Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kot i jego chłopiec

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

GRY VIDEO Ponad dziesięć lat japoński mistrz Fumito Ueda pracował przy grze, która miała się okazać tytułem przełomowym już dla poprzedniej generacji konsol. Oto "The Last Guardian"

Ponadczasowe arcydzieło czy tytuł spóźniony o pokolenie? Chciałoby się napisać, że odpowiedź kryje się gdzieś pomiędzy podobnymi stwierdzeniami, lecz byłoby to nie fair i wobec graczy, i samego Uedy, dla którego był to projekt bezsprzecznie trudny. Nie ma co dłużej wstrzymywać oddechu: jednak było na co czekać. I choć "The Last Guardian" nie jest grą pozbawioną rys, magia wykreowanego przez nią świata rekompensuje techniczne niedogodności. To tytuł wymagający tyleż rozumu, co serca.

Po niedawnej premierze pojawiły się zarzuty dotyczące topornego sterowania czy chaotycznie poczynającej sobie kamery - w dobie zaawansowanych, wysokobudżetowych gier powinno stawiać to "The Last Guardian" na pozycji straconej. Decyzja przeniesienia gry z PlayStation 3 na PlayStation 4, która zapadła przed oficjalnym ogłoszeniem premiery nowej wtedy konsoli, podyktowana była kwestiami zdroworozsądkowymi: nie było sensu produkować tak głośnego tytułu na starszy system. Ueda również ucieszył się z posunięcia Sony, mógł bowiem dopieścić grę. Ale nieco zmurszała mechanika została. Być może nadużyciem byłoby pisać, że pasuje ona do relatywnie archaicznej atmosfery "The Last Guardian", lecz kto jest dobrze zaznajomiony z poprzednimi tytułami zaprojektowanymi i wyreżyserowanymi przez Japończyka, czyli "Ico" oraz "Shadow of the Colossus", ten poczuje się przy konsoli pewniej.

"The Last Guardian" to duchowy spadkobierca powyższych gier. Również cechują go fabularne niedopowiedzenie, podobna budowa świata przedstawionego czy specyficzna relacja obecnych na ekranie postaci. I to ona w nowym dziele Uedy wychodzi na pierwszy plan. O ile koń Agro był zaledwie narzędziem w rękach głównego bohatera "Shadow of the Colossus", a tytułowy Ico chronić musiał napotkaną bezbronną dziewczynę podczas ucieczki z zamku, o tyle tym razem chłopiec, którym sterujemy, i towarzyszące mu gigantyczne, przypominające gryfa zwierzę będące połączeniem ptaka i kota (stąd imię Trico pochodzące od japońskiego słowa oznaczającego te dwa gatunki) to pełnoprawni partnerzy. A także towarzysze niedoli: obaj nie mają pojęcia, jak znaleźli się pośród olbrzymich ruin obcego im świata i zmuszeni są sobie zaufać, aby wydostać się z nieznanej krainy. Jeden jest potrzebny drugiemu przy rozwiązywaniu zagadek: chłopiec wejdzie tam, gdzie nie da rady Trico, a ten z kolei przeskoczy zawalony most ze swoim nowym przyjacielem na grzbiecie. Graczowi oddano kontrolę nad połową tego nietypowego duetu. A Trico, jak kocia natura mu każe, nie zawsze chętnie posłucha wydawanych mu poleceń, raz trzeba go pochwalić, innym razem zganić. Czasem położy się z przekorą albo nie pójdzie dalej, jeśli nie zostanie nakarmiony. Fochy i fanaberie mogą budzić frustrację, lecz jednocześnie są elementem składowym doświadczenia, jakie oferuje gra Uedy, czyli obcowania z żywym zwierzęciem o specyficznym charakterze. Z każdą spędzoną przed ekranem godziną przywiązanie gracza do Trico rośnie, znajomość jego rutynowych zachowań również.

Czy zatem "The Last Guardian" to propozycja z innej, minionej epoki dla graczy zatopionych w tym, co niegdyś chwytało za serce? Poniekąd, ale to nie żadna wyprawa sentymentalna, lecz gra będąca dziełem twórcy bezsprzecznie utalentowanego i patrzącego na proces producencki holistycznie, gra urzekająca pięknem rozrysowanego przezeń świata i rezygnująca z fabularnej intrygi na rzecz samego przeżycia. A to może okazać się niezapomniane.

@RY1@i02/2016/243/i02.2016.243.19600070b.801.jpg@RY2@

fot. Sony Computer Entertainment

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2016/243/i02.2016.243.19600070b.101(c).gif@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.