Dziennik Gazeta Prawana logo

Wszystko sprywatyzować

27 czerwca 2018

W natłoku różnych lektur niemal przeoczyłem wydaną w ubiegłym roku książkę Jacka Tittenbruna "Kolonizacja nauki i świata przez kapitał". Teraz ten błąd naprawiam, bo rzecz jest tego warta. Poznański socjolog i ekonomista jest państwu znany przede wszystkich z wielotomowej "Z deszczu pod rynnę" - napisanej z benedyktyńską starannością monografii polskich procesów prywatyzacyjnych. Książka to ważna, choć z powodu natłoku nazw, dat i informacji niemal nieznośna do czytania. I gubiąca gdzieś sedno zaprezentowanej przez Tittenbruna krytycznej analizy procesów sprzedaży i rozparcelowania majątku narodowego odziedziczonego po PRL.

Tych, którzy przy okazji "Z deszczu..." do Tittenbruna trochę się zniechęcili, mogę uspokoić. Jego najnowszą książkę czyta się dużo lepiej. Tittenbrun język ma kwiecisty i gawędziarski, ale - co do zasady - raczej nie gubi po drodze swojej głównej tezy. I krok po kroku udowadnia czytelnikowi, że z naszym światem jest coś nie tak. A konkretnie został on podbity i skolonizowany przez kapitał. Zwłaszcza w ostatnich dekadach, gdy kapitalizm zatriumfował na ziemi w sposób bezwarunkowy i wyłączny. Snuta tu przez poznańskiego naukowca opowieść dotyczy zrazu samej nauki. W tej części Tittenbrun pisze ze szczegółami o tzw. imperializmie współczesnej ekonomii. Która na naszych oczach podbija kolejne dziedziny wiedzy. Rozpycha się łokciami nie tylko w socjologii, politologii czy historii. Ale również pretenduje to miana najlepszego sposobu na rozwiązywanie problemów z przestępczością, otyłością lub ulicznymi korkami. Tittenbrun - jako marksista (choć antykomunista, taki to paradoks) - z pewnym rozbawieniem tropi też niesamowitą karierę, jaką robi we współczesnym świecie słowo "kapitał". Które już nieraz grzebano razem z Marksem głęboko pod ziemią, ale ono zawsze wracało. A to w formie "kapitału ludzkiego", a to znów "społecznego" lub "kulturowego".

Pod koniec książki Tittenbrun robi nagły odwrót od nauki i zaczyna pisać o prawdziwym życiu. Tych kilka krótkich rozdzialików to z kolei przegląd postępującego utowarowienia kolejnych dziedzin otaczającego nas świata. Mamy więc opowieści o prywatyzacji przestrzeni publicznej, komodyfikacji -przekształcenia rzeczy, usług, ale i pomysłów oraz idei z wartości użytkowej na wartość wymienną - szkolnictwa wyższego, kultury, natury, wiedzy czy wreszcie opieki zdrowotnej. Nie brakuje też rozdziałów bardziej "odjechanych" jak na przykład takich, które opisują komodyfikację śmierci czy nawet moralności. I nawet jeśli nie przypadnie państwu do gustu w sumie dość mętny rozdział finałowy tej książki poświęcony memetyce, to i tak nie ma co narzekać. Na tle trudnych do odróżnienia i często niszowych prac naukowych z pogranicza ekonomii i socjologii ta książka jest naprawdę o czymś. A jej celem jest wręcz to, by nas trochę nastraszyć. Bo wszechogarniający marsz kapitału jest zdaniem Jacka Tittenbruna zjawiskiem bardzo realnym i jeszcze bardziej niebezpiecznym. ©?

@RY1@i02/2015/212/i02.2015.212.000002800.802.jpg@RY2@

Jacek Tittenbrun, "Kolonizacja świata nauki przez kapitał", Zysk i S-ka, Poznań 2014

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.