Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Biegajcie do roboty, a nie po lesie

30 czerwca 2018

jazda pod prąd skodą yeti 1.8 TSI

Swego czasu mieliśmy akcję "Cała Polska czyta dzieciom", teraz mamy akcję "Cała Polska biega". Każda firma, gmina, wieś i szpital musi zorganizować własny bieg. "Maraton" nazywać się nie może, bo zapisze się pięć osób, z czego cztery będą pochodziły z Kenii. Dlatego są półmaratony, ćwierćmaratony i jednapiętnastamaratony. Żeby każdemu dać szansę. Żeby po stu metrach każdy miał okazję śmierdzieć potem, po kilometrze zatrzymać się, strzelić sobie selfie i zamieścić na FB z dopiskiem "życiówka".

Przepraszam, ale ja sporo pracuję w ogrodzie, kopię doły i przewożę na taczkach dużo ziemi, co jest bardziej wyczerpujące niż truchtanie. A jednak nie robię sobie przy tej okazji słitfotek i nie wrzucam ich na fejsa, okraszając komentarzem: "życiówka: 8 ton" albo "mój nowy rekord: dziura dwa na dwa w kwadrans". Byłoby to śmieszne.

Sam nie znoszę biegać. Człowiek traci w ten sposób czas, przy okazji się męcząc. A że się męczy, to po bieganiu musi odpocząć, więc znowu traci czas. Ale żeby było jasne: nie mam nic przeciwko tym, którzy to lubią. Szanuję wasz wybór, doceniam silną wolę, uwielbiam wasze śmieszne buty, wyrzeźbione łydki i mokre pachy. Co więcej, myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. Musimy tylko rozwiązać pewien problem. Związany jest on z tym, że w tygodniu wstajecie o szóstej rano, żeby pobiegać po lesie, po czym o ósmej wsiadacie do samochodu, żeby stać w korkach. Dla odmiany, w weekend postanawiacie pobiegać sobie po mieście, przez co z ruchu zostaje wyłączone pół miasta. Ułatwmy sobie życie. W tygodniu zostawiajcie auta w domu i biegajcie do biura, a w weekendy - po lesie. Poprawicie kondycję i zyskacie moją ogromną wdzięczność - bo dzięki wam nie będę stał w korkach. Innymi słowy, wszyscy będziemy szczęśliwi. Aha, macie obawy, czy siedzenie za biurkiem w przepoconej koszulce będzie dobrze odebrane? Powiem tak: podsłuchałem kiedyś dyskusję kilku dziewcząt, które z wypiekami na twarzy oglądały zdjęcie Tomka Lisa w getrach i z grzywą tak mokrą, jakby właśnie wyszedł spod prysznica. Wniosek: biegając do pracy, zyskacie nie tylko na zdrowiu, lecz też na atrakcyjności. Być może nawet w końcu dane wam będzie spełnić fantazje o seksie na zakładowej kserokopiarce.

To by było na tyle, jeżeli chodzi o bieganie. Jako że nie mam zielonego pojęcia, jak mógłbym wpleść w nie wątek związany ze skodą yeti, przejdę od razu do rzeczy: nie wiem, kto o zdrowych zmysłach mógłby ją kupić. Przynajmniej w wersji z benzynowym silnikiem o mocy 160 koni, szklanym dachem, ksenonowymi reflektorami i kilkoma innymi opcjami, które wywindowały jej cenę powyżej 100 tys. zł. Za te pieniądze macie prawo oczekiwać względnego prestiżu, dobrego wykończenia, nienagannego prowadzenia etc. A w yeti żadnej z tych rzeczy nie dostajecie. Ma środek przyjemny jak wnętrze wieloryba. Boki drzwi wykończono plastikiem twardszym niż beton, a siedzenia wyprofilowano, wzorując się na parkowej ławce. Możliwe, że dzięki temu wygospodarowano w kabinie sporo miejsca - pod tym względem SUV Skody rzeczywiście ma się czym pochwalić. No i ta widoczność - mimo sporych gabarytów yeti wszystko widać jak w batyskafie.

A prowadzenie? Cóż, zawieszenie jest więcej niż dobre, bez zarzutu radzi sobie i na asfalcie, i w lekkim terenie, ale jeżeli chodzi o układ kierowniczy, to w moim egzemplarzu był albo zepsuty, albo nie było go wcale. Bo gdy tylko przekraczałem na autostradzie 140 km/h, przednie koła zdawały się tracić kontakt z rzeczywistością. W takich warunkach yeti prowadzi się - nomen omen - potwornie. Jakiś czas temu napisałem w tym miejscu, że maksymalna prędkość samochodu to nie ta deklarowana przez producenta, tylko ta, przy której sprawujecie nad autem pełną kontrolę bez odrobiny stresu. No więc w przypadku yeti prędkość maksymalna wynosi 140, góra 150 km/h. Tymczasem według Skody yeti 1.8 TSI pojedzie nawet 200 km/h. Chciałbym poznać gościa, który to sprawdził, ale podejrzewam, że już nie żyje. Umarł ze strachu. Swoją drogą, sam silnik jest naprawdę bardzo dobry - dynamiczny (8,4 sekundy do setki), płynnie rozwija moc i robi to w zaskakującej ciszy. Świetnie współpracuje też z sześciobiegową manualną skrzynią. Wiele do życzenia pozostawia za to jego apetyt. Według Skody średnie spalanie powinno wynosić 7,8 litra, ale to wynik z pchania auta z górki. Bo przy naprawdę stonowanej jeździe po mieście nie zszedłem poniżej 11,5 litra.

Nie wątpię, że Skoda ma w ofercie dobre samochody, ale niestety yeti do nich nie należy. Konkurenci wyprzedzają je o kilka długości. W związku z tym jednak wplotę tu wątek z bieganiem. Pragnę zachęcić do niego czeskich inżynierów: Biegiem! Bierzcie się do roboty!

@RY1@i02/2014/109/i02.2014.109.000001700.803.jpg@RY2@

materiały prasowe

Skoda Yeti 1.8 TSI

@RY1@i02/2014/109/i02.2014.109.000001700.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.