Dziennik Gazeta Prawana logo

W wolnej chwili

1 lipca 2018

Najpierw grał na pianinie, potem była gitara, perkusja, kilka szkolnych kapel. Wreszcie Marius Lauber przyjął dość oryginalny pseudonim Roosevelt - tak, to po amerykańskim prezydencie - i zajął się elektroniką. Zainteresował się nią, kiedy wylądował w Kolonii. Tam grał w kapeli, był didżejem. Po kilku singlach i epce udało mu się nagrać długogrający debiut. Już ponad dwa lata temu wypatrzyły go brytyjskie media, polecając fanom elektroniki z retronaleciałościami. Sam Marius wśród swoich inspiracji wymienia takich artystów, jak: LCD Soundsystem, Caribou czy Talking Heads. Jego "Roosevelt" to jednym słowem album taneczny. Polubią go miłośnicy bujania się w klimacie synthpopowym, retrosoulowym, indierockowym czy minimalu. To bardzo pozytywny album, idealny na letnie rozruszanie. Sprawdzi się w samochodzie, na rowerze, podczas biegania i na wielogodzinnej balandze. "Roosevelt" nie jest w żadnym stopniu płytą przełomową; raczej miłą, pobudzającą mieszanką łatwo przyswajalnej elektroniki i ciepłego głosu Mariusa.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.