Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Australijczyk Alex Cameron to dla mnie jedno z najciekawszych muzycznych odkryć ostatnich miesięcy. Właśnie wydał debiutancki album "Jumping The Shark". Im bardziej interesuję się tym muzykiem, tym większe odkrywam cuda. Najpierw jego strona internetowa wyglądająca jak strony z końca lat 90. Na YouTube odkryłem z kolei fragment jego występu sprzed dwóch lat, na którym stoi na chodniku i śpiewa do pokazu ulicznego magika. Do tego wygląda jak połączenie Davida Bowiego z Nickiem Caveem. Tych artystów przypomina też muzycznie. Melancholia, minimalizm oparty głównie na klawiszach, niski wokal, wreszcie poważne teksty pisane z punktu widzenia życiowego outsidera. Trudno nazwać to, co gra Alex, ale widać, że w pełni panuje nad swoim wizerunkiem jakby wyjętym z filmu Davida Lyncha. Na pierwszy rzut oka Cameron może wydawać się prześmiewcą, puszczającym oko i nabijającym się z show-biznesu. Kiedy już wsłuchamy się w niego, śmiech ustępuje nostalgicznej refleksji i niepokojowi. Cameron mocno wciągnął mnie w swój dziwaczny świat odmieńców.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.19600080b.801.jpg@RY2@

Nagrodzony w Wenecji debiut reżyserski Bradyego Corbeta "Dzieciństwo wodza" z Robertem Pattinsonem wejdzie w Polsce do kin dopiero w listopadzie. Można już jednak posłuchać niezwykle klimatycznej ścieżki dźwiękowej z obrazu. Jej autorem jest Scott Walker, który zaczynał karierę w latach 60. w zespole The Walker Brothers. Od lat tworzy solo, do tego pisze muzykę filmową, a w CV ma wpisaną współpracę m.in. z Radiohead. Do wykreowania muzyki do "Dzieciństwa wodza" zaprosił kilkudziesięciu instrumentalistów i przy ich pomocy stworzył poruszający, dramatyczny soundtrack. Są tu tematy ocierające się o groteskę, jednocześnie powodujące dreszcz, do tego wprowadzające niepokój, mieszające klimaty z horrorów, dreszczowców, które nie dają spać, i krwawych opowieści. Pojedynczymi dźwiękami podbitymi szmerem smyczków Walker potrafi zbudować niezwykle intrygujące tło, które porusza nawet bez obrazu. Z niecierpliwością czekam, kiedy ta muzyka przeszyje mnie na wylot podczas kinowego pokazu filmu. Strach się bać.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.19600080b.802.jpg@RY2@

Pharrell Williams, Kendrick Lamar, Hudson Mohawke, Rick Rubin, Kanye West, Beyonce, James Blake, André 3000 z Outkast - na taki zestaw współpracowników może sobie pozwolić niewielu. Jednym z nich jest niespełna 30-letni amerykański raper Frank Ocean. Laureat Grammy czy Brit Awards należy do czołówki wokalistów obracających się w rejonach rapu i R&B. Na nowym albumie skręca głównie w stronę tego drugiego. Krążek "Blonde" (tytuł jest też zapisywany jako "blond") został poprzedzony wizualnym projektem "Endless", wydaniem specjalnej gazety i jeszcze paroma innymi medialnymi wydarzeniami. Wreszcie ukazała się płyta, choć na razie tylko w wersji elektronicznej. Mimo ogromnej liczby znakomitych gości i głośneuj akcji marketingowej, całoś to spokojny, przygaszony i w gruncie rzeczy minimalistyczny zestaw siedemnastu numerów. Opiera się na delikatnych, ocierających się o R&B i retro soul dźwiękach, czasami tylko podkręconych bardziej dynamiczymi momentami. Płyta niepozbawiona wielu smaczków, chociażby beatlesowskich sampli. Do wielokrotnego słuchania. Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2016/165/i02.2016.165.19600080b.803.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.