Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Exodus: Bogowie i królowie Mojżesz superbohater

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nowy film Ridleya Scotta to wystawne widowisko i niestety niewiele więcej

Jest kilku reżyserów, których każdy film urasta do rangi wydarzenia. Ridley Scott bez wątpienia do nich należy. Brytyjczyk, który świetnie odnalazł się w realiach Fabryki Snów, od blisko 40 lat w niezwykle zmyślny sposób pogrywa z wyobraźnią widzów. Jest mistrzem inscenizacji, a przy tym twórcą niezwykle różnorodnym. Jego najnowszy film "Exodus: Bogowie i królowie" nie dorównuje jednak takim klasykom jak "Łowca androidów" czy "Gladiator".

Śmiało można założyć, że historię opowiedzianą w "Exodusie" zna niemal każdy. Dla reżysera, a z pewnością i scenarzysty Stevena Zailliana, to sytuacja z jednej strony wymarzona, z drugiej jednak dość ryzykowna. Widzowie nie zagubią się w fabularnych meandrach, nie trzeba im niczego tłumaczyć. Chodzi raczej o to, by zmierzyć się z ich, nierzadko wymagającym, wyobrażeniem. "Exodus" to filmowa biografia Mojżesza, od czasów wychowania u boku dziedzica tronu faraona Setiego Pierwszego, przez egipskie plagi, aż po przejście przez Morze Czerwone. Temat chętnie podejmowany przez kinematografię, zwłaszcza amerykańską, stwarzający wiele inscenizacyjnych możliwości, ale i narzucający pewne ograniczenia. Tematykę biblijną Ridley Scott przedstawia w sposób dobrze znany z filmów superbohaterskich, ale jeżeli chwilę się nad tym zastanowić, ma do tego wszelkie przesłanki. Grany przez Christiana Balea Mojżesz równie chętnie co ze swojej inteligencji korzysta z miecza u boku, a i szybko się okaże, że umiejętności w tej mierze ma nie gorsze niż Russell Crowe w "Gladiatorze".

Scott stara się przy tym podkreślić ludzki wymiar swoich bohaterów, pokazać zarówno ich zalety, jak i przywary. Tak też obrazuje narastający konflikt pomiędzy Mojżeszem a faraonem Ramzesem (Joel Edgerton). Z czasem jednak empatię i litość zastępują brawura i chytre próby przechytrzenia adwersarza, a ekranową psychologię zastępuje efekciarstwo. Można się na to zżymać, ale efekt bywa przekonujący, nawet jeśli scenariusz woła o pomstę do nieba. Zaillian sygnalizuje wiele wątków, o wielu z nich potem jednak zapomina, przeskakuje za to do kolejnych, jakby dążył do pokazania jak największej liczby zapadających w pamięć scen. W efekcie "Exodus: Bogowie i królowie" to raczej film dla dużych chłopców niż szerokiej publiczności. Scotta tym razem nie zawiódł talent, ale instynkt. Z lepszym scenariuszem miałby szansę na sukces.

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.196000100.802.jpg@RY2@

IMPERIAL-CINEPIX

Kuba Armata

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.