Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Pan Gillette spotyka pana Cadbury''ego

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Przed państwem książeczka o tym, skąd wzięły się takie firmy jak Kodak, Gillette albo Coca-Cola. Niby to - w czasach wikipedyzmu - nic wielkiego. Ale dobrze napisane historie zawsze się obronią.

To wszystko już oczywiście gdzieś kiedyś zostało opowiedziane. Możliwe nawet, że państwo już o tym nawet gdzieś czytali. Choćby to, że zawodowy domokrążca nazwiskiem King Camp Gillette golił się brzytwą i nagle doznał olśnienia. I niczym współczesny Archimedes zatelegrafował do swojej żony: "Wymyśliłem! Będziemy bogaci". Albo opowieść o Georgeu Eastmanie, pracusiu i fanatyku nowinek technologicznych, który tak się zapalił do idei łatwego fotografowania, że zbudował firmę Kodak, a ta przez kilka następnych dekad niemal zmonopolizowała rynek zdjęciowy na świecie. Albo o bankowcu Johnie Pierponcie Morganie. Albo...

Autor tej książki Sergiusz Prokurat nie wymyślił więc prochu. Zebrał po prostu garść starych i zazwyczaj dobrych historii i opowiedział je raz jeszcze. Zrobił to jednak z tak dużym wyczuciem i lekkością pióra, że warto jego wysiłek dostrzec i docenić. Jego siła tkwi pewnie w tym, że opisywani tu bohaterowie są bardzo plastyczni i żywi. W przeciwieństwie do oficjalnych firmowych hagiografii nie mamy do czynienia z herosami odlanymi z brązu. Uchwyconymi przez speców od PR jako zdecydowani ludzie sukcesu albo prężni wynalazcy. U Prokurata to przede wszystkim ludzie. Mylą się i wygłupiają. Nawet sukces nie od razu wpada im prosto w ręce. Czasem muszą zrobić dwa kroki do tyłu, żeby posunąć się potem o trzy do przodu. A na starość (a czasem już wcześniej) odlatują w mało spodziewane rejony. Na przykład taki Gillette dożywał swych dni jako zdeklarowany krytyk kapitalizmu i admirator sowieckiego komunizmu.

Autora pochwalić też trzeba za odmalowanie obfitego kontekstu historycznego i ciekawość technikaliów. Dlatego gdy pisze o perypetiach Georgea Eastmana (twórcy Kodaka), to nie poprzestaje na wyliczeniu uzyskanych przez niego patentów, ale wyjaśnia, jak ten wynalazca naturszczyk poszukiwał konkretnych rozwiązań technologicznych czy chemicznych. Z książki można się też dowiedzieć wiele na temat technologii konserwowania żywności oraz złożonej relacji rasy ludzkiej i czekolady. Po trzecie wreszcie bardziej wyrobiony czytelnik może też przeczytać te książkę jako zestaw biznesowych studiów przypadku. Które każdemu menedżerowi mogą się kiedyś przydać.

I jeszcze jedno. "Niezwykłe początki znanych firm" to nie jest pierwsza książka w dorobku Sergiusza Prokurata. Ten ciągle dość młody historyk i ekonomista sam ma w życiorysie dosyć niezwykłe epizody. Jak na przykład publikację anglojęzycznego e-booka "Work 2.0. Nowhere to hide", który (zupełnie bez wsparcia promocyjnego) rozszedł się w Ameryce w bestsellerowym nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Już choćby z tego powodu warto się autorowi "Niezwykłych początków" przyjrzeć i zobaczyć, na co go stać.

@RY1@i02/2015/093/i02.2015.093.000002800.802.jpg@RY2@

Sergiusz Prokurat, "Niezwykłe początki znanych firm", PWN, Warszawa 2015

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.