W wolnej chwili
Ostrość rocka Jacka White’a pomieszana z melancholią Chrisa Isaaka i retro brzmieniem Tadeusza Nalepy. Tak określiłbym granie Organka na jego drugiej solowej płycie "Czarna Madonna". Jeszcze do zeszłego tygodnia nie byłem jego wielkim fanem. Nie przekonały mnie dokonania jego zespołu Sofa, a później solowy debiut "Głupi". "Czarną Madonną" zaczyna mnie jednak przekabacać na swoją stronę. Kupił mnie już otwierającą album instrumentalną "Introdukcją" raz idącą w stronę ostrej rockowej zabawy, innym razem podbitą spokojnymi retro klawiszami. Doskonałe jest "Ki Czort" z gościnnym wokalem Nergala z Behemoth: rockowej mocy a la Jack White towarzyszy staroświeckie pianino. Na "Czarnej Madonnie" bywa też balladowo-akustycznie, niemal punkowo i bluesowo. Niektóre numery są mocno rozbudowane, inne oparte na chwytliwych riffach. Póki co, Organek nie kupił mnie tylko swoim wokalem z angielskimi tekstami - są tu dwie takie kompozycje. Materiał jeszcze bardziej zyskuje na żywo. W listopadzie Organek zagra m.in. w Łodzi, Częstochowie, Katowicach i Krakowie.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/218/i02.2016.218.19600080c.801.jpg@RY2@
"Lubię się bawić, mieszać, zestawiać niepasujące do siebie kolory. Jestem bardzo różna w życiu, więc siłą rzeczy odbija się to na mojej sztuce. A ironia to moje drugie imię" - przekonywała mnie Maja Koman w rozmowie dwa lata temu przy okazji premiery jej debiutanckiej płyty "Pourquoi pas". Grając na ukulele i pianinie, a do tego śpiewając po polsku, angielsku i francusku, oczarowała folkowym klimatem i skromnymi balladami. Na swoim drugim krążku "Na supełek" postanowiła polecieć jeszcze mocniej w ironię i miszmasz dźwięków. Rapuje, przeklina, gra surowo i tanecznie. W pierwszych czterech piosenkach nawet przypomina delikatną Maję z poprzedniej płyty, jej wokalowi towarzyszą smyczki i spokojna elektronika. Ale od piątej "Notorycznie" zaczyna się dziać. Do słowa dochodzą ostre gitary, szybkie syntezatory i mocny, krzykliwy wokal Koman. Nie wszystkie pomysły muzyczne Mai (sama napisała piosenki i je wyprodukowała) i ironiczne, czasami na pozór infantylne teksty od razu do mnie przemówiły. Jednak po kolejnym przesłuchaniu różnorodność stylistyczna i słowa wciągają.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/218/i02.2016.218.19600080c.802.jpg@RY2@
"Kiedy usłyszałam piękną, szaloną muzykę Grechuty i Pawluśkiewicza, wiedziałam: o, to będzie wydarzenie. Spektakl, w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, miał niezwykłą jak na tamte czasy oprawę. Na scenę wjeżdżała po torach wielka, skrzydlata lokomotywa. Z piachu wyłaniał się wielki różowy biust" - wspomina w jednym z wywiadów spektakl "Szalona lokomotywa" śpiewająca w nim Maryla Rodowicz. Premiera miała miejsce w 1977 roku. Szybko Pronit wydał płytę z fragmentami musicalu, na której obok Rodowicz teksty Witkacego śpiewali Grechuta i Alibabki. Niedawno ten niesamowity materiał doczekał się wznowienia przez Polskie Nagrania, na pierwotnym nośniku, winylu. Doskonałe teksty ubrane w żwawe i szalone dźwięki fortepianu, klarnetu, saksofonu, syntezatorów i gitar, a przede wszystkim popisy wokalne Maryli Rodowicz do dziś robią wrażenie. To bez wątpienia jedno z najciekawszych dokonań Grechuty.
Na analogowych krążkach ukazały się także inne albumy Marka: "Droga za widnokres" oraz "Magia obłoków".
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/218/i02.2016.218.19600080c.803.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu