Taki powinien być każdy sportowiec
Dowiedziałem się właśnie, że w naszym kraju istnieje coś takiego jak Liga Baseballu. I myliłem się, sądząc, że amatorsko grają w niej tylko pracownicy ambasady USA oraz zarząd lokalnego oddziału McDonalds’a. Otóż liga liczy łącznie - uwaga, uwaga! - 46 klubów, w tym m.in. Yankees Działdowo, Steers Wołów, Dragons Opoczno, a także Pasikoniki Warszawa. Nie zmyślam. To są autentyczne nazwy klubów, których zawodnicy noszą śmieszne rękawice, a także mają nienaturalnie wypchane krocza. Do tego biegają w kółko po boisku, zdobywając jakieś bazy, ale tylko wówczas gdy trafią drewnianym kijem w niewielką piłkę rzuconą przez przeciwnika, co porównywalne jest do trafienia z procy w lewą półkulę księżyca. Nie sądzę, aby na tym sporcie dało się w naszym kraju zarobić godziwe pieniądze, dlatego jestem pewien, że baseballiści dorabiają po godzinach. Być może wieczorami pełnią funkcję "pałkarzy" w nieformalnych zespołach ds. windykacji. Albo demonstrują swoje krocza w nocnych klubach dla pań.
Ostatnio jeden z zawodników tłumaczył przed kamerą, że - wbrew temu, co powszechnie się sądzi - nie jest to sport, w którym używa się wyłącznie mięśni. - Wymaga znacznie więcej wysiłku intelektualnego niż fizycznego - stwierdził. Ehe, jasne. Wszyscy sportowcy tak mówią - skoczkowie, biegacze, piłkarze, panczeniści, siatkarze i młociarze. Nawet ciężarowcy twierdzą, że podnosząc 200-kilogramową sztangę, muszą myśleć. Ale chyba tylko o tym, żeby nie spadła im na głowę. Prawda jest taka, że sportowcy muszą mieć parę w nogach, dobrą koncentrację, superkondycję i... w zasadzie to by było na tyle. Podczas biegu przez płotki nie muszą rozgryzać prawa grawitacji, które pomaga im utrzymać równowagę. A gdy trzymają w ręku drewniany kij, nie zastanawiają się, czy czasami nie wycięto hektara brazylijskiego lasu deszczowego, aby go wykonać. W rzeczywistości sportowcy myślą tylko o czterech rzeczach: zwycięstwie, sławie, pieniądzach i tym, co sobie za nie kupią. To wszystko. Mimo to piłkarze na każdym kroku podkreślają, że "na boisku muszą myśleć". Ale przypominają o tym, bo cały świat ma ich za głąbów, którzy w pięcioliterowym wyrazie potrafią popełnić sześć błędów. Chcą wyglądać na mądrzejszych, niż są w rzeczywistości.
To wszystko trochę przypomina mi rynek SUV-ów. Wzięły one swój początek od tzw. terenówek, co oznacza, że mają korzenie woła roboczego - topornego, tandetnego, ale pracowitego. Pewnego dnia ktoś postanowił zrobić z tego woła smukłą i mądrą antylopę - pojawiły się luksusowe wnętrza, mocne silniki, komputery i finezyjne, smukłe kształty. Tak powstał Mercedes M, Audi Q7 czy BMW X5. Wszystkie imponują nowoczesną technologią, osiągami, przestronnością etc. Brakuje im tylko jednego - charakteru. Są jak sąsiad, który mieszka obok was od 10 lat, a mimo to nigdy nie powiedzieliście mu "dzień dobry". Bo oprócz tego samego numeru bloku absolutnie nic was nie łączy. Mam na myśli to, że z SUV-ami nie da się nawiązać bliższej relacji. Można je polubić, ale nie można ich pokochać. Są jak wózek na zakupy, widelec albo młotek - to po prostu narzędzia. Jest jednak pewien wyjątek od tej reguły - jeep grand cherokee.
Wsiadając do tego auta, nie spodziewałem się absolutnie niczego dobrego. Jego poprzednie generacje przypominały stereotypowego Amerykanina - były spasione, tandetnie ubrane i poruszały się z gracją tankowca. Takiego jeepa w 2009 r. kupił Fiat. I nie mam pojęcia, jak to się stało, ale Włosi zaczęli robić w Stanach samochody, jakich nigdy nie potrafili zrobić u siebie - świetnie wykonane, oryginalne. Słowem: bardzo dobre. Rzecz jasna pod wieloma względami nadal odstają od konkurencji: nowy cherokee prowadzi się wyraźnie gorzej niż nowe X5, nie jest tak luksusowo wykończony jak mercedes klasy M ani nie wykonano go z taką dbałością o szczegóły jak niemieckich konkurentów. A mimo to jest lepszy niż one oba razem wzięte. Wydaje mi się, że trudno będzie to wytłumaczyć słowami, ale mimo to spróbuję.
Gdy jedziecie bmw albo mercedesem, wyglądacie na piłkarzy. Te auta pasują do wyżelowanych fryzur i obcisłych dżinsów, ewentualnie uszytych na miarę garniturów noszonych do trampek w kolorze kokainowej bieli. Są wyrafinowane i estetyczne jak budynek opery w Sydney, błyszczące, wygładzone i czarujące. A jeep jest po prostu męski. Tak męski, że świetnie wyglądają w nim także kobiety. Gdy zobaczycie obok siebie cherokee i mercedesa M, zrozumiecie, o czym mówię - Amerykanin wygląda tak, jakby za moment miał podnieść nogę i z pogardą nasikać na Niemca. Wygląda na zdecydowanego, pewnego siebie, silnego i odważnego. Czyli wygląda jak Bogusław Linda przy Maćku Zakościelnym.
Jeździłem wersją z trzylitrowym dieslem i muszę przyznać, że jego 250 koni wykonuje doskonałą robotę. Świetna dynamika idzie w parze z imponującym wygłuszeniem wnętrza, nawet lepszym niż u niemieckich konkurentów. Watę w zawieszeniu zastąpiono w końcu stalą, a tandetne plastiki we wnętrzu - drewnem i skórą, którą w wersji Summit obszyto nawet deskę rozdzielczą. Co więcej, w przeciwieństwie do innych aut w tej klasie jeepem nie tyle można, co warto zapuścić się w poważniejszy teren. Ma regulowany prześwit, różne blokady jakichś dziwnych mechanizmów i nurzanie się nim w błocie sprawia ogromną frajdę. To też odróżnia go od bmw czy mercedesa. Gdy wypuszczacie Niemców na poligon, boicie się, że wrócą bez rąk, nóg i z raną ciętą na podbrzuszu, przez którą będą wyglądały wszystkie flaki. Tymczasem Amerykanin powróci utytłany od stóp do głów i z szerokim uśmiechem na twarzy.
Tak jak za kierownicą jeepa nie czułem się już dawno w żadnym samochodzie. Wyglądałem na poważnego i wyluzowanego zarazem. Na eleganckiego w nienarzucający się sposób. Na pewnego siebie, i wreszcie - na kolesia z klasą, a nie kasą. Po prosu wyglądałem świetnie. I czułem się świetnie.
@RY1@i02/2014/066/i02.2014.066.000002200.803.jpg@RY2@
Jeep grand cherokee
@RY1@i02/2014/066/i02.2014.066.000002200.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu