Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Wojna bez końca

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Już w maju na ekrany kin wchodzi film "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów". Tytułowy heros skończył w tym roku 75 lat. I przebył bardzo długą drogę: od propagandowego symbolu po zmęczonego życiem antybohatera

W "Wojnie bohaterów" (polska premiera 6 maja) Kapitan Ameryka musi stawić czoła nie potężnym wrogom, ale swoim przyjaciołom. Po wprowadzeniu rządowej ustawy nakazującej superbohaterom ujawnienie tajnych tożsamości, drużyna Avengers dzieli się na dwie frakcje. Kapitan przewodzi tym, którzy nie chcą podporządkować się drakońskiemu prawu: wszak wolność jednostki jest sprawą nadrzędną. Zupełnie inne zdanie ma Iron Man, a różnica poglądów doprowadzi do starcia. To nie jest kłótnia w rodzinie: oryginalny tytuł filmu - oraz komiksu Marka Millara, z którego zaczerpnięty został zarys fabuły - brzmi "Civil War", "Wojna domowa". To konflikt postaw, moralności, nawet poglądów politycznych. Łatwo dopisać sobie do niego rozmaite konteksty. Zwłaszcza w Stanach, w roku wyborów prezydenckich, symboliczne będzie starcie Kapitana - chłopaka z ubogiej rodziny, który poświęca się dla dobra ojczyzny - i Iron Mana - posiadacza wielkiej fortuny i jeszcze większego ego.

Marc DiPaolo, autor znakomitej książki "War, Politics and Superheroes. Ethics and Propaganda in Comics and Film", przytacza zasłyszaną w sklepie komiksowym rozmowę sprzedawcy i klienta, sprzeczających się o polityczne poglądy Supermana. Po krótkiej wymianie zdań dochodzą do wniosku, że heros jest demokratą w stylu Franklina Delano Roosevelta, ale z pewnością nie jest republikaninem. "No, ale Kapitan Ameryka musi chyba być republikaninem", podpytuje klient. "Żartujesz?", odpowiada sprzedawca. "To jeszcze gorszy komuch niż Superman".

Kapitana Amerykę łatwo postrzegać w komicznych kategoriach, widzieć w nim ucieleśnienie banalnego, komiksowego patriotyzmu. Odziany w biało-niebiesko-czerwony trykot superżołnierz, wzór cnót i umiłowania ojczyzny z czasem ewoluował, stając się jedną z najbardziej złożonych, niejednoznacznych postaci komiksowego imperium Marvela. Pierwszy numer serii "Captain America Comics" ma na okładce datę wydania marzec 1941, a bohater prawym sierpowym powala samego Adolfa Hitlera na ziemię. Komiks pojawił się jednak w sprzedaży znacznie wcześniej, bo już w grudniu poprzedniego roku. Dziś trudno w to uwierzyć, ale pośpiech wymusiły obawy szefów wydawnictwa Timely Comics (poprzednika Marvela), czy aby Hitler nie zginie, zanim historyjka pojawi się w sprzedaży.

Kapitan Ameryka odniósł spektakularny sukces - pierwszy zeszyt sprzedał się w milionie egzemplarzy, a bohater natychmiast trafił do masowej wyobraźni młodych Amerykanów. Nic w tym dziwnego: zanim stał się Kapitanem, był taki, jak oni. Nastolatek Steve Rogers, zbyt wątły, żeby wstąpić do armii, decyduje się na udział w naukowym eksperymencie. Zgłasza się na ochotnika do przetestowania serum, które czyni z niego superżołnierza: obdarzonego nadludzką siłą, sprawnością i inteligencją. Chuderlawy okularnik okazał się urodzonym dowódcą. "Nazwiemy cię Kapitanem Ameryką, synu, ponieważ podobnie jak ty, Ameryka będzie miała siłę i wolę, by strzec naszych granic", deklamował w patriotycznym uniesieniu rządowy naukowiec.

Poza kolekcjonerami i maniakami niewiele osób dzisiaj pamięta, że wydawane w czasie wojny komiksy zaludniały dziesiątki innych, nie mniej patriotycznie uosobionych bohaterów. Major Liberty, The Defender, The Patriot - wszyscy z lepszym lub gorszym efektem stawiali czoła nazistowsko-japońskiej nawałnicy. Ba, sam Kapitan był kopią bohatera o pseudonimie Shield, pojawiającego się w komiksach konkurencji. Ale to połączone talenty scenarzysty Joego Simona i rysownika Jacka Kirbyego uczyniły z herosa prawdziwą ikonę. Przecież odziany w narodową flagę żołnierz najlepiej nadaje się, by symbolizować Amerykę jako samozwańczego żandarma pokoju na świecie, prawda?

Prawda, ale nie do końca.

Owszem, w latach 40. Kapitan Ameryka stawiał czoła wrogom swojej ojczyzny. Walczył z nazistami i kolaborantami, po wojnie stawiał czoła komunistom i sabotażystom. Wróg był jasno określony i łatwy do zidentyfikowania. Entuzjazm powoli jednak wygasał, zmiany na komiksowym rynku postępowały nieubłaganie, wydawnictwo Timely Comics zakończyło działalność i Kapitan Ameryka w pewnym momencie zniknął. Nie na długo: w latach 60. wystartowało wydawnictwo Marvel, które przejęło prawa do postaci z katalogu Timely, dzięki czemu obok zupełnie nowych bohaterów - Spider-Mana, Fantastycznej Czwórki, Iron Mana i Hulka - na łamy obrazkowych opowieści wrócił Steve Rogers, Kapitan Ameryka. Ten sam, ale jak się miało okazać, nie taki sam.

W nowej narracji Kapitan - zaginiony podczas akcji w czasie wojny - odnalazł się zahibernowany w bloku lodu. Supermoc pozwoliła mu przeżyć, wskrzeszony znów wziął na siebie patriotyczne obowiązki, wkrótce stanął na czele Avengers, nowojorskiej grupy superbohaterów. Ale świat, w którym się obudził, okazał się inny, bardziej skomplikowany, niestabilny, nieprzewidywalny. Najlepszy przyjaciel Stevea, Bucky, zginął, podobnie jak większość jego znajomych i towarzyszy broni. Kapitan Ameryka miał prawo poczuć się zgorzkniały, zmęczony, zagubiony. A scenarzyści skrupulatnie to wykorzystali. Oczywiście, Steve wciąż przede wszystkim walczył z zastępami wrogów, taka była specyfika popularnych komiksów lat 60., ale jako postać wciąż ewoluował. Miejsca by zabrakło, żeby choć w telegraficznym skrócie przedstawić jego losy - wystarczy wspomnieć, że nawet zginął, zmartwychwstał, potem nadgonił swój metrykalny wiek, stając się wyjątkowo dziarskim 90-latkiem, a wreszcie przekazał obowiązki Kapitana Ameryki jednemu z Avengersów, czarnoskóremu Falconowi. Przestał symbolizować Stany Zjednoczone jako żandarma światowego porządku. Stał się za to symbolem Ameryki wymarzonej, ale nieistniejącej: otwartej, zbudowanej na równych szansach i możliwościach, jednakowych prawach dla wszystkich obywateli. To musiało ostatecznie doprowadzić do konfliktu, który stał się osią filmowej "Wojny bohaterów", starcia odmiennych wizji świata, społeczeństwa, praw obywatelskich. Można powiedzieć: "To tylko komiks", ale nawet w popularnych opowieściach superbohaterskich odbija się kawałek prawdy o czasach, w których powstawały. Miniseria "Civil War" w oryginale ukazywała się w latach 2006-2007, a dziś jest jeszcze bardziej aktualna niż dziesięć lat temu. Wydawnictwo Marvel postanowiło to wykorzystać: w czerwcu rozpocznie publikację serii "Civil War 2". Wojna o pryncypia nigdy się nie kończy.

Kapitan przestał symbolizować USA jako żandarma światowego porządku. Ale stał się symbolem Ameryki nieistniejącej

@RY1@i02/2016/083/i02.2016.083.000007000.803.jpg@RY2@

Disney

Drużyna Kapitana Ameryki: Falcon, Ant-Man, Hawkeye, Kapitan we własnej osobie, Scarlet Witch oraz Zimowy Żołnierz

@RY1@i02/2016/083/i02.2016.083.000007000.804.jpg@RY2@

Okładka pierwszego numeru "Captain America Comics", 1941 rok

Jakub Demiańczuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.