W wolnej chwili
Alison Mosshart to bez wątpienia jedna z najciekawszych rockowych wokalistek ostatnich lat. Od ponad dekady tworzy brawurowy, indierockowy duet The Kills. Doskonale spełnia się również w bardziej klasycznym rockowym składzie The Dead Weather u boku mistrza współczesnego surowego rocka Jacka White’a. Z powodzeniem również od lat maluje. Ostatnio zrobiła sobie jednak przerwę w pracy nad płótnami, by wraz z producentem, kompozytorem i gitarzystą Jamie Hince’em nagrać nowy album The Kills "Ash & Ice". Duet zderzył tu gitarowe brzmienia z elektroniką. Brudne gitary, motoryczne bity, trochę bluesa, przejmująca ballada z pianinem i akustyczną gitarą - sporo na płycie różnych rejonów. Nie wszystkie się sprawdzają, ale to intrygujący album, bez oczywistego przeboju, za to pokazujący różne oblicza Alison: dzika kontra melancholijna. Na razie bardziej działa na mnie dynamiczna wersja Mosshart, stąd nieco wyżej niż ostatnie dokonanie The Kills stawiam jej doskonały album z The Dead Weather "Dodge and Burn" z zeszłego roku.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.196000800.101.gif@RY2@
Debiut wrocławskiej formacji Aviaries idealnie pasuje do stwierdzenia "najmniej wakacyjna i słoneczna płyta tego lata". Na "Aviaries" rządzi bowiem mroczny duch lat 80. spod znaku nagrań Bauhaus czy wczesnego The Cure. Smutek, niepokój, przygnębienie, melancholia, samotność, lęk - takie odczucia towarzyszą słuchaniu sześciu numerów na tym krótkim, bo zaledwie 34-minutowym albumie. Najszybciej wpada w ucho ponad siedmiominutowy kawałek "What You Breathe With", motoryczny, transowy, wprawiający w jednostajny ruch. Nie mniejsze wrażenie robi również najkrótszy na płycie "Soil" oparty na akustycznej gitarze. Na finał ich pierwszy wspólny numer "Cold", doskonale rozwijający się, pełen psychodelicznych gitar i syntezatorów. To płyta przede wszystkim dla fanów podobnych brzmień sprzed około trzech dekad. Mało nowatorska, za to niezwykle klimatyczna i wciągająca.
16 czerwca kapela zagra "Aviaries" na wrocławskim Dworcu Świebodzkim w ramach imprezy Podwodny Wrocław.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.196000800.102.gif@RY2@
Po wpisaniu w internetową wyszukiwarkę nazwy tego projektu i ich płyty wyskoczy wam sporo... ofert wędkarskich z Kenii. Dopiero po chwili można przebić się do informacji o nowym muzycznym projekcie na naszej scenie, choć te są jeszcze i tak bardzo skromne. "Kenia" to debiut grupy założonej przez muzyków związanych z warszawską sceną improwizowaną i takimi zespołami, jak Przepraszam, Kobiety czy Infant Joy. To miks piosenek poważnych (o Polsce) z luźniejszymi (o harcerzach albo jesieni) w tonacji indierockowej, momentami mogącej przypominać stare dokonania Myslovitz. Bywa psychodelicznie, bywa też niemal punkowo. Najszybciej w głowie pozostaje finałowe "Czy będziesz mnie kochać jutro", czyli wersja klasyka z lat 60. wykonywanego przed laty m.in. przez The Shirelles czy Bryana Ferry’ego. Może gdyby Ryby nagrały większość płyty w takim dansingowym duchu jak ten numer, album byłby jeszcze ciekawszy. Tak, momentami bywa nurtujący, choć mało odkrywczy. Solidna płyta, ale mam wrażenie, że tych muzyków stać jeszcze na więcej.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.196000800.103.gif@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu