Dziennik Gazeta Prawana logo

Przekleństwa intelektu

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Marcel Proust mawiał, że wielcy pisarze piszą tylko jedno dzieło. On tej zasadzie poświęcił całe swoje twórcze życie

Proust wiedział, że "W poszukiwaniu straconego czasu" uczyni go wielkim. Wiedział też, że stworzy powieść totalną, po której będzie mógł zamilknąć. Wszystko, co pisał wcześniej, miało być jedynie przygotowaniem gruntu pod jego fundamentalne dzieło. Przed "W poszukiwaniu..." opublikował zresztą niewiele. Zbiory szkiców "Rozkosze i dnie" oraz "Pastisze i mieszaniny", jak twierdził Jan Błoński, "były to tylko szkice, ćwiczenia, wprawki przygotowujące dzieło, z którym utożsamiał własne życie". Istniała jeszcze powieść "Jan Santeuil", nad którą pracę Proust rozpoczął w latach 90. XIX w. Mając jednak świadomość jej niedostatków, nie tylko jej nie wydał, ale nawet nikomu nie pokazał. Gdy 30 lat po śmierci pisarza odtworzono ją z podartego rękopisu, okazało się, że w powieści znaleźli się podobni bohaterowie i podobne epizody do tych z "W poszukiwaniu straconego czasu" - tyle że w niedoskonałej jeszcze postaci.

Nie jest inaczej z "Przeciwko Sainte-Beuveowi". Ta książka stworzona ze skrawków, polemik, luźnych i czasem niedokończonych zapisków oraz fragmentów wspomnień w gruncie rzeczy odzwierciedla proces formowania się idei największego dzieła Marcela Prousta. Tłumaczka książki na język polski, Anastazja Dwulit, błyskotliwie porównuje ją nawet z popularnymi współcześnie making ofami kultowych seriali. Czytając "Przeciwko Sainte-Beuveowi", odkrywamy, jak wyglądał proces powstawania wielkiej powieści Prousta i jak tworzyła się jej koncepcja. Aktorzy są jeszcze w charakteryzatorni, plan jest na razie prowizoryczny. I tu także znajdujemy wątki, myśli i postaci, które po pewnych modyfikacjach znalazły się we "W poszukiwaniu...". Co z tego, że mityczną magdalenkę w pierwotnej wersji zastąpił sucharek - ważne okazują się rozważania Prousta nad mechanizmem działania ludzkiej pamięci.

"Z każdym dniem coraz mniej cenię sobie intelekt" - oświadcza z mocą Proust już w przedmowie do "Przeciwko Sainte-Beuveowi". Intelekt - klaruje autor - nie tylko nie ułatwia poznania istoty tego, co liczy się dla artysty, ale wręcz je uniemożliwia. Intelekt zafałszowuje również przeszłość. "W rzeczywistości każda godzina naszego życia, mijając, wciela się - jak to się dzieje z duszami zmarłych w niektórych ludowych podaniach - w jakiś materialny przedmiot, skrywa się w nim i pozostaje uwięziona na zawsze, chyba że na niego natrafimy, rozpoznamy ją w nim i wywołamy - wtedy zostanie oswobodzona" - czytamy. Stąd już niedaleka droga do odkrycia zakamarków pamięci, do których intelekt nie ma dostępu, a do których kluczami niespodziewanie okazują się wrażenia tak ulotne jak smak ciastka jadanego w dzieciństwie. Proust chce być kolekcjonerem tych drobnych doznań. Tropi drobiazgi - smugę światła, która daje wrażenie nadchodzącego dnia, zapachy, senne obrazy, których nie da się przyszpilić na jawie. To dlatego we "W poszukiwaniu straconego czasu" tak istotne są detale, które uwodząc narratora i czytelnika, kierują opowieść na nieprzewidziane wcześniej tory.

No dobrze, ale co z tym wszystkim ma wspólnego postać Charlesa-Augustina Sainte-Beuvea, starszego od Prousta o co najmniej dwa pokolenia pisarza i klasyka krytyki literackiej? Cała idea książki miała zacząć się od eseju polemizującego z metodą krytyczną Sainte-Beuvea, zakładającą szperanie w biografii twórcy dzieła literackiego. Żarliwe, a niekiedy szydercze teksty Prousta to również fascynująca lektura - ukazuje jego koncepcję literatury i wrażliwość, z jaką odczytuje dzieła de Nervala, Baudelairea, Balzaka czy Flauberta. Wszystko to jednak się rozprasza. Jak się okazuje, teksty zebrane w zbiorze nie tworzą spójnej całości. Literackie polemiki mieszają się z zapisami snów, wspomnień, wrażeń. Jest tu odważny esej o homoseksualizmie i wspomnienie pierwszej dziecięcej rozkoszy fizycznej. Co jakiś czas powraca postać matki, do której narrator w swoich szkicach czasem bezpośrednio się zwraca. Chwilami trudno odpowiedzieć na pytanie, o czym jest "Przeciwko Sainte-Beuveowi" - nie jest to jednak zarzut. Tak samo, wbrew szalonym próbom grupy Monty Pythona, nie da się w zwięzłych słowach powiedzieć, o czym jest "W poszukiwaniu straconego czasu".

@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.19600050d.803.jpg@RY2@

Corbis/Profimedia

Marcel Proust jako figura woskowa w podparyskim Château de Breteuil

Malwina Wapińska

@RY1@i02/2015/241/i02.2015.241.19600050d.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.