W wolnej chwili
Mój głos był do niczego, moje ego upadło, moje serce, wszystko, co mnie otacza. Przestałam być zdolna do śpiewu" - mówiła w jednym z wywiadów o swojej muzycznej przerwie Shirley Collins. Ta przerwa trwała niemal 40 lat. Ostatnią płytę wydała w 1978 r. Ikona muzyki folk odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego wreszcie postanowiła powrócić do muzyki. "Lodestar" wypełniła folkowymi klasykami sprzed kilku dekad lat i kompozycjami, których początki sięgają nawet kilka wieków wstecz. Ten album tak nie pasuje, do tego co dziś króluje w muzyce, że wciąga od razu. Delikatne zaśpiewy Shirley, akustyczna gitara, odgłosy ptaków. Z "Lodestar" bije magia i szczerość. Nic nie jest tu na siłę, nic upiększone, nic nowoczesne. "Dla mnie śpiewanie takich piosenek jest jak spacer po dziewiczych terenach i podziwianie krajobrazu. Czuję na sobie oddech tego, co było, ludzi sprzed lat" - mówi. Dokładnie takie myśli przychodzą do głowy, jak się słucha Shirley. Artystka przenosi słuchacza w niesamowity świat.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/243/i02.2016.243.19600080b.801.jpg@RY2@
Dla Nicka Cave’a i Warrena Ellisa ostatnie miesiące są wyjątkowo aktywne. We wrześniu ukazał się album "Skeleton Tree". Tuż przed nią został wydany soundtrack duetu Cave & Ellis do filmu "Aż do piekła". Teraz ukazał się kolejny filmowy album, a w zasadzie telewizyjny. "Mars" to serial popularnonaukowy przygotowany przez National Geographic, wyprodukowany przez Rona Howarda oraz Briana Grazera, wizja marsjańskiej misji z 2033 r. Nieliczne wokalizy Cave’a, spora ilość elektroniki, minimalizm, trochę na granicy ambientu - soundtrack do "Marsa" to głównie zimne, niespecjalnie rozweselające fragmenty. Czasami czuć melancholię, innym razem osamotnienie, trochę niepewności, grozy. To uczucia, które zapewne towarzyszyłyby członkom kosmicznej wyprawy. Nie ma w tej płycie jakiejś specjalnej magii, nie jest to wybitne soundtrackowe dzieło duetu. Muzyka bardzo dobrze ubarwia obraz, bez niego staje się trochę mniej wciągającą przygodą. Ale to wciąż interesujący kawałek muzycznej ilustracji.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/243/i02.2016.243.19600080b.802.jpg@RY2@
Nie zdarzyło się, żebym do recenzji dostał od zespołu czy wydawcy kasetę magnetofonową. Aż do zeszłego tygodnia. Przesyłka od niezależnego labelu Draw Records spowodowała, że musiałem odszukać i odkurzyć swojego walkmana. "Weird Years" to minialbum projektu CNC, który tworzą Borys Dejnarowicz (The Car Is On Fire) i Piotr Maciejewski (Muchy, Drivealone). Trzecia epka zamyka trylogię rozpoczętą przez "No Mood" (2009) i kontynuowaną przez "False Awakening" (2012) i jednocześnie zamyka działalność projektu. Trzeba przyznać, że CNC żegna się ze słuchaczami w interesujący sposób. Panowie penetrują tu różne elektroniczne rejony. Jest trochę electropopu, trochę IDM. Tytułowy numer to delikatny klawiszowy odmęt. W "The Cocaine Sessions" nie brakuje psychodelii, a w "Sickleaf" żywiołowości. Materiał powinien spodobać się fanom niespokojnych syntetycznych dźwięków. Ładna biała kaseta ukazała się w limitowanej liczbie. Co ciekawe, płaci się za nią tyle, ile uważa się za stosowne. Materiał jest też dostępny cyfrowo.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/243/i02.2016.243.19600080b.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu