Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Trubadurzy z drugiej linii

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Tydzień temu pisaliśmy o ciekawych wokalistkach, których na razie próżno szukać na szczytach list przebojów. Teraz czas na mężczyzn

Już 18 października w warszawskiej Stodole będzie można posłuchać na żywo Ryana Keena. Młody Brytyjczyk właśnie wydał swój debiutancki krążek "Room for Light" (Magic Records). Gra i śpiewa trochę w stylu swojego dobrego kolegi, robiącego karierę po obu stronach oceanu, Eda Sheerana (Keen supportował go na wielu koncertach, także u nas). Intymne, pop, folkowo-rockowe kompozycje nagrał we własnym mieszkaniu. W głównej roli na płycie występuje jego delikatny głos i akustyczna gitara. Momentami Keen nieco przynudza swoją egzaltacją. Na szczęście jednak w wielu miejscach na "Room for Light" pokazuje, że ma kompozytorski talent. Wystarczy posłuchać chociażby znakomitego "Trouble" z bluesowym zacięciem. Jeżeli lubicie granie w stylu Sheerana czy Damiena Ricea, to Ryan Keen i jego muzyka oraz szczere teksty (potrafi w mocny sposób opowiadać o związkach damsko-męskich) są dla was.

Dużo większe doświadczenie ma na scenie, wyglądający na okładce swojej nowej płyty jak kierowca ciężarówki na obiedzie u swoich statecznych, konserwatywnych rodziców, John Grant. "Grey Tickles, Black Pressure" (PIAS), jego trzeci solowy krążek, z delikatnym graniem Ryana Keena nie ma wiele wspólnego. Amerykanin zaprosił na niego wyjątkowych gości. Na perkusji gra były bębniarz Siouxsie and the Banshees, znany jako Budgie. Wokalnie udzielają się Tracey Thorn z Everything but the Girl oraz Amanda Palmer. Śpiewający wcześniej w The Czars Grant przygotował z nimi miks indie folku z psychodeliczną domieszką. Są tutaj pełne elektroniki, rytmiczne fragmenty, jak znakomite "Disappointing" z Thorn, wstawki gitarowe w duchu indie rocka "Down Here" czy zwariowane kompozycje z zakręconymi bitami ("Snug Slacks"). Być może "Grey Tickles, Black Pressure" robiłby jeszcze większe wrażenie, gdyby John z 14 numerów wybrał 10 najlepszych, ale to i tak jeden z najciekawszych męskich albumów ostatnich tygodni.

Gdzieś pomiędzy Grantem a Keenem stoi pochodzący z Lizbony David Santos, czyli Noiserv. Dwa lata temu wydał przepełnioną poetyką w stylu Sigur Rós płytę "Almost Visible Orchestra [A.V.O]". Teraz powraca do niej w rozszerzonej wersji. W nowej odsłonie znalazły się cztery dodatkowe utwory, przygotowane w duecie z francuskim artystą Cascadeurem, uhonorowanym w tym roku tamtejszą statuetką Victoire de la Musique. Na nowym "A.V.O" (Naive/Sonic) słychać więcej elektroniki, która czyni ten indiefolkowym album jeszcze lepszym niż pierwotna wersja.

Dużo bardziej zróżnicowany muzycznie jest krążek projektu Kanadyjczyka Dana Bejara (nagrywał też z The New Pornographers), Destroyer. "Poison Season" (Dead Oceans/Sonic) to dziesiąta płyta pod tym szyldem. Album przesycony jest ambientem, jazzem, soulem i retro rockiem. Słychać tu smyczki, fleciki, bongosy, trąbkę, klawisze, akustyczne gitary, no i smutny wokal Bejara. Jakimś cudem Dan poskładał to we wciągającą całość, która mogłaby być soundtrackiem do jakiegoś podróżniczego musicalu.

Z musicalami łączy się postać Glena Hansarda. W 2013 roku, broadwayowska adaptacja filmu "Once", w której zagrał i zaśpiewał, zatytułowana "Once The Musical", przyniosła mu nagrodę Tony. Irlandczyk, znany z grup The Frames i The Swell Season, właśnie wydał drugą solową płytę "Didnt He Ramble" (Epitaph). Zaprosił na nią m.in. Johna Sheahana z Dubliners i Sama Beama z Iron and Wine. W wielu miejscach jego płyta przenosi nas w klimat dublińskich pubów i skrzypkowo-gitarowych występów miejscowych muzykantów. Jeżeli lubicie kraj Guinnessa i whiskey, to "Didnt He Ramble" wam się spodoba.

Na pewno warto też zwrócić uwagę na pierwsze długogrające wydawnictwo Kwabena Sarkodee Adjeponga, czyli Kwabsa, "Love + War", a z drugiej strony na wyjątkowy zestaw "The Complete Recordings" barda Jacksona C. Franka. Nieżyjący od kilkunastu lat Amerykanin był inspiracją dla wielu gwiazd, chociażby Paula Simona. Zdecydowanie warto poznać jego niezwykłą biografię i twórczość.

Jeszcze w tym roku usłyszymy z kolei nowe płyty Jamiego Woona i Jamesa Morrisona. Z pewnością warto na nie poczekać.

@RY1@i02/2015/202/i02.2015.202.19600060a.803.jpg@RY2@

mat. prasowe

Ryan Keen już w niedzielę po raz kolejny zagra w Polsce

@RY1@i02/2015/202/i02.2015.202.19600060a.804.jpg@RY2@

Sonic

Dan Bejar z grupy Destroyer

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.