie precyzyjnym układem kierowniczym i radością, jaką daje prowadzenie S80. Żartowałem. Nie ma tu absolutnie nic ekscytującego. O ile w przypadku niektórych samochodów diabeł siedzi mi na ramieniu i podszeptuje do ucha: "A może spróbowałbyś pokonać ten zakręt szybciej?", w volvo przez całą drogę najwyraźniej spał gdzieś w bagażniku. I wiecie co? Bardzo mi się to spodobało. Może nie miałem banana na twarzy i nie byłem podniecony, ale też nie musiałem specjalnie się skupiać, wysilać i nie słyszałem co chwilę "wolniej" z prawego fotela. Czułem się komfortowo, byłem zrelaksowany i bardzo zadowolony ze wskazań komputera pokładowego - S80 spaliło na całej trasie średnio 7,2 l oleju napędowego, przy czym na autostradach prędkościomierz pokazywał 140-150 km/h. Przyznacie, że to rewelacyjny wynik jak na załadowaną po brzegi, 215-konną limuzynę z automatyczną skrzynią biegów.

Przyznam wam się szczerze - fajnie jest pojeździć supersamochodami, doradzić wam zakup irracjonalnego 500-konnego potwora, przekroczyć granicę 300 km/h, przeżyć orgazm w aucie za milion złotych. Ale przecież na co dzień tak się nie da. Na co dzień idealne wydaje mi się volvo S80. Chyba się starzeję...

* o citroenie za tydzień

@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.00000200a.803.jpg@RY2@

Volvo S80 D5

@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.00000200a.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.