Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska daleko od centrum

27 czerwca 2018

Polska jest krajem peryferyjnym. No, może półperyferyjnym. I w zasadzie od tego powinny się zaczynać wszystkie rozważania na temat polityki, gospodarki, przeszłości i przyszłości naszego kraju.

Dlatego z należną uwagą przyjmijmy fakt, że na rynku pojawiła się książka o takim właśnie tytule. Do lektury zachęca już samo nazwisko jej głównego redaktora Tomasza Zaryckiego. A więc jednego z najciekawszych polskich socjologów młodszego (może już średniego?) pokolenia, dyrektora Instytutu Studiów Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Książka prócz jego (dwóch) tekstów zawiera również kilkanaście innych. A wachlarz autorów jest bardzo szeroki: od amerykańskiego socjologa (pracującego na Uniwersytecie w Sydney) Salvatorea Babonesa po znanych polskich badaczy peryferyjności - Annę Sosnowską (kto ma ochotę, niech sięgnie po jej celne komentarze tłumaczące, dlaczego w Polsce tak łatwo wzbiera pogarda dla "leniwych i nierzetelnych" Południowców pogrążonych w kryzysie zadłużeniowym) czy związanego z Instytutem Sobieskiego Tomasza Grossego.

Jak to w monografiach - wszystkie teksty krążą wokół tematu peryferyjności. Owa peryferyjność jest oczywiście doskonale zdefiniowana. Chodzi o dorobek teorii zależności. Bazuje ona na przekonaniu, że wraz z rozwojem handlu międzynarodowego doszło do specyficznego ułożenia się stosunków między krajami biednymi a bogatymi. Jedni zwracali uwagę na (dowiedzione empirycznie już w czasie pierwszej globalizacji) pogarszające się warunki ich wymiany, czyli tego, że biedni musieli oferować coraz więcej dóbr nieprzetworzonych (surowce), by stać ich było na tę samą ilość produktów wyrafinowanych (elektronika, motoryzacja). Inni (głównie ci z lewicy) pokazywali, że tak właśnie działa kapitalizm, który wcale nie tworzy automatycznie rynków zbytu dla swoich towarów. Zamiast tego, targany sprzecznościami między produkcją a realizacją zysków, musi tworzyć nowe rynki - przemocą albo podbojami, co zazwyczaj obraca się przeciwko narodom i cywilizacjom znajdującym się na niższym etapie rozwoju. W ten sposób utwierdza się zjawisko imperializmu, czyli podziału świata na panujące, bogate centrum i zależne od niego, biedne peryferie. Za prawdziwego mistrza teorii zależności uchodzi jednak dopiero Immanuel Wallerstein. Ten urodzony w 1930 r. socjolog wprowadził do słownika termin systemów-światów. A więc globalnej gospodarki kapitalistycznej, która jest odtworzeniem klasowego społeczeństwa w skali makro. System Wallersteina szybko stał się czymś więcej niż tylko teorią. Stał się wręcz osobną szkołą albo może raczej ramą, wewnątrz której inni autorzy dobudowują swoje własne instalacje.

"Polska jako peryferie" próbuje tę tradycję na nowo w naszym kraju ożywić. Ale również - o czym pisze we wstępie Tomasz Zarycki - wyrwać ją trochę z rąk polityków, którzy z kategorii peryferyjności (i oskarżeń, kto do tego doprowadził) uczynili oręże bieżącej walki wyborczej. Deklarowaną ambicją autorów było więc pogłębienie dyskusji o modelu rozwoju naszego kraju, która toczy się dziś w Polsce: choćby przy okazji ogłoszenia planu Morawieckiego, właściwego ułożenia relacji z Unią czy tego, jak powinniśmy się odnosić do najnowszych podrygów globalizacji (CETA, a wcześniej TTIP). Książkę Zaryckiego i spółki radzę czytać powoli, by nie utknąć w dość gęstej momentami treści. Ale czytać warto. Bo lektura pozwoli nam nieco bardziej świeżym okiem spojrzeć na takie tematy jak migracje zarobkowe Polaków po wejściu do Unii czy reindustrializacja, o których powiedziano już niby tak wiele, a jednak nie wszystko.

@RY1@i02/2016/195/i02.2016.195.000003600.801.jpg@RY2@

Tomasz Zarycki (red.), "Polska jako peryferie", Scholar, Warszawa 2016

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.