Przybijanie ludzi do mapy
ESEJ W "Poruszonej mapie" Przemysław Czapliński stawia - poprzez literaturę - niebanalne pytania o miejsce Polski w Europie. Albo poza Europą
Polakom zrobimy numer i umieścimy ich między Niemcami i Rosją - mówi, wskazując na kulę ziemską, brodaty facet z okiem opatrzności nad głową, zapewne Pan Bóg. Rysunkowy żart Andrzeja Mleczki pochodzi z poprzedniej epoki, ale nie zestarzał się ani trochę, wręcz przeciwnie, bo jeśli wydawało nam się naiwnie, że Polska da radę uciec albo choćby odrobinę się ześlizgnąć z mapy, to byliśmy w błędzie.
Czy jednak owo geograficzne położenie to pułapka, z której naprawdę nie ma wyjścia? Czy ludzi można przybić do mapy młotkiem tożsamościowej i historycznej polityki? Czy Polska jest definiowalna tylko w wymiarze horyzontalnym, jako piaszczysta równina rozlana między Zachodem a Wschodem? Na ile ostatnie ćwierćwiecze zdołało przełamać ten wizerunek? Tego rodzaju pytania przyświecały Przemysławowi Czaplińskiemu, gdy pisał swój esej.
Czapliński, kulturoznawca i krytyk literacki, interesował się kartografią nie tyle rzeczywistą, ile mentalną - szczególnie zaś sukcesami i porażkami literackich przedsięwzięć pragnących osłabić geopolityczny determinizm polskiego losu. "Poruszonej mapie" patronuje koncepcja, bliska myśleniu socjologicznemu, że to, co poddane tabuizacji, wstydliwe, nie do końca uświadomione, najłatwiej wydobyć na światło dzienne, badając mechanizmy projekcji. Dlatego właśnie Czapliński celowo nie tropi w literaturze wyłożonych explicite refleksji na temat Polski i polskości, lecz przygląda się pisarskim sposobom ujmowania kulturowej i etnicznej inności, osobliwie tej powiązanej z wymiarami geograficznymi: osiami Wschód-Zachód i Północ-Południe. Przygląda się i wyciąga celne wnioski na temat rozmytego autoportretu, jaki łypie na nas z rosyjskiego, niemieckiego czy szwedzkiego zwierciadełka.
Ostatni rok w dziejach Polski dla jednych jest rokiem "wstawania z kolan", dla innych zaś rokiem "autorytarnej katastrofy" - jak zwał, tak zwał, ale rok ów to również czas definitywnej klęski paru naszych geopolitycznych mrzonek i fantazmatów. Pierwszy z tych fantazmatów to ten o trwałej przynależności do Zachodu: wystarczyły wybory prezydenckie i parlamentarne, by się okazało, że jednak nie, nie jesteśmy tam i być może wcale nie chcemy być; wystarczył kryzys uchodźczy, by wyszło na jaw, że mamy gdzieś europejską solidarność. Ten sam kryzys uświadomił także światu, że nie istnieje nic takiego jak Europa Środkowa, wymarzona, utopijna idylla Milana Kundery, że brak tu wspólnoty interesów, poglądów, a nawet sympatii - jest tylko umiejętnie podsycana nacjonalistyczna panika. Krótko mówiąc, mapa pod naszymi nogami zaczęła się znowu intensywnie przesuwać. Ale dokąd?
Tego Czapliński naturalnie nie wie, ale sporządzony przez niego katalog literackich prób wydostania się z socjogeograficznego potrzasku jest imponujący. Zaczyna się od starań o redefinicję relacji z Niemcami - mamy tu zarówno fundamentalne odkrycie, że niemieccy cywile ucierpieli w czasie wojny i tuż po niej, jak i mokre sny polskiej prawicy o alternatywnej historii, wedle której ramię w ramię z Hitlerem idziemy zgnoić Sowietów. Mamy zatem także problemy z Rosją: postkolonialny lęk przemieszany z poczuciem wyższości czy swoiste "orientalizowanie" rosyjskiego świata (dostaje się solidnie od Czaplińskiego Ryszardowi Kapuścińskiemu za "Imperium" - chyba słusznie). Zarazem jednak mowa tu również o radykalnych działaniach pisarskich Rosję (a może szerzej: Wschód) odczarowujących: m.in. o "Lodzie" Jacka Dukaja czy o unikalnej twórczości Mariusza Wilka. Potem Czapliński rozkłada na czynniki pierwsze zainicjowaną przez Mariusza Szczygła mitologizację Czech jako świeckiego, ziemskiego raju, bada wypartą środkowoeuropejskość z surowców wtórnych w tekstach Andrzeja Stasiuka oraz modernizacyjny przekaz skandynawskich kryminałów.
Poruszony po lekturze "Poruszonej mapy" - proszę wybaczyć grę słów - bardzo chciałbym się dowiedzieć jednego: na ile procesy, o których pisze Czapliński, znajdują odbicie w zbiorowej wyobraźni Polaków; czy przypadkiem nakreślone przez niego mapy nie są tylko zbiorem elitarnych snów. W tym celu należałoby zapewne w oparciu o ustalenia i hipotezy poznańskiego profesora przeprowadzić solidne socjologiczne badanie jakościowe na reprezentatywnej próbie mieszkańców Polski. Czy ktoś się skusi? A może nie ma odważnych?
@RY1@i02/2016/185/i02.2016.185.19600070c.801.jpg@RY2@
DANUTA WEGIEL/FOTONOVA
Piotr Kofta
@RY1@i02/2016/185/i02.2016.185.19600070c.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu