Wożeni na pokuszenie
Dorabiający przedsiębiorca, student ekonomii i osoba cierpiąca na bezsenność. Kierowcy Ubera są zaprzeczeniem tradycyjnych taksówkarzy. W dobrym i złym tego słowa znaczeniu
Jeździłam kilkanaście razy. Sama i z koleżankami. W tygodniu i w weekendy. Na parokilometrowe kursy i na dłuższe, na obrzeża miasta. Samochody były różne, w większości osobówki. Bez oznaczeń, bez identyfikatora kierowcy, taksometru czy czytnika kart. Bez nieśmiertelnej choinki o zapachu toalety. Czyste, niczym prosto z salonu. Ale często z mnóstwem prywatnych rzeczy w środku. Jeden z wiozących mnie kierowców miał na tylnej kanapie stosik książek, również do użytku przez pasażera. Drugi dla odmiany - przepraszał za lekki rozgardiasz, bo nie zdążył posprzątać po podwózce czworga dzieci na przyjęcie. Opakowania po cukierkach, gdzieniegdzie klocki. W ramach rekompensaty usilnie częstował maślanymi ciasteczkami. Przyznał, że coraz częściej myśli o kupnie fotelika dla dzieci, bo wciąż zdarzają mu się klienci z maluchami. Trafił mi się też jeden kierowca wyjątkowo ponury, z którym do centrum jechałam z duszą na ramieniu. Przez całą drogę nie odpowiedział ani słowem na próby zagadnięcia, tylko nerwowo stukał palcami w kierownicę.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.