Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Powrót do przeszłości

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W serialu "Sonic Highways" członkowie rockowego zespołu Foo Fighters realizują się w roli etnografów. Odwiedzając osiem miast w Stanach Zjednoczonych, w każdym nagrywają piosenkę na swój kolejny album, przy okazji odkrywając muzyczną historię miejsca, do którego zabrnęli. Całość rejestrują kamery nieprofesjonalnego reżysera (w tej roli wymieniony jest frontman zespołu Dave Grohl). W efekcie powstaje nietypowy dokument, który plasuje się gdzieś pomiędzy home made video a reportażem z trasy uzupełnionym o encyklopedyczne wiadomości.

"Sonic Highways" jest podróżą do przeszłości. Cezurę między wczoraj a dziś wyznacza tu przełom cyfrowy. Dzisiejsze zespoły i wokaliści są obywatelami świata. Rzadko chcą być postrzegani jako przynależni do miejsca albo z niego niewyrastający. Wywodzą się z internetu, z którego czerpią wiedzę i muzyczne inspiracje. Odeszły więc bezpowrotnie czasy, kiedy miasta utożsamiano z kolebkami muzycznych stylów i motywów. Regionalizacja już dawno padła ofiarą globalizacji, która bezwzględnie ujednoliciła mody i kierunki poszukiwań. "Sonic..." jest wyrazem tęsknoty za czasami, w których muzyka była częścią pewnej przestrzeni. W tym aspekcie serial okazuje się analityczny, ale w wielu miejscach uproszczony. Jako kartografowie wypadają członkowie zespołu, filmowi przewodnicy, całkiem nieźle. Muzyczna mapa Stanów Zjednoczonych, którą odmalowują, uwodzi. Jest na niej miejsce i dla zasłużonych protoplastów stylów i gatunków miast i okręgów, i dla najpopularniejszych wykonawców i ich utworów, które zostają zacytowane. Brakuje w tym jednak spójnej ciągłości. Dokument ma bowiem formę migawkową. Kolejne odcinki nie zgłębiają fenomenu muzyki, z której słyną poszczególne miejsca, a jedynie przytaczają osiągnięcia znanych wykonawców z tych terenów, kwitując je banalnym komentarzem w rodzaju "byli niesamowici" lub "zmienili historię muzyki". Ten wyraz uwielbienia płynący od muzyków dla muzyków bardziej przypomina poklepywanie po plecach niż rzeczowe wydobycie prawdziwych wartości. Nikt przecież nie jest obyty z tematem lepiej niż jego reprezentanci. A skoro tak, to dlaczego członkowie Foo Fighters nie kopią głębiej i nie wyciągają na plan pierwszy wiadomości, których nie znajdziemy w Wikipedii, a przed kamerą nie stawiają bohaterów drugiego planu, tylko zespoły i piosenkarzy, którzy osiągnęli komercyjny sukces? Może się wydawać naturalne, że w odcinku o Nashville pojawiają się i Dolly Parton, i Emmylou Harris, a jako dziedziczka ich sukcesji wymieniona jest Carrie Underwood, zwyciężczyni amerykańskiego "Idola". Ale czy faktycznie ciągłość country w tym stanie zawdzięczamy tym, którzy przedarli się do rozgłośni radiowych i telewizyjnych? W tym kontekście umiarkowane recenzje nowej płyty Foo Fighters wydają się cokolwiek uzasadnione. Okazuje się bowiem, że ich hołd dla tradycji muzyki mający zjednoczyć różne style, gatunki i historie ma tylko jeden, nie do końca czysty cel - zawojować listy przebojów i sprzedaży płyt.

@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.19600030c.802.jpg@RY2@

HBO

Dave Grohl, lider Foo Fighters, pracuje nad nową piosenką

Artur Zaborski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.