Literackie nowości
Jak deklaruje Mariusz Czubaj, "R.I.P." to western. Cenię wartościowe próby twórczej reinterpretacji tego gatunku. Klasyczny western niesie klarowny, jednoznaczny przekaz - zło musi ulec dobru. Epoka filmowych antywesternów przenicowała ten wątpliwy porządek, ukazując złożoność moralnych wyborów w sytuacjach krańcowych; tę dwuznaczność antywestern pożyczył sobie w latach 60. i 70. zeszłego wieku również od czarnego kryminału. Historia zatoczyła koło - współcześni autorzy kryminałów sięgają po estetykę (anty)westernu. Niedawno uczynił to Jo Nesbo w rewelacyjnej noweli "Więcej krwi", teraz zaś Czubaj wypchnął detektywa Marcina Hłaskę (znanego z "Martwego popołudnia") na mazurską prowincję, umiejętnie wystylizowaną na odludzie rządzone żelazną ręką przez lokalnego rekina biznesu, człowieka złego do szpiku kości. Hłasko, zdystansowany miastowy ironista, musi przyjąć tutejsze - dość twarde - warunki gry. Wychodzi mu to na dobre, gdy zlecenie, które przyjął, staje się sprawą osobistą: nie chodzi już wyłącznie o zaginioną kuzynkę wpływowej prokuratorki, ale też o jego ojca, który przepadł bez śladu ponad dwie dekady wcześniej. "R.I.P." to rzecz sprawnie skrojona, potoczyście napisana i rzeczywiście obdarzona ponurą antywesternową atmosferą - niczego innego się zresztą po Czubaju nie spodziewałem. Jedyny problem występuje na poziomie samej fabuły i przybiera postać osobliwego mściciela z hiszpańską bródką, którego obecność jest w tej książce tyleż kluczowa, ile w żaden sposób niewyjaśniona. Czy to aby nie Zorro?
Piotr Kofta
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.19600070b.801.jpg@RY2@
O Odessie świat przypomniał sobie przed dwoma laty, gdy po wybuchu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego spekulowano, że jednym ze strategicznych celów Władimira Putina będzie właśnie ów czarnomorski port. Tak się zresztą składa, że Odessa - dziś jedna z wielkich ukraińskich metropolii - jest rzeczywistym przedmiotem rosyjskiej (jak również postradzieckiej) nostalgii: dzieje Odessy są bowiem ściśle związane z nowożytną ekspansją moskiewsko-petersburskiego imperializmu. Świetna książka Charlesa Kinga precyzyjnie objaśnia ten kontekst - dzieje Odessy, niegdyś wielokulturowego i wieloetnicznego okna Rosji na świat, miasta zrodzonego w XVIII wieku z oświeceniowych ideałów, militaryzmu i chęci zysku, skupiają w sobie jak w soczewce pokrętne losy naszej części Europy. Odessa, awangardowa i przedsiębiorcza, stwarzała kolejnych milionerów dzięki handlowi zbożem produkowanym przez chłopskich niewolników urosła więc na szczególnej fuzji feudalizmu i kapitalizmu. To w Odessie rozkwitły zarówno państwowy antysemityzm wymierzony w asymilujących się Żydów, jak i radykalny syjonizm Żabotyńskiego. To w odeskim porcie w 1905 roku zaparkował na chwilę zbuntowany pancernik "Potiomkin", dając Siergiejowi Eisensteinowi pretekst do nakręcenia jednego z najwybitniejszych (i jednocześnie najbardziej kłamliwych) filmów w dziejach kina. I to w Odessie Rumuni popełnili w czasie II wojny światowej straszliwe zbrodnie wojenne, o których nikt już nie pamięta, włącznie z nimi samymi. King znakomicie pisze i ma umiejętność łączenia odległych od siebie faktów w związki przyczyn i skutków - to dość rzadki dar.
Piotr Kofta
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.19600070b.802.jpg@RY2@
Bohdan Butenko to ikona - chyba nie tylko dla czytelników z mojego pokolenia. Jego bohaterowie towarzyszyli nam od najmłodszych lat: Gapiszon, Gucio i Cezar, Kwapiszon. Kapitalnie wymyślone postaci i fenomenalny surrealistyczny humor zostają w pamięci na zawsze. No i do tego niezliczone mistrzowskie ilustracje ("Panna Kreseczka", "Pięć przygód detektywa Konopki" i dziesiątki innych), zawsze podpisane charakterystycznym "Butenko pinxit". Artysta tego formatu zasługiwałby na porządną (auto)biografię. Tym większym rozczarowaniem są "Nienarysowane historie": ani biografia, ani wywiad rzeka, a jedynie porcja króciutkich, niekiedy dwu-, trzyzdaniowych historyjek. Co gorsza, ta garść anegdotek z życia Butenki nie składa się w żadną sensowną całość. Pogrupowane z grubsza tematycznie (Młode lata, Praca, Podróże, Różne) czasami są nawet zabawne, częściej nie, a chwilami - jak historyjka o grubym panu, który musiał kupować dwie miejscówki - przypominają przetworzone dowcipy z bardzo długą brodą. Do wiedzy o życiu Butenki wnoszą one niewiele, informacji o jego warsztacie, technice, pasjach, inspiracjach nie znajdziecie tu wcale. Nie mówiąc już o jakiejkolwiek próbie analizy twórczości artysty czy choćby bibliografii opatrzonych jego rysunkami wydawnictw (mogłaby zresztą być grubsza niż cały ten skromny tomik). A przecież wciąż mowa o jednym z najważniejszych polskich ilustratorów, współpracującym z czołowymi pisarzami, obdarzonym niezwykłą wizualną wyobraźnią, chętnie eksperymentującym z różnymi środkami wyrazu (opowieść o Kwapiszonie to pierwszy polski fotokomiks, na dodatek łączący zdjęcia z ilustracjami). Butenko jest skarbnicą opowieści. Ale tu ich nie znajdziecie. Na pocieszenie zostają ilustracje mistrza.
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2016/233/i02.2016.233.19600070b.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu