W wolnej chwili
O poprzedniej płycie walijskiego zespołu Bullet For My Valentine pisałem, że to wpadający w ucho metalowy kąsek. Teraz jest podobnie, choć to kąsek bardziej drapieżny, może porysować ucho i zostawić krwawe ślady. Członkowie zespołu przekonują, że pracując nad piątą płytą, zostawili w studiu krew, pot i zły, chcąc nagrać naprawdę mocny materiał. Pomóc miał im w tym Colin Richardson, który ma na koncie ponad sto płyt z ciężkim graniem, od Sepultury po Slipknot. "Venom" nie jest płytą tak ciężką jak wiele poprzednich dzieł Richardsona, ale faktycznie Bullet For My Valentine przycisnęli, grając mocniej i szybciej, choć wciąż z melodyjnym polotem. Do składu dołączył basista Jamie Mathias i BFMV wyszło to na dobre, choć do genialności im jeszcze trochę brakuje. Wydaje się, że za mało jest w ich melodiach świeżości, podobnie zresztą jak w tekstach. Co prawda metalcore’owa mieszanka łatwo wpada w ucho, ale też wiele po niej w głowie nie zostaje. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że płyta zyskuje z każdym przesłuchaniem. Jeżeli nie podejdzie wam za pierwszym razem, dajcie jej drugą szansę.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.