Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Samochód Roku? Darujcie sobie, nie ma takiego

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 24 minuty

W miniony poniedziałek, późnym wieczorem, zadzwoniła do mnie przemiła redaktorka prowadząca weekendowe wydania naszej gazety i poprosiła, abym w pierwszym tegorocznym numerze Magazynu uraczył was materiałem o nowościach 2014. Czyli o samochodach, których jeszcze nikt nie widział, a które w najbliższych 12 miesiącach wjadą do internetów, następnie do salonów, a później - do naszych garaży. Zabrałem się zatem do katorżniczej pracy polegającej na wpisaniu w wyszukiwarkę frazy "motoryzacyjne premiery 2014". I okazało się, że już wszyscy o tym napisali. I to nie dwa dni, a dwa miesiące temu.

Jako pierwsze - co oczywiste - wróżenie zaczęły gazety i portale poświęcone samochodom, następnie dzienniki, tygodniki polityczno-społeczne, później portale kulinarne, szafiarki, pisma wnętrzarskie, serwisy dla wędkarzy i myśliwych, wszystkie pudelki, a ostatnio nawet poradniki psychologiczne. Najwyraźniej autami interesują się wszyscy i można je umiejętnie podciągnąć pod każdą kategorię życia - wybrać model, który łatwo się prowadzi w szpilkach od Louboutina, albo taki, w którym można poczuć się wyzwolonym niczym po psychotropach. Wskazać auto, w bagażniku którego można przetransportować wędkę, ewentualnie zwłoki. Albo takie, z którego tapicerki szybko i łatwo spiorą się plamy po sosie z Big Maca. Obecnie motoryzacją pasjonują się nawet organizacje walczące o równouprawnienie i czystość powietrza. Te pierwsze wybierają gejowóz roku (w 2013 tytuł ten otrzymało mini roadster; ponoć jury do gustu przypadł jego hamulec ręczny), a te drugie - model najbardziej przyjazny szpakom. W świetle tego wszystkiego ogarnia mnie wielkie zdziwienie, że episkopat Polski jeszcze nie wpadł na pomysł stworzenia rankingu samochodów dżender, którymi prawdziwi katolicy nie powinni jeździć. Albo aut, w których najłatwiej się montuje foteliki dziecięce...

Wszystko to dało mi do myślenia. Bo sam jeszcze do przedwczoraj nie byłem w stanie odnaleźć w głowie ani jednego nowego modelu, którego premierę zapowiedziano na ten rok. Ja, który co tydzień w tym miejscu staram się opisać wam, jak najlepiej potrafię, wrażenia z jazdy jakimś samochodem. Może to oznacza, że wcale nie znam się na samochodach? A już na pewno, że nie interesują mnie one tak bardzo, jak mi się wydawało? Wiem, kiedy Apple wypuści nowego iPada oraz kiedy spodziewać się nowego Xboxa. Ale gdybyście zapytali mnie, kiedy Volkswagen zaprezentuje nowego passata, pewnie pomyliłbym się o jakieś 15 lat. Tymczasem ma się to wydarzyć lada chwila.

Nie zdarzyło się też, abym zgodził się z werdyktem jury jakiegokolwiek konkursu na Samochód Roku. A to dlatego że według mnie nie ma czegoś takiego jak "samochód roku". Może być samochód dekady albo ćwierćwiecza, a nawet stulecia. Coś wyjątkowego, jak fiat 500, ford T albo volkswagen garbus, czyli auta, które wpłynęły na losy świata - zmotoryzowały go. Auta wybitne, kultowe, ponadprzeciętne nie tylko dzisiaj, lecz także wczoraj, jutro i za kolejne 10 lat. Nie może być mowy o Samochodzie Roku w czasach, gdy kilkadziesiąt marek produkuje kilkaset modeli w milionowych nakładach, przy czym w rzeczywistości wszystkie one są do siebie tak podobne, że gdy przychodzi wam znaleźć własne auto na parkingu przed supermarketem, to musicie prosić o pomoc jasnowidza.

Owszem, są samochody definitywnie złe, jak peugeot 2008. Ale wybór pomiędzy pozostałymi to wyłącznie kwestia gustu i indywidualnych preferencji. Jeżeli macie posturę hobbita, to nie wybierzecie golfa dlatego, że ma o dwa centymetry więcej miejsca na nogi niż peugeot 308. Gdy macie 70 lat, nie próbujecie udawać, że jest inaczej, kupując bmw M3, tylko kierujecie swoje kroki prosto do salonu Mercedesa. Gdy jesteście troszkę przygłusi, nie będzie przeszkadzał wam hałasujący silnik, a w przypadku gdy często podróżujecie z trójką rozwrzeszczanych bachorów, może się on okazać nawet zaletą. Zawieszenie pozwalające na szybkie pokonywanie zakrętów? Przepraszam, a czy naprawdę zamierzacie pokonać trasę z Krakowa do Zakopanego ze średnią prędkością 270 km/h? Z kolei gdy nie macie za dużo do wydania na auto, po prostu kupicie dacię lub coś używanego. I tyle. Nie ma w tym żadnej filozofii, punktacji, oceniania rozstawów osi, liczenia przełożeń w skrzyniach biegów etc.

Chcę przez to powiedzieć, że w kwestii wyboru auta powinniście ufać wyłącznie sobie. Może się okazać, że teoretycznie najlepsze - zdaniem fachowców z branży - auto akurat was rozczaruje do głębi. Ja tak miałem w minionym roku z volkswagenem golfem GTI oraz z audi R8. Żadne z nich nie zapewniło mi emocji i wrażeń, jakich oczekiwałem. Owszem, R8 było piekielnie szybkie i precyzyjne, ale prowadząc je, z nudów ciągle dłubałem w nosie. Z kolei golf okazał się zbyt komfortowy, spokojny i grzeczny jak na hot hatcha. Ale to nie oznacza, że wam też się nie spodoba. Przeciwnie - istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że akurat wy go za to pokochacie. Tak samo jak ja uwielbiam marcepan, podczas gdy znam przynajmniej tuzin ludzi, którzy wymiotują na sam dźwięk tego słowa. Rozumiecie, co mam na myśli? Samochód powinno się wybierać sercem, a nie próbować zamknąć go w tabelce z centymetrami, milami, złotówkami, litrami, kilometrami i niutonometrami (czymkolwiek one są). Gdybyśmy tak postępowali, to wszyscy, bez najmniejszego wyjątku, jeździlibyśmy najbardziej bezdusznym autem świata - skodą octavią.

Z tych wszystkich powodów nie interesuje mnie to, jakie modele będą miały swoją premierę w najbliższym roku. Po prostu nie mogę nic o nich powiedzieć, nie wiem, jakie są, i dopóki nie zobaczę ich na żywo, nie dotknę i nie spróbuję, to nie mam zamiaru zawracać sobie nimi głowy. Tak samo jak nie planuję już teraz - jak niektórzy - lipcowych wakacji. Zrobię to dopiero pod koniec czerwca, tradycyjnie na ostatnią chwilę. Nie przygotowałem też jeszcze wielkanocnego menu, choć do świąt zostało raptem 108 dni. Zacznę nad nim pracować dokładnie za 107,5 dnia. Dlaczego zatem miałbym zastanawiać się nad tym, jakie będzie nowe renault megane?

Niemniej z poczucia obowiązku prześledziłem liczącą kilkadziesiąt pozycji listę aut, które mają się pojawić w tym roku. I nie ma na niej ani jednej pozycji, przy której zrobiłoby mi się gorąco. Ani jednej, przy której zatrzymałbym się i powiedział sam do siebie: no, tego naprawdę nie mogę się doczekać. Owszem, z ogromną chęcią usiądę za kierownicą nowego golfa R, alfy romeo 4C i bmw M4, gdy już będą dostępne. Ciekawi mnie też, czy nowy land cruiser na żywo wygląda równie paskudnie (co zapowiadają jego pierwsze zdjęcia) jak Maryla Godzilla Rodowicz w noc sylwestrową. I czy wreszcie potrafi jeździć jak należy również po asfalcie, a nie tylko po skałach, błocie i kamieniołomach. Oraz czy nowe mondeo będzie rzeczywiście podobne do astona martina. Nie jest to jednak rodzaj niecierpliwości towarzyszący staniu w stumetrowej kolejce do jedynego toi toia w promieniu stu kilometrów. Nie przebieram nogami, nie skaczę i nie trzymam się za krocze. Bo nie sądzę, aby tym wszystkim warto było się zajmować już teraz. Szczerze mówiąc, wolałbym skupić się na przeszłości, czyli samochodach, którymi jeździłem w ubiegłym roku. Było bowiem kilka takich, które zapadły mi w pamięć. Nie twierdzę, że spodobają się również wam, a już na pewno nie są to samochody roku. Ale - o ile planujecie zakup jakiegoś auta - to na pewno powinniście okazać im przynajmniej minimum zainteresowania. Bo mają w sobie coś, czego nie da się wyrazić słowami, wyśpiewać i zdefiniować. Ja mam na to swoje określenie - te auta mają duszę.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.825.jpg@RY2@

Audi S3

Zdaniem wielu moich znajomych największą premierą minionego roku w stajni Audi był koń z numerem RS6. Cóż. RS6 rzeczywiście jest piorunująco szybkie, ale sprawia wrażenie niezdarnego i ociężałego, przez co cały czas odnosicie wrażenie, że siedzicie na grzbiecie nosorożca. Tymczasem S3 to koliber na haju - lata jak opętany przez szatana, jest w stanie w ułamku sekundy precyzyjnie zmienić kierunek, cieszy jak rollercoaster i zapewnia podobne wrażenia jak on. A jednocześnie idealnie nadaje się do jazdy na co dzień. W tym aucie odkryłem, że Newton się mylił - grawitację można oszukać.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.826.jpg@RY2@

BMW i3

Mamy do czynienia z pierwszym samochodem elektrycznym, którego prowadzenie sprawia frajdę. Wbicie gazu w podłogę oznacza bezgłośne, pozbawione jakiejkolwiek turbodziury katapultowanie do setki w ledwie siedem sekund. Samo to wystarczy, by pokochać i3. I tylko jedna mała rada - nie zrażajcie się jego wyglądem. O spektakularnej brzydocie tego auta zapomnicie, gdy tylko ruszycie z miejsca.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.127.jpg@RY2@

Citroen C4 picasso

W tym miejscu możecie pomyśleć, że widok silikonowej Maryli Godzilli Rodowicz na wrocławskiej scenie sylwestrowej wywołał trwały uraz mojej psychiki, ale naprawdę C4 picasso jest jednym z najfajniejszych samochodów ubiegłego roku. Francuzi zdefiniowali minivana na nowo, przy okazji wszczepiając mu duszę. Co prawda jest to dusza wykonana z krzemu, litu, jonów, polimerów i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze, niemniej całe to skomputeryzowanie picasso mi się podoba.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.828.jpg@RY2@

Mercedes SLS

Jeżeli samochody rzeczywiście mają duszę, ten swoją zaprzedał diabłu. Najpierw podkrada się do was po cichu, mydli oczy pięknem swojej karoserii i wnętrza, otula miękką skórą foteli, urzeka łatwością prowadzenia i kusi dźwiękami. Po czym w ułamku chwili urywa wam łeb i posyła na tamten świat. SLS jest pierwszym supersamochodem, którym z powodzeniem możecie w komfortowych warunkach codziennie dojeżdżać do pracy, a na torze w kwadrans zamienić jego opony w chmurę dymu i smrodu. Oprócz miliona złotych musicie jednak dysponować jeszcze czymś znacznie ważniejszym - zdrowym rozsądkiem.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.129.jpg@RY2@

Mitsubishi pajero sport

Nowoczesne SUV-y są jak elektryczna maszynka do golenia od Brauna: modne, perfekcyjne, zrobione z tytanu, aluminium i włókien węglowych, wykonane z dbałością o najmniejsze detale, dopasowane do waszej anatomii, regulowane w każdej płaszczyźnie etc. Na ich tle pajero sport jest jak klasyczna brzytwa, wymagająca dużej wprawy i regularnego ostrzenia na kamieniu belgijskim. I właśnie w tym tkwi jego urok. Ma charakter, co oznacza, że w świecie samochodów jest gatunkiem wymierającym.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.830.jpg@RY2@

Volkswagen beetle

Znacie to uczucie, gdy z wielkim entuzjazmem udajecie się na wakacyjny urlop nad morze, po czym przez dwa tygodnie leje, z rogu hotelowego pokoju wyrasta grzyb o rozmiarach Kanady, a wasze dzieci dostają anginy? No więc z beetle było odwrotnie - uznawałem go za najgłupszy, najbardziej niedorzeczny samochód, mogący być jedynie powodem do wstydu, frustracji i poczucia porażki. Szczególnie z punktu widzenia faceta. Tymczasem okazał się stylowy, szybki, zwrotny, komfortowy i uniwersalny. Czyli taki jak golf. Tyle że znacznie fajniejszy, bo z duszą.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.831.jpg@RY2@

Ford fiesta ST

Za 75 tys. zł otrzymujecie auto, które jest gabinetem psychologicznym na kołach. Możecie stracić oko, mogą okraść wam dom, wasza żona może puścić się z waszym najlepszym kumplem, a wasz syn oświadczyć, że się zakochał i wychodzi za mąż za Andrzeja. Ale w jednej chwili zapomnicie o tym wszystkim, gdy tylko zatrzaśniecie za sobą drzwi fiesty. Nie spotkałem się z samochodem, który dawałby tyle poczucia wolności i swobody co ona. Samochodem, który pozwalałby odrywać się od rzeczywistości przy każdym przekręceniu kluczyka w stacyjce. Jeżdżąc fiestą, nie czułem się kierowcą, tylko jednym z jej trybów. A to oznacza, że mały ford nie jest autem roku. Jest autem dekady.

@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.000002100.832.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.