Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Pozostała już tylko narracja

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W natłoku informacji wyczerpały się tradycyjne formy marketingu. Chcesz coś osiągnąć? Musisz, jak przekonuje Eryk Mistewicz, umieć sprzedać swoją opowieść

@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.00000320a.803.jpg@RY2@

Alkiem Tarkowskim

O jakiej książce porozmawiamy?

O "Marketingu narracyjnym" Eryka Mistewicza.

Dlaczego akurat o tej?

Pamiętasz, rozmawialiśmy kiedyś o crowdfundingu, czyli o zbieraniu pieniędzy na przedsięwzięcie za pomocą społeczności internetowych. Wiesz, jaki jest najbardziej udany przykład takiego działania w Polsce?

?

Akcja fundacji Cohabitat, której twórcą jest architekt z Łodzi Paweł Sroczyński. Zaczął od animowania środowiska osób zainteresowanych ekobudownictwem z gliny i słomy, potem pomysł zaczął ewoluować w kierunku szerszej idei otwartej architektury. Dzięki crowdfundingowi Sroczyński zorganizował dwa wielkie festiwale MakeCamp, otworzył w Łodzi alternatywną przestrzeń do działania i doszedł do miejsca, w którym projektuje na otwartych zasadach w pełni samowystarczalnego gospodarstwa - na przykład ze zrobionym od zera generatorem prądu. A wszystko dzięki dwóm zbiórkom społecznościowym, które przyniosły po 100 tys. zł.

Aż tyle?

Też mnie to zdziwiło. Poprosiłem Sroczyńskiego, żeby opowiedział o swoich działaniach i modelu zbierania pieniędzy. Opowiedział porywającą historię, a potem wyznał, że nauczył się tego z książki Mistewicza "Marketing narracyjny". Postanowiłem więc ją przeczytać.

I co?

Mistewicz uważa, że w dzisiejszym natłoku informacji wyczerpały się tradycyjne formy marketingu, takie jak eksponowanie marki, koncepcja unique selling proposition, przesłanie, że "tylko my doskonale wiemy, jak zaspokoić twój głód". Daleko nie zajedzie się też na śmiesznych reklamowych sloganach. Została tylko "opowieść". I stąd pomysł Mistewicza na marketing narracyjny.

Brzmi sensownie. My, dziennikarze, żyjemy z umiejętnego opowiadania historii. Czy Mistewicz radzi, jak to robić?

Nie tyle "jak", ile "gdzie". Mistewicz był jednym z pierwszych popularyzatorów Twittera w Polsce. Dla niego to wymarzone narzędzie do opowiadania historii. Odwrotnie niż blog. Mistewicz w pewnym momencie pisze nawet coś takiego: "Jeśli myślisz o prowadzeniu bloga, to natychmiast... przestań. No, chyba że lubisz być frajerem".

Dlaczego od razu frajerem?

Bo jak publikujesz za darmo, to pokazujesz, że to, co masz do powiedzenia i przekazania, jest tanie. Może nawet bezwartościowe. To bardzo przypomina podejście, któremu dał wyraz publicysta "Gazety Wyborczej" Wojciech Orliński. Napisał, że jak ma coś ważnego do powiedzenia, pisze o tym w gazecie, a kiedy chce powiedzieć coś mniej istotnego, publikuje to na blogu. A na Facebooku ląduje już tylko totalny szmelc.

Znów mogę tylko przytaknąć.

A ja nie, choć rozumiem że ma to sens dla dziennikarzy. Ale jesteście stosunkowo małą i pod tym względem dość specyficzną grupą. I może z waszej perspektywy prowadzenie darmowego bloga wydaje się stratą czasu. Ale dla większości osób blog jest podstawową i dobrą formą dzielenia się treściami często wysokiej jakości. Wzorem eksperckiej wiedzy udostępnianej za darmo jest prawnik Piotr "Vagla" Waglowski. Jego serwis jest od lat miejscem świetnym, darmowym źródłem informacji o prawie i nowych technologiach.

Dobrze, ale chyba nie liczy się tylko to, gdzie opowiadamy tę historię?

Na poziomie praktycznych rad - jak to robić? - w tej książce nie da się znaleźć zbyt wiele. W tym sensie Mistewicz jest doskonale spójny z głoszonym w niej przesłaniem.

Co to znaczy?

Bo ta książka nie jest głównym kanałem, przez który Mistewicz sprzedaje swoją własną historię. W "Marketingu narracyjnym" mamy tylko schematyczny opis problemu. Według zasady: nie zaczynaj wystąpienia od: "W ubiegłym roku nasza firma zarobiła tyle i tyle", powiedz raczej: "Mój dziad kochał czekoladki, mój ojciec kochał czekoladki, kocham je i ja". To jednak wciąż rady na dużym poziomie ogólności. A kto chce w pełni skorzystać z know-how Mistewicza, powinien zapisać się do niego na szkolenia, które są już znacznie droższe niż książka. Można też oczywiście czytać darmowego bloga, którego prowadzi.

@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.00000320a.804.jpg@RY2@

Marek Matusiak

Alek Tarkowski socjolog internetu, dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska i koordynator polskiego oddziału Creative Commons. W latach 2008-2011 członek Zespołu Doradców Strategicznych przy Premierze

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.