W wolnej chwili
Nowa solowa płyta legendy ambientu Briana Eno zabiera słuchacza w niełatwą podróż. W wywiadach autor mówił, że piętno na tym albumie odcisnęła jego fascynacja I wojną światową, tym transkulturowym szaleństwem, a także tragedią "Titanica". Faktycznie "The Ship" sprawdziłby się jako tło muzyczne do filmu dokumentalnego o tym światowym konflikcie. Niepokój, nieprzewidywalność, porażające dźwięki na zmianę ze wzruszającymi. Otwierający album, ponad 21-minutowy tytułowy numer zabiera nas z kolei w odmęty tonącego statku. Słuchając go, można odnieść wrażenie, jakby dochodziły do nas dźwięki tej katastrofy, jakieś nieokreślone odgłosy rozmyte przez morską toń i tony stali. Album kończy w zasadzie jedyna "klasyczna" piosenka na "The Ship", "I’m Set Free", napisana przez Lou Reeda w czasach The Velvet Underground. "The Ship" nie jest zapewne najwybitniejszym dziełem Eno, ale świat, który stworzył, jest wyjątkowy. Jak już wciągnie, nie pozostawi obojętnym. Nie jest to jednak płyta dla każdego.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.19600080b.804.jpg@RY2@
Peaches, Julia Holter, Pet Shop Boys, Yello, Cyndi Lauper, Primal Scream, The Orb, Gary Numan - to tylko niektórzy artyści, jakich na swoją nową płytę zaprosił gigant muzyki elektronicznej Jean-Michel Jarre. Jest także słynny demaskator ukrywający się przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, Edward Snowden, a raczej fragment jego wypowiedzi. Krążek jest uzupełnieniem wcześniejszego albumu JMJ. Na "Electronica 2: The Heart of Noise" Francuz przemierza różne odmęty elektroniki. Jest tanecznie, psychodelicznie, synthpopowo, filmowo, industrialnie, popowo. Jest tu aż 18 numerów, nie wszystkie wciągają równomiernie. Taka liczba gości, zmian klimatu wprowadza też pewien chaos. Lepiej więc dawkować sobie "The Heart of Noise" powoli i w częściach. Wtedy będzie smakowała lepiej. Muzyki Jarre’a można słuchać przez cało lato w warszawskim Multimedialnym Parku Fontann. Sam muzyk zaprezentuje się w Polsce 5 listopada w Atlas Arenie w Łodzi, a dzień później - 6 listopada, w katowickim Spodku.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.19600080b.805.jpg@RY2@
"Podobno Velvet Underground i Bowie byli gotyccy. Jim Morrison i Alice Cooper też. I mianownikiem wspólnym zdaje się być teatralność i zamiłowanie do Brechta, Weila i Berlina. Jeśli tak, to jestem gotem" - powiedział w rozmowie z Arkiem Lerchem Bartosz Księżyk, który właśnie wydał nową płytę swojego projektu K-essence. "We Prefer The Night" faktycznie ma lekko teatralny, gotycki, mroczny klimat, który powinien się spodobać fanom Nicka Cave’a. Album ma jednak też ciepłą i balladową atmosferę, zawdzięcza to głównie wokalowi Księżyka. Są też skrzypce, kontrabas, gitary. Wszystko razem dało płytę z muzyką, którą rzadko gra się nad Wisłą. Lekka teatralność, trochę jazzu, soulu, alternatywnego popu, melancholijnej psychodelii. Na "We Prefer The Night" nie ma może numerów, które mogłyby zawojować listy przebojów, ale "This Party Isn’t Over" z gościnnym udziałem Olgi Naliwajko czy pięknie rozwijająca się mroczna ballada "Saddest Smile" pozostają na długo w pamięci. Warto zanurzyć się w "We Prefer The Night" na dłużej.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.19600080b.806.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu