W wolnej chwili
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy po wysłuchaniu tej płyty, to żal, że trwa tylko niecałe 40 minut. Klimatyczna, przepełniona elektroniką podróż, w którą Daniel Bloom zabiera nas na "Lovely Fear", to wspaniale spędzony czas dla fanów klawiszy w stylu lat 80. Na swoją wycieczkę muzyk, znany chociażby z filmowych soundtracków do "Wszystko co kocham" i "Tulipanów", zabrał ciekawe osobowości. Przy mikrofonie stanęli m.in. Gaba Kulka, Mela Koteluk i Tomek Makowiecki. Znakomicie wyważony między wolnymi fragmentami a momentami przebojowymi album wyprodukował sam Bloom. Na początku w ucho wpadają rytmiczna electropopowa "Katarakta" z Koteluk i taneczne synthpopowe "Lovely Fear" z Iwoną Skwarek z projektu Rebeka. Ale najchętniej powracam tu do dwóch utworów z Makowieckim. Przypominają one ostatni materiał wokalisty, "Moizm". Przebojowe "Heartbreakers", a szczególnie klimatyczna ballada "Addicted" na pewno pozostaną ze mną na długo. "Lovely Fear" to od tej pory mój ulubiony materiał Blooma, tuż obok muzyki z "Tulipanów".
@RY1@i02/2015/212/i02.2015.212.19600080a.806.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Brytyjski kwartet Rudimental w połowie listopada wystąpi w Warszawie. Bilety sprzedają się znakomicie (koncert przeniesiono z Palladium na Torwar), co nie powinno dziwić, bo ten projekt jest obecnie jedną z najgorętszych nazw na tanecznej scenie. Ich poprzednia płyta "Home" z 2013 roku sprzedawała się znakomicie. Nie inaczej jest z "We The Generation". To zapewne z jednej strony zasługa samego Rudimental, które stworzyło zestaw praktycznie samych pop-tanecznych hitów w klimacie drum’n’bass, soulu i house’u. Ale z drugiej na pewno popularność płycie dali zaproszeni goście. Lista jest imponująca. Są tu chociażby Ed Sheeran, Ella Eyre, Lianne La Havas, nieżyjący już Bobby Womack oraz Dizzee Rascal. Płyta zgodnie z tytułem może być zbiorem hymnów młodego pokolenia. Mimo produkcyjnego perfekcjonizmu i zacnych gości w stu procentach jednak do mnie nie przemawia. To bardzo przyzwoity album, pełen łatwo wpadających w ucho numerów, ale brak mu duszy. Nie sądzę, żebyśmy go pamiętali za 10 czy więcej lat. Na pewno jednak warto pójść na ich koncert.
@RY1@i02/2015/212/i02.2015.212.19600080a.807.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Magda Umer wiecznie młoda. Na płycie "Duety" śpiewa piosenki Agnieszki Osieckiej, Jeremiego Przybory, Seweryna Krajewskiego czy Jana Wołka, a wykonuje je w towarzystwie przyjaciół: artystów, piosenkarzy, śpiewających aktorów. To prawdziwie imponujący zestaw. Płytę tworzą duety między innymi z Krystyną Jandą, Grzegorzem Turnauem, Anną Marią Jopek, Januszem Gajosem czy Stanisławem Sojką. Są wykonawcy, od których nie chcemy żadnych rewolucji, wiemy, czego się po nich spodziewać, lata i dekady temu zasłużyli na miano stałych gości naszej muzycznej wyobraźni. Do tego grona należy również Magda Umer. W piosenkach, solo i w duecie, śpiewa wrażliwością, a niekiedy nadwrażliwością, emocjami, poczuciem humoru i inteligencją. Dzięki temu teksty z reguły wybitnych artystów nabierają nowych znaczeń, są piękne i zrozumiałe. Nowa płyta Magdy Umer to także wysmakowane aranżacje oraz doskonały skład jazzowy, dzięki któremu wszystkie bossa novy, tanga i szansony w rodzaju promującego płytę evergreenu "Pa!-role" (duet z Januszem Gajosem) wybrzmiewają jak gdyby po raz pierwszy.
@RY1@i02/2015/212/i02.2015.212.19600080a.808.jpg@RY2@
Łukasz Maciejewski
Nakręcony w 2013 roku "Samotny rejs" nie mógł antycypować tsunami uchodźców, z którym mierzy się dzisiaj Europa, choć jego punkt wyjścia zachęca do takich założeń. Żeglarz Yann Kermadec biorący udział w samotnym wyścigu dookoła świata ma przymusowy postój u wybrzeża Afryki. Po opuszczeniu Czarnego Lądu odkrywa na pokładzie pasażera na gapę. To nastoletni Mauretańczyk, dla którego jak dla większości emigrantów podróż przez Atlantyk jest szczytem marzeń. Kiedy żeglarz wścieka się, bo towarzystwo może spowodować jego eliminację z wyścigu, chłopak nie może się nadziwić, jak i po co ktoś może chcieć się ścigać dookoła świata. Zanim zrozumieją swoje cele i potrzeby, minie trochę czasu, wypełnionego raczej dłużyznami. Bo poza spotkaniem tych dwóch ludzi na bezkresnych wodach oceanu - a więc w miejscu idealnym, bo tu obaj są równi - niewiele ten film oferuje. Mimo to wciąż jest istotnym głosem w sprawie kryzysu islamskich imigrantów. Sięgnijcie po niego, zamiast czytać przepełnione uprzedzeniami i hejtem komentarze w internecie.
@RY1@i02/2015/212/i02.2015.212.19600080a.809.jpg@RY2@
Artur Zaborski
Anglojęzyczny debiut Marjane Satrapi dla wielu fanów artystki może być rozczarowaniem, zwłaszcza po świetnych adaptacjach jej własnych komiksów "Persepolis" i "Kurczak ze śliwkami". Historia psychopatycznego - a jednocześnie niepokojąco sympatycznego - zabójcy dziewcząt, słuchającego złowieszczych podszeptów swojego kota oraz dobrych rad psa, prawdopodobnie lepiej nadawałby się na krótkometrażowy żart niż pełnowymiarową fabułę. "Głosy" opierają się na jednostajnym dowcipie, ale mają jednocześnie nieodparty, campowy wdzięk, podkreślany starannie wypracowanym kiczem kostiumów i scenografii. Grający główną rolę Ryan Reynolds z wyraźną ulgą wykpił swój stereotypowy wizerunek fajnego chłopaka z sąsiedztwa, zaś Satrapi - niezmiennie obdarzona wyjątkową wizualną wrażliwością - udowodniła, że na potrafi się bawić konwencją thrillera/horroru, ambitniejsze projekty zostawiając na potrzeby swoich komiksów. Nic wielkiego, ale na okołohalloweenowy seans wystarczy.
@RY1@i02/2015/212/i02.2015.212.19600080a.810.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu