Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Mnich, pani od muzyki i dieta

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

BMW X5 40d

Ku rozpaczy mojej żony jestem wielkim fanem telewizyjnego programu "Galileo", który tłumaczy m.in., jak przebiega proces produkcji sera z mleka łosicy, dlaczego najdroższą herbatę przygotowuje się z odchodów pandy wielkiej i w jakim stroju powinno się nurkować u wybrzeży Australii, aby przypadkowo nie wypełnić żołądka żarłacza tygrysiego. Raz w tygodniu między godz. 21 a 24 lepsza połowa mnie nie może dotknąć pilota od telewizora i zmuszona jest oglądać nawet bloki reklamowe. Z nudów przeprowadza badania statystyczne. Wyliczyła np., że na dziesięć reklam aż osiem dotyczy tak zwanych suplementów diety. Jeżeli mój matematyczny umysł mnie nie myli, to 1545 proc. telewizyjnego czasu reklamowego zajmują leki, których producenci obiecują nam: pozbycie się wody z organizmu i jej zachowanie pod skórą; odchudzającą biegunkę i pobudzenie apetytu; wzwód jak u najtwardszych zawodników niemieckiej kinematografii oraz zredukowanie popędu płciowego do poziomu mchu leśnego. A ponadto pozbycie się kaszlu palacza, problemu z bieganiem przez sen oraz z poceniem się pod pachami. Serio, nieprzyjemnego zapachu spod pach można się obecnie pozbyć, pijąc syrop albo instalując sobie czopki.

Obliczyłem, że aby wyeliminować wszystkie problemy, które dręczą nie tyle mnie, co moje otoczenie, powinienem codziennie łykać osiemnaście tabletek i popijać je dwoma litrami podejrzanych płynów. Nie musiałbym w ogóle ćwiczyć, mógłbym do woli palić i pić, nie spać, odżywiać się w śmietnikach, a i tak uchodziłbym za najzdrowszego, najprzystojniejszego i najhojniej obdarzonego przez naturę faceta w całej okolicy. Kusząca propozycja. Ale z niej nie skorzystam, ponieważ kiedyś poznałem pracownika pewnej dużej firmy farmaceutycznej, który podczas suto zakrapianej kolacji powiedział mi szczerze: "Jedzenie trawy przyniesie ci więcej korzyści niż ćpanie tych wszystkich prochów". A że pijany był również jakiś istotny pionek w dużym koncernie motoryzacyjnym, który towarzyszył nam tego szalonego wieczoru, to dorzucił swoje trzy grosze: "A my, żeby móc napisać, że nasze samochody palą trzy litry, jeździmy tylko z górki". Po czym obaj spojrzeli na mnie takim wzrokiem, jakby oczekiwali wyznania w stylu: "No dobra. Biorę 10 tys. zł za dobry felieton o dobrym samochodzie, 20 tys. zł za niepisanie o złym i 30 tys. zł za pisanie dobrze o złym".

Faktem jest jednak, że wówczas zacząłem baczniej przyglądać się temu, ile naprawdę spalają samochody. I wychodzi na to, że różnice między deklaracjami producentów a rzeczywistością niekiedy liczone są w setkach procent. Zacznijmy od hybryd - wszystkie, bez wyjątku, faktycznie są oszczędne, gdy stoją w garażu. Ewentualnie kisicie się nimi w korkach - wtedy spalają pięć litrów na setkę. Ale ostatnio miałem okazję przegonić po autostradzie lexusa NX300h, który łapczywie się oblizując i bezceremonialnie mlaszcząc, wchłaniał 15-16 litrów na setkę. W trybie Eco. Diesle bywają niewiele lepsze. Osiągniecie w nich spalania na obiecywanym poziomie, pod warunkiem że przez pół drogi zdecydujecie się stać za autem i je pchać. Hyundai grand santafe z prawie 200-konnym dieslem miał palić poza miastem 6,2 litra, ale mnie ta szóstka się odwróciła i nie było mowy o mniejszej wartości niż 9,2. To samo tyczy się nowego passata TDI - 8,5 litra to zupełnie normalny wynik, który nikogo nie powinien dziwić.

Oczywiście we wszystkich tych przypadkach mówimy o normalnej jeździe, z wykorzystaniem (w granicach rozsądku) dobrodziejstw, jakimi obdarzyła nas cywilizacja: autostrad, koni mechanicznych i aplikacji Yanosik. Znam takich (pozdrawiam Cię serdecznie, Robercie B.), którzy chwalą się, że im samochody palą mniej, niż podaje producent. Ale za każdym razem, gdy ich widzę, mam ochotę zrobić im coś, po czym już nigdy nie odważą się usiąść za kierownicą. Albo w ogóle usiąść...

Niemniej są marki, które należy docenić za to, że naginają rzeczywistość trochę mniej niż inni. Należy do nich Volvo - w jego autach faktycznie można zbliżyć się do wyniku deklarowanego przez fabrykę i nie zginąć przy tym od uderzenia kluczem francuskim przez mniej cierpliwego kierowcę. Przyzwoicie wypadają również auta francuskie, a także - co jest pewnym zaskoczeniem - BMW. Modelem 730d tej pierwszej marki przejechałem kiedyś 1000 km na jednym zbiorniku, a raczej go specjalnie nie oszczędzałem. W 320d z jakimiś cudami wspomagającymi oszczędzanie zszedłem w okolice 4,5 litra, ale wymagało to silnej woli, znieczulenia się na słowa zaczynające się na "k" i "s", oraz ciągłego trzymania wyprostowanego środkowego palca przy szybie. Za to już np. zupełnie normalna jazda 230-konnym benzynowym 225i active tourerem kończyła się zaskakująco rozsądnym wynikiem na poziomie 7,5 litra. Ale mistrzem umiarkowania i tak okazało się X5 w wersji 40d, które testowałem w tym tygodniu. Ważący grubo ponad dwie tony kolos, zdolny przyspieszać do setki w niecałe 6 sekund, w mieście spalał 9 litrów i tyle samo na autostradzie. Gdy zaś jego 313 koni potraktowało się ostrogami i wyciskało z nich siódme poty, raczyły się 11 litrami. Przyznacie, że w przypadku takiego auta to wyniki godne uznania. Zresztą cała nowa "ix piątka" na nie zasługuje - jest równie kompetentna, co moja nauczyciela muzyki z liceum. Zawsze była świetnie przygotowana do zajęć, nie można było odmówić jej wiedzy, konsekwencji i zdyscyplinowania, a do tego była całkiem zgrabna. Ale mimo to nigdy za nią nie przepadałem. I tak samo jest w przypadku X5 - w wersji 40d to fantastyczny, bliski doskonałości SUV. Obawiam się jednak, że posiadając go, czułbym się jak mnich zażywający suplement wzmacniający potencję - niby mam coś dużego, ale ni cholery nie mam jak tego wykorzystać.

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.000002400.803.jpg@RY2@

BMW X5 40d

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.000002400.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

 szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.