Dziennik Gazeta Prawana logo

Mamy więcej takich Robertów

27 czerwca 2018

Rozmowa z Iwoną Lewandowską

Mamy gorączkę związaną z Euro 2016. W warzywniaku może pani spokojnie zrobić zakupy?

Bez przesady. Nie jestem tak rozpoznawalną osobą jak mój syn. Chociaż zdarza się, że ludzie mnie kojarzą. Sama trenowałam siatkówkę, znam tę atmosferę sportową i bardzo żywiołowo reaguję. Dla mnie najważniejsza jest teraz reprezentacja i żebyśmy wyszli z grupy.

To szaleństwo ciąży synowi?

Nie. On jest bardzo wyciszony. Ma do tego dystans i tego mnie uczy. Nie ukrywam, na początku, w Lechu Poznań, kiedy poznałam stadion, kibiców Lecha, wspaniałą publiczność, wtedy reagowałam bardzo żywiołowo. Robert mnie tonował. Mówił: "Mamo, spokojnie". Kiedy strzelił pięć bramek Wolfsburgowi, nie powiem, że to była normalność dla niego, ale był spokojny. "Fajnie, że strzeliłem". Do tego się dojrzewa. Trenować zaczął wcześnie, od 8. roku życia, i pewnie dlatego ma taki dystans.

Jak kształtować młodego człowieka, by spełnił się w tym, co lubi?

Dziecko kochające sport, jakąś dyscyplinę, samo nie wyrośnie na gwiazdę. Rodzice są pierwszym przystankiem. Jeśli mu nie pomogą, to trudno będzie mu się wybić. To musi być jednak rozsądne podchodzenie do sprawy, nic na siłę.

A co z łączeniem treningów i nauki w szkole? To trudne.

Robert musiał się z tym zmierzyć, żeby pogodzić sport ze szkołą. Nie ucząc się, tak daleko by nie zaszedł. Grając w piłkę, trzeba myśleć, wiedzieć, jak zachować się na boisku i w życiu poza boiskiem.

Robert lubił pani kuchnię?

W niej od początku była zdrowa żywność. Serwowałam Robertowi surówki mojej produkcji, nic kupionego w sklepach. Kotlecik tylko z piersi kurczaka, jakieś mięsko chude. Może błędem było to, że pił za dużo mleka. To wyszło po badaniach. Teraz jest wielka pomoc Ani, jej wiedza pomaga reprezentacji.

Syn jest twarzą turnieju młodzieżowego pod szyldem Coca-Coli. To gryzie się z wizerunkiem piłkarza preferującego zdrowy tryb życia.

No tak... Myślę, że wszystkiego można spróbować. Coca-coli też, tylko nie w nadmiarze. Tak jest z każdym jedzeniem. Jeśli będziemy czegoś używać zbyt dużo, to nam zaszkodzi.

Robert to gracz, którego wszyscy na boisku pilnują. Kuksańce, faule. Woli pani jego mecze oglądać na żywo czy przed telewizorem?

Atmosfera na stadionie jest zawsze niepowtarzalna. Tego nie odda telewizja. Oglądanie meczu na żywo to frajda, wielkie wzruszenie. Oby nie było jednak kontuzji, niezdrowych przepychanek. Tak jest, kiedy przy Robercie kręci się trzech zawodników, jest ciągnięty za koszulkę, podcinany. Najlepszych zawodników próbuje się eliminować. To jest brzydkie, ale taki jest sport.

Futbol zmierza w takim kierunku, by gwiazdy zniechęcić do gry?

Może nie zniechęcić, ale uprzykrzyć im dzień. Wiadomo, że trener przeciwnej drużyny mówi: "Pilnujcie Roberta", a nie "Złamcie mu nogę". Obawiam, żeby poprzez kontuzję przedwcześnie nie skończył swojej piłkarskiej kariery.

Czego możemy się spodziewać po reprezentacji Polski na Euro 2016?

To inna drużyna niż cztery lata temu. Byłam na meczach Euro 2012. Nie zapomnę meczu z Czechami. Tam był słupek, poprzeczka, już piłka miała być w siatce, ale w ostatniej chwili została wybita przez obrońców. Były niesamowite emocje, ale też jakiś pech. Myślę, że teraz takich Robertów w reprezentacji jest więcej. Zawodników grających w zachodnich klubach. To ułatwienie dla Roberta, że nie on sam dyktuje warunki na boisku, że są inni, którzy go odciążą. To czynnik, który spowoduje, że wygramy grupę.

Rozmawiał Rafał Rusiecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.