Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Swoim debiutem sprzed trzech lat "The Name Of This Girl Is" Olivia Anna Livki pokazała, że wśród uczestników telewizyjnych talent show zdarzają się wyjątkowi uczestnicy. Teraz artystka, która ma za sobą epizod w takim programie, wydała drugi album i podobnie jak na debiucie sama napisała teksty i muzykę. Lirycznie Olivia opowiada o popkulturze, męskości, nie ucieka też od tematów politycznych. Muzycznie jest na "Strangelivv" jeszcze bardziej eklektyczna niż na debiucie. Prezentuje ogromne możliwości wokalne. Raz brzmi jak Madonna, innym razem jak Florence Welch, Kate Bush albo M.I.A. W jej piosenkach słychać electro, funk, psychodelię, surowego rocka, a czasami smyczki. W dopracowaniu brzmienia pomagał jej doświadczony w studio Fabian Knof. Livki w wywiadach wspomina, że ten krążek kosztował ją wiele wyrzeczeń i przeszła przez setki problemów. Aby móc go wydać, zwróciła się o pomoc do fanów na jednym z portali crowdfundingowych. Dobrze, że się udało, bo "Strangelivv" to bardzo dobry materiał. 28 maja Olivia zaprezentuje go na żywo w warszawskiej Stodole.

@RY1@i02/2015/098/i02.2015.098.19600080a.806.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

"Nie potrafiłbym sobie przykleić gęby wesołka. Podmiotem lirycznym wszystkich moich płyt jest facet po przejściach, który nie ma złudzeń co do siebie ani co do świata" - powiedział w jednym z ostatnich wywiadów song-

writer, poeta, etnomuzykolog, Adam Strug. Jego nowa płyta "Mysz" właśnie wylądowała w sklepach. Faktycznie, "Mysz" nie jest wesoła. Dzięki naleciałościom bałkańskim sporo piosenek z tego krążka nadaje się do tańca, ale takiego grubo po północy, kiedy na parkiet wdzierają się smutek i nostalgia. Pięknie współgrają tu klarnet, kontrabas czy trąbka. Całość została okraszona ciężkimi, surowymi gitarami, za które odpowiada producent płyty Wojciech Waglewski. Zresztą udziela się tu również wokalnie. Sam Strug może nie ma powalającego głosu, ale jego własne teksty oraz teksty poetów typu Leśmian czy Przerwa-Tetmajer brzmią wiarygodnie i wciągają. Znalazł się tu także wiersz amerykańskiego poety Vachela Lindsaya w tłumaczeniu Roberta Stillera. Płyta nie dla każdego, ale fani poetyckich tekstów i mrocznych songów będą zadowoleni.

@RY1@i02/2015/098/i02.2015.098.19600080a.807.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Zadziwiające, że - poza prostymi grami drukowanymi w prasie jakieś pół wieku temu - nie było jeszcze planszówki o Tytusie. Na dobrą sprawę wciąż nie ma - choć gra "Tytus, Romek i ATomek" wykorzystuje wizerunki bohaterów komiksów Papcia Chmiela, to oparta jest na jednym z niezliczonych pomysłów niemieckiego projektanta Reinera Knizii. Reguły gry - z grubsza rzecz biorąc polegające na tworzeniu przez uczestników własnego "komiksu" - zostały jednak do Tytusowych realiów dopasowane zgrabnie, rozgrywka jest zajmująca, a frajda z posługiwania się komiksowymi gadżetami (np. środkiem płatniczym są tutaj debilary) - olbrzymia. Na podobnych patentach, czyli połączeniu istniejącego projektu z popkulturowymi sentymentami, opartych już było kilka gier, m.in. "07 zgłoś się" . "Tytus..." jest od nich zdecydowanie lepszy. Ale mimo wszystko marzyłaby mi się gra od A do Z stworzona przez autora, który przygody Tytusa znałby na wylot, wtedy ilustracje Papcia Chmiela nie byłyby jedynie magnesem dla fanów serii.

@RY1@i02/2015/098/i02.2015.098.19600080a.808.jpg@RY2@

Jakub Demiańczuk

Co będzie, gdy historie o Frankensteinie, Kubie Rozpruwaczu, Dorianie Grayu, wampirach i innych bohaterach masowej wyobraźni epoki wiktoriańskiej splotą się w jednym serialu? Nie ma wyjścia, musi powiać grozą. "Penny Dreadful" - tak brzmi oryginalny tytuł "Domu grozy" - znaczy mniej więcej tyle, co "sensacja za grosik". W XIX-wiecznej Anglii określano tym mianem prasę bulwarową, która serwowała czytelnikom opowieści z dreszczykiem. Serial, będący dziełem Johna Logana, scenarzysty m.in. "Skyfall", "Aviatora" i "Ostatniego samuraja", jest jak przegląd popularnej prasy z minionej epoki. Sensacja goni sensację, na scenę wciąż wkraczają nowe postaci, osobliwie widzowi znajome, a XIX-wieczny Londyn zdaje się najmroczniejszym miejscem na świecie, gdzie na każdym kroku czają się potworności. "Dom grozy" to przede wszystkim popis dwóch osobowości aktorskich: Timothyego Daltona i Evy Green, która w rolach tajemniczych i demonicznych kobiet czuje się doskonale.

@RY1@i02/2015/098/i02.2015.098.19600080a.809.jpg@RY2@

HBO

MW

Sztuka Macieja Kowalewskiego jest gorzką satyrą na współczesny świat, w którym każdy marzy o pięciu minutach medialnej sławy, nawet za cenę ekshibicjonizmu i upokorzenia. Bohaterki dramatu zostają wybrane do udziału w telewizyjnym show zatytułowanym "Miss HIV", a chcąc zwrócić na siebie uwagę widzów, skłonne są obnażyć najintymniejsze szczegóły z własnego życia. Julia jest nastolatką, Irina i Klara są kobietami po trzydziestce. Łączy je jedno - są nosicielkami wirusa HIV. Do programu dołączy również Urszula, reprezentująca swoją zmarłą na AIDS siostrę, teleturniej zaś prowadzi Rafael, niespełniony showman. Każda z postaci odczuwa samotność i desperacko pragnie akceptacji. Spektakl w reżyserii Krzysztofa Czeczota został wyprodukowany przez WFDiF w ramach cyklu prezentacji polskiej sztuki współczesnej. W rolach głównych zobaczymy Dorotę Kolak, Katarzynę Warnke, Olgę Bołądź, Annę Próchniak i Adama Woronowicza.

@RY1@i02/2015/098/i02.2015.098.19600080a.810.jpg@RY2@

PAT

MW

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.