Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Wypisanie osiągnięć trenerskich Marka Cieślaka zajęłoby ten cały tekst. W ogromnej mierze właśnie dzięki niemu Polska od kilku lat jest w czołówce najlepszych drużyn świata na żużlu. Trudno byłoby znaleźć zawodnika, który powiedziałby o Marku Cieślaku trenerze złe słowo. Jest, obok Tomasza Golloba, bez wątpienia jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego żużla. Wreszcie doczekał się wciągającej autobiografii. "Pół wieku na czarno" wypełnione jest jego przemyśleniami na temat różnych zawodników, trenerów, prezesów (nie zawsze pochlebnymi), a nawet polewaczkowych (operatorów samochodów zraszających tor podczas zawodów), anegdotami z jego trenerskiej oraz zawodniczej kariery, ale też fragmentami o pozażużlowym życiu. Marek Cieślak sporo opowiada o swojej rowerowej pasji, psach oraz jak przez jakiś czas zajmował się... uprawą pomidorów i ogórków. Najciekawsze są tu opisy czasów, w których Cieślak sam był zawodnikiem. Opowiada o żużlowych kulisach polskiej ligi, lecz także jak wyglądał żużel w Anglii, gdzie jeździł pod koniec lat 70. W tej części znalazły się najciekawsze anegdoty. Chociażby ta o widowiskowo jeżdżącym Józefie Jarmule. Przed meczem potrafił pójść do szatni gości i tam przed zawodami bardzo dokładnie owijać ciało grubą warstwą bandaży (tak wtedy chroniono się przed skutkami upadków), co znaczyło, że zamierza w ten dzień jeździć wyjątkowo ostro. "Pół wieku na czarno" nie jest napisane wyszukanym językiem, jest dość chaotyczne, ale to i tak wciągająca książka. Przede wszystkim dla tych, którzy kochają zapach metanolu i ryk czterech motocykli stojących na starcie.

@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600070c.804.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Trudno było się spodziewać, że liczący ponad 1000 stronic debiut 33-letniej Gruzinki stanie się bestsellerem, znikającym masowo z księgarnianych półek. I choć wydawnictwo Otwarte podzieliło "Ósme życie (dla Brilki)" na dwie części, pierwszy tom objętościowo nadal robi spore wrażenie. Nino Haratischwili opowiada po bożemu, tak jak klasyczną sagę opowiadać się powinno. Na początku był więc gruziński fabrykant czekolady, który u progu ubiegłego wieku dorobił się sporej fortuny. Pragnął spłodzić męskiego dziedzica, ale doczekał się czterech córek. Chciał je korzystnie wydać za mąż i wszystko potoczyłoby się po jego myśli, gdyby planów nie pokrzyżowały mu wojna i rewolucja. Bo oto rodzinny biznes przejmuje państwo, jedna z córek ma pełnić rolę usłużnej żony wysoko postawionego dygnitarza, druga - cierpieć samotność u boku wypalonego wojną męża. Wielkie przewroty historyczne obserwujemy tym razem nie z perspektywy uczestników walk, ale pozostałych w domu kobiet. Mężczyźni opuszczają go, nie dając gwarancji, że wrócą. Gdy wracają, są odmienieni, nie dotrzymują danych obietnic, wprowadzają nowe zasady. To Stazja, Kristine i Kitty zmuszone są porządkować świat pod nieobecność mężczyzn. Nie znaczy to, że ich walka jest mniej krwawa. Haratischwili tworzy epickie dzieło na miarę "Wojny i pokoju" Tołstoja. Pisarka kreuje wyraziste postaci, przekonująco opowiada o ludzkich losach i po mistrzowsku pokazuje rewolucję, drugą wojnę światową i początki stalinizmu z punktu widzenia kobiet. W tym świecie nie ma wygranych, bo wygranych być nie może. Wszyscy dźwigają brzemię - po równo krzywdy i winy.

@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600070c.805.jpg@RY2@

Malwina Wapińska.

Depresja - łatwo powiedzieć. Piszą o niej kolorowe gazety, bez końca rozmawia się o niej w telewizjach śniadaniowych. To taka modna choroba - machają ręką niektórzy. Dla wielu było szokiem, kiedy parę lat temu o zmaganiu z chorobą opowiedziała publicznie Justyna Kowalczyk. Czym miałby martwić się ktoś, kto ma sukcesy, młodość, pieniądze? - zastanawiali się czytelnicy portali plotkarskich. Zrozumie tylko ten, kto sam był chory. Tomasz Jastrun poszukuje własnego języka, by opowiedzieć o depresji. Nic dziwnego, że ten język bywa niekonsekwentny, rwany, raz poetycki, kiedy indziej rzeczowy. Piekło jest przecież niewyrażalne. Jak to się właściwie dzieje, że niespodziewanie dla siebie lądujemy za szybą, zza której będziemy odtąd obserwować realny świat? Dlaczego każda aktywność okazuje się niemożnością? Dlaczego najdrobniejsza czynność zdaje się ponad siły? Skąd bierze się rozpacz, dlaczego kapitulujemy wobec życia?

Autor nie znajduje prostych odpowiedzi. Może na depresję był skazany? Może przekazała mu ją w genach matka, która od momentu pierwszego poważnego załamania nerwowego cierpiała na zaburzenia afektywne dwubiegunowe? A może piekło było wypełnieniem się jakiegoś złowieszczego fatum? Choć zapiski Jastruna prowadzone w najcięższych momentach depresji przejmują grozą, autor pozwala sobie również na ton optymizmu. Depresja jest chorobą, na którą cierpią tysiące, i przy pewnym zaangażowaniu można ją okiełznać. Najlepsza strategia to przejrzeć wroga na wskroś. Kolejne epizody wprawdzie nigdy nie są łagodniejsze od poprzednich, ale z czasem łatwiej poznać ich mechanizm.

@RY1@i02/2016/126/i02.2016.126.19600070c.806.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.