Za mgłą pozorów
Żyjemy w świecie z nadmiarem bodźców i masek, jakie zakładamy, żeby przetrwać. Autentyczność przestała być w cenie - mówi Jonathan Franzen. Jest gwiazdą Conrad Festivalu w Krakowie
Franzen znany jest jako ten, który krytykuje serwisy społecznościowe i nie dba o własną popularność. Co - paradoksalnie - przyniosło mu wielką sławę. Kiedy Oprah Winfrey w 2001 roku zaprosiła go do swojego programu - odmówił. Po czym jego "Korekty" trafiły na szczyty list bestsellerów. Do dziś książka sprzedała się w nakładzie ponad 3 milionów egzemplarzy. Autor przez kilkanaście lat od jej premiery był w mediach opisywany jako zamknięty w sobie, niepokorny, nadmiernie szczery. Teraz uznawany jest za jednego z najważniejszych i najbardziej uznanych współczesnych pisarzy amerykańskich. Po polsku ukazała się właśnie jego najnowsza powieść, "Bez skazy" - o relacjach, zależnościach rodzinnych, korzeniach, poszukiwaniu miłości.
Czy nie opowiada pan wciąż tej samej historii?
Każdy pisarz musi znaleźć jakiś sposób na opisywanie rzeczywistości. Mój już został ustalony - opisuję zwyczajność, przeciętne rodziny, które - jak mi się wydaje - zawsze jednak coś ukrywają. Pod pozorną miałkością szukam gorących emocji. I okazuje się, że taki sposób patrzenia dotyka czytelników, że chcą się z tego rodzaju opowieściami identyfikować.
Kiedy okazało się, że ten sposób pisania jest najwłaściwszy dla pana?
"Korekty" właściwie zadecydowały o mojej całej dalszej pracy. Można powiedzieć, że od tej powieści powtarzam sposób opisywania bohaterów, rodzaj konstruowania metafor, strukturę powieści. Znam dobrze te schematy, choć uważam, że bycie w cieniu własnej twórczości nie jest niczym dobrym.
Na ten sposób opisywania świata miała wpływ pana zabawa w teatr w latach młodości?
Chodziło rzeczywiście raczej o zabawę niż poważne podejście do pisania sztuk i grania w nich. Pisząc dramaty, nie myślałem o wielkiej literaturze, ale o zabawie. Zresztą nie należę do pisarzy, którzy chcieli tworzyć powieści od dzieciństwa albo bardzo wczesnej młodości. Tego rodzaju zajęcie postrzegane było w mojej rodzinie jako niepoważne. Mogło być hobby, ale nie zawodem.
Kto w takim razie sprawił, że literatura stała się dla pana czymś bardzo ważnym?
Ojciec, w niezamierzony sposób. Dużo czytał, nie tylko książki, również czasopisma, magazyny, gazety. I czytał mi wieczorami, kiedy byłem dzieckiem. Nie wyobrażałem sobie wieczoru bez literatury. Myślę, że właśnie dzięki jego podejściu do obcowania z drukiem nie czytam dziś na urządzeniach elektronicznych. Uważam, że zadrukowany papier to jedna z bezcennych rzeczy, które nam pozostały po starym świecie.
Teatr jednak doprowadził pana do zostania pisarzem.
W naturalny sposób. Moja pierwsza książka, "The Fig Connection", była sztuką. Dobrze sprawdzała się na scenie i została opublikowana. To właściwie zmieniło mój świat, stworzyło mnie od nowa. Przekonałem się, że jestem w czymś naprawdę dobry. Potem próbowałem podejść do stworzenia powieści, ale nie dało się ominąć etapu pisania opowiadań. A dziś pisanie daje mi znacznie więcej emocji niż tylko podnoszenie poczucia własnej wartości. Daje mi znacznie więcej, niż mogłem się spodziewać. Choćby radość z tego, że daję coś czytelnikom, prowadzę rodzaj rozmowy z nimi przez moje książki.
A co pana zdaniem one dają ludziom?
Poza historiami, które opisują, są po prostu rozrywką. Nie wierzcie autorom, którzy twierdzą inaczej. Literatura powinna - choćby częściowo - cieszyć, dawać jakiś rodzaj radości pisarzom, ale też czytelnikom. Może to być przyjemność estetyczna, poznawcza, emocjonalna.
Jaki rodzaj satysfakcji z pisania jest najważniejszy dla pana?
Zadowolenie z poznawania samego siebie, sprawdzania, co mnie boli, a o tym milczałbym, gdybym nie pisał. Ale przy tym uważam, że pisarz powinien się wystrzegać ekshibicjonizmu. Potrzeba popularności nie może wygrywać z rozsądkiem. Uważam, że dla tego, co najważniejsze, potrzebny jest jakiś rodzaju kamuflażu. Mocne rzeczy powiedziane nie wprost mają większą siłę. Chodzi o odpowiednią formę, nie mam na myśli mijania się z prawdą, co moim zdaniem jest dziś zbyt powszechne. Żyjemy w świecie z nadmiarem bodźców i masek, jakie zakładamy, żeby przetrwać. Autentyczność przestała być w cenie.
Jak opisałby pan formę swojej literatury?
Wybrałem przekaz inteligencki, epicki, jednak przystępny. A ja sam przyjąłem rolę pisarza postmodernistycznego, trochę publicystycznego. Na początku było to silniejsze. Teraz jestem już człowiekiem bardzo dojrzałym i po prostu robię swoje.
Jakie książki uznałby pan za bazę swojej pracy, punkt odniesienia?
Kiedy zacząłem poznawać literaturę świadomie, jako część mojego warsztatu, zaczytywałem się w wielkich powieściach rosyjskich, francuskich, angielskich. Tych, które - jak nam się wydaje - opisują prozaiczne, nieciekawe życie. Ale pod spodem dzieje się coś ważnego. Zawsze za mgłą pozorów, drobnych przyjemności albo małych niewygód dzieją się prawdziwe dramaty. Umiejętne opisanie tego jest dla mnie najlepszą literaturą.
Jutro (24.10) na Conrad Festiwalu - "Korekta świata. Spotkanie z Jonathanem Franzenem", a w niedzielę Gala Nagród Conrada połączona z wykładem Franzena
@RY1@i02/2015/207/i02.2015.207.19600070b.802.jpg@RY2@
AP
Rozmawiała Marta Strzelecka, "Uroda Życia"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu