Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Szukając godności

28 czerwca 2018

Choć Wim Wenders ponosi ostatnio klęski na polu kina fabularnego, pozostaje niekwestionowanym mistrzem dokumentu. "Sól ziemi" to dzieło dorównujące klasą rewelacyjnej "Pinie" i - kolejny w dorobku reżysera - intrygujący portret artysty. Dokument o brazylijskim fotografie Sebastiao Salgado stanowi ewidentny hołd dla twórczości bohatera, ale nie ma w sobie nic z celuloidowego pomnika. Zamiast tego fascynuje liryzmem, subtelnością i melancholijnym pięknem pojedynczych kadrów.

Tak jak większość filmów Wendersa, "Sól ziemi" można sklasyfikować jako kino drogi. Niemiecki twórca, wraz ze swoim bohaterem, wyrusza w podróż szlakiem jego najważniejszych życiowych wyborów. W tej eskapadzie towarzyszy im ktoś jeszcze - syn Sebastiao, Juliano Ribeiro Salgado, który został podpisany jako współreżyser "Soli ziemi". Młody twórca postępuje wbrew modnym tendencjom biograficznych dokumentów i nie wykorzystuje filmu do tego, by snuć pod adresem ojca efektowne oskarżenia. Za sprawą swego udziału w projekcie uwiarygadnia działania Salgado, przekonuje, że w pogoni za spełnieniem artysta nie zaniedbał życia rodzinnego i stanowił dla syna źródło inspiracji.

Bardziej niż prywatność bohatera obu twórców interesują jednak efekty jego pracy. "Sól ziemi" pozwala zapoznać się z niezwykłą filozofią twórczą Salgado. Brazylijski artysta stara się dokumentować wydarzenia polityczne z perspektywy umykającej zwykle uwadze zachodnich mediów. Tuż po upadku komunizmu odwiedził na przykład Stocznię Gdańską, w której dostrzegł nie tylko miejsce przełomowych decyzji politycznych, lecz również codziennego wysiłku rzeszy robotników. Salgado od wielu lat portretuje także miejsca naznaczone biedą, ludzką krzywdą i niesprawiedliwością. Na przekór praktykom tabloidów sytuuje się jednak jak najdalej od estetyki szoku. Nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach poszukuje śladów ludzkiej godności, a swoją twórczością chce dawać odbiorcom pocieszenie i nadzieję.

Równie istotne pobudki kryją się za jednym z ostatnich projektów bohatera - "Genesis". Praca nad tą wystawą stanowi przedmiot największego zainteresowania twórców "Soli ziemi". Salgado tłumaczy przed kamerą, że po latach odwiedzania miejsc kojarzonych z konfliktami i przemocą postanowił sportretować te zakątki globu, które pozostały nietknięte ręką człowieka. Choć brazylijski fotograf uwiecznia zapierające dech w piersiach widoki, unika mentorskiej egzaltacji godnej "Drzewa życia" Terrencea Malicka. W obcowaniu z wielkim pięknem zachowuje tę samą dyskrecję, co podczas kontaktu z ekstremalną brzydotą.

Pokora Salgado udziela się także twórcom godzącym się, by przez cały film pozostawać w cieniu swego bohatera i spoglądać na świat jego oczami. Ujmująca bezinteresowność i prostolinijność stojąca za "Solą ziemi" sprawia, że dokument przynosi rzadko spotykane dziś w kinie oczyszczenie. Wizja Salgado i Wendersa daje widzowi pretekst do zachwytu nad światem, lecz jednocześnie nie pozwala zapomnieć o sprowadzonym na niego przez człowieka okrucieństwie. Dzięki temu znakomity dokument wciela w życie credo Erica Rohmera pragnącego wyposażać filmy w "niełatwy optymizm, który nie neguje tragizmu rzeczywistości, ale znajduje moc, by się przez niego przebić".

@RY1@i02/2015/207/i02.2015.207.19600030c.803.jpg@RY2@

AGAINST GRAVITY

@RY1@i02/2015/207/i02.2015.207.19600030c.804.jpg@RY2@

Piotr Czerkawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.